Obserwuj nas

SsangYong

Test – SsangYong Rexton W

Twardziel starej daty

W środku to stara, sprawdzona technika oparta na ramowej konstrukcji, z archaiczną skrzynią biegów i paliwożernym silnikim. Na zewnątrz SsangYong Rexton W jest po długim procesie botoksowania głębokich zmarszczek. Czy jest jeszcze miejsce na tego typu samochody?

 Silnik: R4 Pojemność: 1998 cm3 Moc: 155 KM/4000 obr./min. Moment: 360 Nm/1500-2800 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, pięciobiegowa 0-100 km/h: 12.4 s Prędkość max. 173 km/h Masa 1985 kg Cena 99 000 PLN

Pomówmy sobie tym razem o pisaniu prac. Nie wiem jak Wy, ale ja, mimo matematycznego ukierunkowania, całkiem lubiłem pisać różnego rodzaju wypracowania, bądź po prostu większe projekty z historii, WOS-u, czy z języka polskiego. Zwłaszcza w przypadku ostatniego z wymienionych przedmiotów, mogłem pochwalić się wyjątkowym upodobaniem do tzw. „lania wody” (co z resztą doskonale widzicie), albo po prostu „ukwiecania” tego, co dotyczyło sensu danego wypracowania. Najczęściej wplatałem tam różnego rodzaju fakty, zasłyszane od kogoś, bądź wyczytane w innych źródłach, niż podręcznik, bądź lektura, do której z resztą rzadko zaglądałem.

Nie lubiłem czytać zadanych lektur i nadal tego nie znoszę, bo uważam, że większość tego, co próbuje się nam wcisnąć do głowy w szkole, czy też na studiach (przynajmniej w moim wypadku) jest absolutnie niepotrzebna, czy wręcz głupia. Idealnym przykładem jest literatura romantyczna i choć przeczytałem kilka pozycji z tego okresu, to nadal nie potrafię pojąć, co trzeba byłoby zażyć i dlaczego aż tak dużo, by przenieść głównego bohatera na chmurze z góry Mont Blanc do oddalonej o jakieś 1600-1700 kilometrów Warszawy, by ten dokonał zamachu na cara Mikołaja I, który koronował się na króla Polski.

Żeby nie było, że wychodzę na kogoś, kto w ogóle nie czyta, to dodam, że zamiast lektur zdecydowanie chętniej siadałem do samodzielnie dobranej pod siebie bibliografii, zaś przed ewentualnymi sprawdzianami ze znajomości książek, broniłem się czytając różnego rodzaju streszczenia. To właśnie pobieżna znajomość wątku, odpowiednio „ukwiecona” różnego rodzaju anegdotami i innymi przytoczeniami mającymi mniej, lub więcej wspólnego z tematem, udawało mi się zaliczać różne sprawdziany z ogólnie dobrym wynikiem.

Czasami jednak zdarza się taka sytuacja, że pomimo usilnych moich starań do tego, by praca miała odpowiednią objętość i w miarę odpowiednią treść, otrzymuję pracę z powrotem, bym ją albo poprawił, albo napisał od nowa. Oczywiście nigdy tego nie robiłem, bo i po co miałbym jeszcze raz silić się na coś, co napisałbym drugi raz w dokładnie ten sam sposób. W takich wypadkach albo wprowadzałem delikatne zmiany kosmetyczne, albo po prostu nic nie robiłem i oddawałem pracę w takiej formie, w jakiej mi ją zwrócono.

STRONY: 1 2 3

Strony: 1 2 3

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

SsangYong

TEST – SSANGYONG XLV 1.6 DIESEL AWD

Można się nabijać z SsangYonga XLV 1.6 Diesel AWD za wady oraz drobne wpadki tu i ówdzie, jednak w gruncie rzeczy, to całkiem udany samochód. Zwłaszcza, że wyjściowo, wersja z turbodieslem i napędem na obie osie nie kosztuje nawet 80 tysięcy złotych. Sytuacja jednak zmieni się mocno, kiedy postanowicie w konfiguratorze polecieć „po wypasie”.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1597 cm3 Moc: 115 KM/3400-4000 obr./min. Moment: 300 Nm/1500-2500 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 12.0 s Prędkość max. 174 km/h Masa 1535 kg Cena 79 990 PLN

Jak sami wiecie, od ponad półtora roku, rządy w naszym kraju sprawują ludzie, którzy za wszelką cenę chcą naprawiać kraj, po ośmiu latach rujnowania go przez rządy PO. Co ciekawe, żadna z tych osób nie potrafi pochwalić się wizją owej naprawy, do póki nie usłyszą instrukcji od jednego, niewielkiego, szeregowego posła, który na dobrą sprawę , juz jakiś czas temu powinien udać się na emeryturę. Śmieszne? Skądże znowu! Ci ludzie nie wiedzą, co to poczucie humoru. Nie umieją się nawet śmiać tak, by otoczenie nie odebrało tego, jako szczery chichot, za to zdecydowana większość pomysłów na „naprawę” sytuacji państwa, w praktyce okazuje się być prawdziwym zatapianiem w bagnie. Przerażające? Z początku bardzo, jednak z tego, co widzę, to coraz więcej osób przyzwyczaja się do tego, że z każdym dniem jest coraz ciemniej. Sam wolałbym jednak trzymać się tego, co powtarza mi dziadek, że lepiej jest się śmiać, niż płakać.

A skoro jesteśmy przy śmiechu. Nie wiem czy wiecie, ale wcale nie jest tak, że najwięcej frajdy z klepania w klawiaturę mam pisząc artykuł o jakimś szybkim, czy egzotycznym samochodzie. Oczywiście kocham takie auta ze wszech miar i bardzo chciałbym poświęcać nim jak najwięcej czasu, ale — przynajmniej do tej pory — nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, kiedy chciałbym wykorzystywać swoje pokłady mieszaniny humoru oraz złośliwości na Porsche, Ferrari, czy Lamborghini, za to niemal za każdym razem jest tak, że to SsangYong daje mi okazje do popuszczenia wodzy fantazji w obnażaniu wad swoich aut.

Oczywiście to nie jest tak, że robię to zupełnie bezkarnie (choć powinienem). Mój pamiętny artykuł o Rextonie podobno skutkował ogromną aferą w firmie, czego efektem były telefony do mojej skromnej osoby w celu wymiany zdań oraz udowadniania, że wszystkie moje zarzuty były wyssanymi z palca złośliwościami. Nie ukrywałem, że owa sytuacja była dla mnie niemniej zabawna, co sam artykuł, a karą było nadanie mi tytułu Persona non grata na okres jednego roku. Nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielkim było moje zdumienie, kiedy dowiedziałem się, że wreszcie przetestuję kolejnego SsanYonga. Tak samo duże było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że Tivoli, jak na swoje pieniądze, okazał się być bardzo przyzwoitym samochodem. Tak na dobrą sprawę, największym problemem jest przełamać się przez dość osobliwą stylizację.

Tym razem jednak SsangYong pokazał, że można pójść zdrowo po bandzie. Wystarczy wziąć na tapetę dużego SUV-a (w tym wypadku XLV, czyli trochę większe Tivoli), wkleić mu dwa wyścigowe, czerwone pasy i pomalować felgi oraz lusterka w tym samym, najszybszym kolorze. Efekt jest taki, że do tej pory zastanawiam się, jak długo przyjdzie mi płacić za pamiętny artykuł o Rextonie. Z drugiej strony cieszę się, że nie postanowiłem całkiem polecieć po bandzie i nie napisałem wszystkiego, co chciałbym popełnić, bo musiałbym zapewne spodziewać się płatnego zabójcy, nasłanego przez Koreańczyków.

Wróćmy jednak do XLV. Jak się później okazało, wyzywające barwy wojenne, to sprawka dziennikarzy, którzy domagali się od polskiego oddziału marki, samochodu z prawdziwym efektem „wow”. O ile efekt był, tak raczej nie nazwałbym go „wow”. Bardziej już „hahaha” i mam na to dwa dowody. Pierwszy, taki, że dzięki roześmianemu kierowcy, bez trudu mogłem zmienić pas, jadąc w korku. Drugi za to pozwolił oszczędzić mi 50 złotych, które przyszłoby mi zapłacić za brak kwitka parkingowego. Kontroler nawet nie podszedł do samochodu. I za to szanuję. Dzięki SsangYong!

Sportowy image auta stwarza też jeszcze jeden problem. Szczerze nie wiem, czy XLV bardziej nadaje się w teren, czy też na tor. Niby jest tu zwiększony prześwit i napęd na obie osie, ale prawdę powiedziawszy trzeba uważać na auto nawet przy pokonywaniu większych krawężników, bo podwozie obrywa. Kiedy za to wciskasz guzik „POWER”, na zegarach pojawia się taki sam, zielony napis i nie dzieje się kompletnie nic. Nie ma przetrzymywania silnika na wyższych obrotach. Nie ma też bardziej wrażliwych pedałów, ani mniej czułego wspomagania, a już na pewno zapomnij o specjalnej mapie silnika. I na tym nie koniec niekonsekwencji.

Nie pierwszy raz zastanawiam się, czemu w SsangYongach oznaczenie modelu, bądź wersji znajduje się tylko z jednej strony auta. Tak było w Rextonie W, gdzie „W” było tylko na lewym słupku, a na prawym już nie. Tutaj jest już trochę inaczej, bo na drzwiach kierowcy znajdziecie oznaczenie wersji silnikowej, zaś u pasażera, napędu na obie osie. Żeby było jeszcze ciekawiej, na drzwiach macie napis „4WD”, a na stronie producenta macie już „4×4”. Niby to samo, ale przeciętnego Kowalskiego na pewno dopadł już mętlik. A to nie koniec niezrozumienia. Dlaczego?

Testowany XLV był wyposażony w podgrzewanie czterech siedzeń, ale nie wiedzieć czemu, klimatyzowany fotel dostał jedynie kierowca. Czy w ten sposób producent chce pokazać, że pasażer obok jest w czymś gorszy? Może dlatego, że nie kupił sobie SsangYonga i teraz nie może sobie chłodzić tyłka, kiedy jest mu za ciepło. Na pocieszenie dodam, że jeśli o to chodzi, to nie straciłeś zbyt wiele, bo chłodzenie fotela jest jak wiatr na jeziorze podczas flauty. Przez chwilę coś poczujesz, ale po chwili zapominasz, że jest tu coś takiego, jak klimatyzowany fotel. Trochę inaczej ma się za to sprawą zestawu audio. Za to odpowiada radionawigacja Kenwooda, która nie chciała sparować się z moim telefonem. W dodatku szybkością działania nie ustępowała pierwszym smartfonom, jednak dzięki equalizerowi, mogłem wyciągnąć z głośników stosunkowo niezłe brzmienie.

Na tym jednak nie koniec uszczypliwości, bo za nic w świecie nie potrafię zrozumieć jednej rzeczy. Dlaczego sterowanie komputerem pokładowym znajduje się na konsoli środkowej? To tak, jakbyś miał w lodówce wbudowanego pilota od salonowego telewizora. Jest za to możliwość personalizacji podświetlenia zegarów. Mało tego, możesz ustawić podświetlenie w zależności od pory dnia (a dokładniej od tego, czy masz włączone światła, czy jeździsz wyłącznie na „dziennych”). Pod każdym innym względem, wnętrze XLV prezentuje się co najmniej znośnie. Plastiki są twarde, ale robią dobre wrażenie, a dźwignia automatycznej przekładni została wyposażona w przełącznik sekwencyjnej zmiany biegów, którego co prawda nie polubisz, ale i tak nie będziesz z niego korzystać.

Tak samo, jak nie będziesz korzystać z mocy, bo tej po prostu nie ma. 115 KM przy leniwym automacie i ponad półtorej tony masy, skutkuje przyspieszeniem do setki w równo 12 miesięcy. Prędkość maksymalna? 174 km/h. Pocieszeniem jest za to bardzo przyzwoita elastyczność, za którą odpowiada 300 Nm, rozciągniętych w przedziale 1500-2500 obrotów na minutę. Spalanie? Przy normalnej jeździe, nastaw się na okolice 7-7,5 litrów na setkę, ale jeśli chcesz jechać na wynik, wtedy możesz zjechać do poziomu 4,5-4,8 l/100 km, co jak na SUV-a z automatem i napędem na obie osie jest naprawdę dobrym wynikiem. Jak już wcześniej wspomniałem, zawieszenie jest dość miękkie, co oznacza, że zdecydowanie lepiej powinien radzić sobie z zapewnieniem komfortu jazdy, niż trzymaniem się drogi. W praktyce jest XLV nie tylko sprawnie połyka nierówności, ale też bardzo przyzwoicie jeździ w zakrętach. Jeszcze więcej frajdy będziesz mieć na gładkich szutrach, bo SsangYong potrafi zabawić się w lekką nadsterowność.

A to wszystko otrzymacie za niespełna 80 tysięcy złotych. Ze świecą szukać drugiego, kompaktowego SUV-a z dieslem i napędem na obie osie, a jeśli będziecie chcieli kupić auto na wzór prezentowanego modelu (wyłączając sportowe dodatki. Te są bezcenne), musielibyście przygotować znacznie poważniejsze pieniądze. Dokładnie 122 688 złotych. W zamian otrzymacie dodatkowo automatyczną skrzynię biegów, radionawigację Kenwooda, „pakiet safety”, 18 calowe felgi, podgrzewanie kierownicy oraz wszystkich siedzeń, klimatyzowany fotel kierowcy, dwustrefową, automatyczną klimatyzację i tempomat.

Marcin Koński

Czytaj dalej

SsangYong

Test – Ssangyong Tivoli 1.6L 2WD

Ostatnie moje doświadczenie z SsangYongiem nie skończyło się najlepiej, toteż dopiero rok później dostałem możliwość przetestowania kolejnego modelu. Tivoli, bo o nim mowa właściwie dogonił już rywali pod względem wyposażenia, ale też rezygnacji z napędu na obie osie (przynajmniej w standardzie). Czy w połączeniu z dobrą ceną można nazwać najmniejszego SsangYonga przepisem na sukces?

[divider]Specyfikacja[/divider] Silnik: R4 Pojemność: 1597 cm3 Moc: 128 KM/6000 obr./min. Moment: 160 Nm/4600 obr./min. Skrzynia biegów: Manualna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 12.0 s Prędkość max. 181 km/h Masa 1270 kg Cena 62 900 PLN

Lekcje WF-u w szkołach zawsze z reguły sprowadzają się do tego, że organizowana jest gra zespołowa. Nigdy nie miałem nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, gdyż zawsze można było robić coś, czego nie lubiłem, czyli np. bieg Coopera, albo robić jakiś absurdalny sprawdzian. Poza tym zawsze lubiłem grać, bez względu czy był to futsal, piłka nożna, koszykówka, czy moja ulubiona siatkówka. Zawsze jednak przy okazji gry dochodziło do momentu, kiedy dawało się do zrozumienia, który z chłopaków, ile był warty dla zespołu. Tym momentem było rozdzielanie się na dwie drużyny, z czego wyboru dokonywali wytypowani kapitanowie. Nie było tu kryteriów sympatii, lecz użyteczności. W pierwszej kolejności wybierało się oczywiście najlepszych, którzy najbardziej przydają się w ataku, następnie bramkarze (oczywiście w tylko w wypadku piłki kopanej), pomocnicy (ew. rozgrywający), na końcu zaś obrona. Bardzo często, kiedy już wybrano obronę i nie było już wolnych miejsc do obsadzenia, zostawałem ja.

A kiedy skończyliście się śmiać, dodam, że wcale tak do końca nie było. Właściwie to nie przypominam sobie, by takie sytuacje miały miejsce. Niemniej jednak mam wrażenie, że SsanYong Tivoli jest właśnie w takim położeniu. Dlaczego? Ponieważ postanowił zaatakować jeden z najszybciej rozwijających się i najbardziej obsadzonych segmentów na rynku — miejskie crossovery. Któregoś wieczora nudziło mi się tak bardzo, że postanowiłem wytypować wszystkich rywali. Wiecie ile ich naliczyłem? Jedenastu, z czego dwóch wyjściowo kosztuje mniejsze pieniądze, co SsangYong. Są to Kia Soul oraz FIAT 500X. Oba wyglądają całkiem nieźle, są dobrze wykończone (zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet lepiej od Tivoli), mają całkiem bogate wyposażenie, a przede wszystkim ugruntowaną pozycję na rynku, czego o SsangYongu powiedzieć nie można.

Czym więc Tivoli chce zawojować na rynku? Na początek weźmy pod uwagę samo wyposażenie. W bazowym modelu, z listy ciekawego wyposażenia standardowego można wymienić „System Inteligentnego Kierowcy” (cokolwiek to znaczy), tempomat, podgrzewane lusterka, manualną klimatyzację, sterowanie z kierownicy i komputer pokładowy. Myślicie, że najgroźniejsi rywale SsangYonga mają to wszystko w standardzie? Nie do końca. FIAT 500X wymaga dopłaty do klimatyzacji, radia, nie wspominając o sterowaniu z kierownicy.  Drugi rywal — Kia Soul — nie ma podgrzewanych lusterek oraz tempomatu, za to może pochwalić się w standardzie radiem z USB. Sami więc widzicie, że różnica 3 tysięcy złotych ma swoje pokrycie w wyposażeniu.

Jednakże z tego, co widać na ulicach, a raczej z tego, czego nie widać, samo wyposażenie nie jest magnesem dla typowego Kowalskiego. Nie bez znaczenia jest też wizerunek samej marki i tu SsangYong, znany dotąd jako producent bezkompromisowych terenówek oraz niesamowicie paskudnego minivana (ale z napędem na obie osie) zapuszcza się w zupełnie nieznane obszary. Nie tylko zaczął oferować miejskiego crossovera, ale też od jakiegoś czasu cecha charakterystyczna samochodów z Seulu — 4×4 — jest dostępna co najwyżej jako opcja i w wypadku Tivoli, wyłącznie z automatyczną skrzynią biegów. Oznacza to, że najmniejszy SsangYong nie będzie miał łatwo nawet wśród dotychczasowych fascynatów marki (czyli jakichś 35 osób).

Ostatnim elementem, który może wpłynąć na ekskluzywność (poza samochodami prasowymi, do tej pory Tivoli widziałem może ze dwa, trzy razy) tego modelu jest wygląd, przy czym odrazu zaznaczę, że w porównaniu z tym, co mogliśmy zobaczyć jeszcze kilka lat temu jest lepiej. Niemniej jednak trudno mi nazwać siebie adoratorem kształtów tego auta i raczej nie chodzi mi tylko o wybrane detale, ale o całokształt. Ten nadal jest trochę dziwny. Zwłaszcza z przodu, gdzie dominują wielkie reflektory i właściwie nieistniejący grill, zamaskowany czarną blendą, zaś boki dominują ogromne błotniki przypominające biodra Kim Kardashian. Z tyłu najbardziej zwracają uwagę duże, mocno zachodzące na owe błotniki światła oraz gadżet w stylu F1 — światło przeciwmgłowe umieszczone w centralnej części zderzaka.

Wnętrze nie jest tak kontrowersyjne, co nadwozie, ale też stara się nie wiać nudą. Mamy tu całkiem ciekawie wyglądającą kierownicę ze wstawkami aluminiopodobnymi, ładne, czytelne zegary, w których ponoć można regulować kolor podświetlenia (nie znalazłem przełącznika. Dostępny dopiero od bogatszej wersji wyposażeniowej) oraz wielki, kolorowy ekran multimediów bez nawigacji. Ta wymaga kolejnej dopłaty. Nie oznacza to jednak, że Tivoli ma braki w wyposażeniu. Testowy samochód miał komputer pokładowy, automatyczny włącznik świateł i wycieraczek, kamerę cofania, a także zestaw głośnomówiący, co w porównaniu z ostatnim, testowanym przeze mnie SsangYongiem Rextonem W, stanowi gigantyczny postęp technologiczny.

A czy pod względem prowadzenia również można liczyć na tak duży skok? Aż taki raczej nie, ale też oczekiwanie od tego auta prowadzenia na poziomie samochodów sportowych jest jak przebiegnięcie kilometra i okrzyknięcie się maratończykiem. Tivoli prowadzi się po prostu dobrze, jest stabilne przy wysokich, autostradowych szybkościach, jednakże przy ciaśniejszych zakrętach trzeba pamiętać, że lubi się przechylać i wpadać w podsterowność. A skoro wspomniałem coś o autostradzie, to rozwinięcie adekwatnych prędkości wymaga odrobiny cierpliwości. Mimo, że Tivoli z benzynowym silnikiem 1.6 jest jednym z mocniejszych samochodów w segmencie (128 KM), to jednak pod względem przyspieszenia wypada co najwyżej przeciętnie. Setka na prędkościomierzu pokazuje się dopiero po 12 sekundach, zaś prędkość maksymalna sięga 180 km/h.

Jednakże mimo mało zadowalających osiągów, Tivoli okazuje się być zaskakująco dobry. Ma bogate wyposażenie, całkiem przyzwoicie się prowadzi i nie wygląda tak, że na jego widok odwraca się wzrok. Co najwyżej można zastanowić się nad odwagą stylistów, ale w końcu żeby zostać zauważonym, trzeba się czymś wyróżnić, a najgorszy zawodnik do drużyny wcale nie musi być wybrany ostatni. Jeśli więc Tivoli wyda się Wam lepszą ofertą od np. Renault Captura, to musielibyście przygotować co najmniej 63 tysiące złotych. Prezentowany model w wersji Quatrz, wyposażony wyposażony dodatkowo w lakier metallic i pakiet Style kosztuje 77 200 zł.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Testy2 miesiące temu

TEST – VOLVO V90 CROSS COUNTRY D4

Wydaje mi się, że uterenowione kombi powstały z dwóch powodów. Pierwszy, aby pomimo większego prześwitu nadal prowadziły się jak normalne...

Testy2 miesiące temu

TEST – VOLKSWAGEN SCIROCCO R CUP

Szczerze przyznam, że nigdy nie byłem fanem ostatniej odsłony Volkswagena Scirocco z jednego prostego powodu. Nie podoba mi się, a...

Testy3 miesiące temu

Test – Toyota GT86

Mogłoby się wydawać, że Toyota GT86 to samochód, w którym będziesz mógł zabrać co najwyżej jedną osobę i to co maksymalnie na...

Mitsubishi3 miesiące temu

TEST – MITSUBISHI ASX 2.2 4WD RALLIART

Jeśli jesteś fanem kultowych marek, o których od jakiegoś czasu wiadomo bardzo niewiele, to Mitsubishi w swoich salonach ma jeszcze...

Mitsubishi4 miesiące temu

TEST – MITSUBISHI ASX 1.6

Mitsubishi ASX jest na rynku już od 8 lat. To bardzo dużo, zważywszy, że obecnie, producenci w tym czasie zdążyliby...

Opel4 miesiące temu

TEST – OPEL ASTRA 1.0 TURBO

Bardzo duży, kompaktowy samochód z ekonomicznym, benzynowym silnikiem i rewelacyjnym zawieszeniem za rozsądne pieniądze. Czyżby marzenie „Grażyn” i „Januszy” tak...

Lexus4 miesiące temu

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się...

Renault4 miesiące temu

TEST – RENAULT MEGANE GRANDTOUR GT

Topowy, rodzinny kompakt od Renault charakteryzuje się fantastycznym systemem 4Control i ponad 200 konnym silnikiem z turbodoładowaniem. O ile pierwsze jest...

Jeep5 miesięcy temu

TEST – JEEP COMPASS 1.4 MULTIAIR

Po niezbyt udanym poprzedniku, Jeep postanowił nie składać broni i zbudował nowy model kompaktowego SUV-a. Aby Compass numer dwa miał...

Hyundai5 miesięcy temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Najpopularniejsze