Obserwuj nas

ŠKODA

Test – Skoda Superb Combi 2.0 TSI Laurin & Klement

Skoda chyba znalazła kolejny przepis na ogromny sukces w Polsce. Zrobiła ogromne auto z prawie 300 konnym silnikiem, które na wstępie kosztuje niespełna 140 tysięcy złotych. Chcesz coś bardziej luksusowego? Przygotuj się na co najmniej 172 tysiące, ale czy czeska oferta jest pozbawiona wad?

[divider]Specyfikacja[/divider] Silnik: R4 Pojemność: 1984 cm3 Moc: 280 KM/4500-6200 obr./min. Moment: 350 Nm/1700-5600 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 5.8 s Prędkość max. 250 km/h Masa 1635 kg Cena 171 900 PLN

Ostatnio mój ojciec musiał udać się w interesach do Gdańska, a że nie miał ochoty zostawać tam na noc, postanowił, że pierwszy raz poleci tam samolotem. Niektórzy zapewne pomyślą, że to jakaś burżujska fanaberia. No niezupełnie, bo za bilety w obie strony wydał 18 złotych, czyli mniej, niż wy wydajecie dziennie na komunikację miejską w stolicy. Co więcej, sam przelot trwał 45 minut, z czego przynajmniej połowa czasu to startowanie i lądowanie. Z resztą tanie loty to, jak okazuje się, wcale nic niezwykłego i za stosunkowo niewielkie pieniądze można dostać się właściwie w każde miejsce na świecie.

Podobno kolej jest równie ciekawym rozwiązaniem. Też można się szybko oraz tanio przemieścić z jednego punktu do drugiego. Podkreślam, podobno, bo nigdy nie miałem szczęścia kupić taniego biletu kolejowego, a ceny bez trudu przekraczały koszty podróży samochodem. Nie no fakt, raz udało mi się pojechać z Krakowa do Warszawy za niespełna 30 złotych, ale warunki, jakie wtedy panowały  można porównać do transportu ludzi w wagonach towarowych, więc dziękuję, postoję.

Jest też jeszcze jeden sposób, by za stosunkowo nieduże pieniądze kupić sobie (powtarzam, kupić) coś komfortowego, pojemnego, a przede wszystkim niezwykle szybkiego. Co to takiego? Skoda Superb Combi 2.0 TSI. Jakby mało Wam było argumentów przemawiających za tym samochodem, to dodam, że to też obecnie na pewno najlepiej wyglądająca Skoda. Jak patrzycie na nią z tyłu, to z pewnością przyznacie, że jest wielka, ale też prezentuje się dostojnie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzeniem, że w czerni wygląda jak samochód premium. Z przodu styliści wykreowali ją na osobnika, który nie lubi dwa razy prosić się o wolny lewy pas, w czym pomagają wyraźne przetłoczenia i duży, charakterystyczny grill. Prawdziwego efektu wow dodają światła pozycyjne z pazurami LED (w trybie świateł dziennych te są niedostępne). Kto by pomyślał, że Skoda zacznie budować samochody, które po prostu się podobają.

W środku jest jeszcze lepiej. Siedzenia pokryte są ciemną, przyjemną w dotyku skórzaną tapicerką, zaś kokpit, gdzie było możliwe, ozdobiono listwami pokrytymi czarnym lakierem fortepianowym. Bez plastiku udającego aluminium, czy też drewno. No bo i po co narażać topową wersję na niepotrzebny szwank? Fakt, nie są to może szczyty jakości, ale jest zauważalnie lepiej, niż w zwykłych Superbach. Ponadto macie czytelne, choć umieszczone na srebrzystym tle zegary, wielki ekran multimediów oraz całą górę wyposażenia dodatkowego. No i najważniejsze, przestrzeni na miarę dużo większej limuzyny.

W dodatku bardzo szybkiej limuzyny. 2 litrowy silnik zastąpił 3.6 litrowe V6, które produkowało 260 koni i katapultowało poprzedniego Superba do setki w 6.6 sekundy. Obecnie motor wyciska z siebie 280 KM, które rozpędzają flagową Skodę do ograniczonych elektrokagańcem 250 km/h, zaś pierwsze 100 km/h pojawia się po niespełna 6 sekundach. Słabo? Do kolejnej wskazówka prędkościomierza dociera bez najmniejszej zadyszki. Aż trudno w to uwierzyć! Z resztą silnik jest niesłychanie dynamiczny a mocy oraz momentu ma pod dostatkiem właściwie w całej skali — od 1700 do 6200 obrotów na minutę. Dodajcie do tego skuteczne hamulce, napęd na obie osie oraz pewne prowadzenie, a otrzymacie coś, co nie tylko jest wielkim, wygodnym i bardzo bogato wyposażonym kombi, ale też autem, które potrafi utrzeć nosa miejskim zawadiakom w hothatchach.

Brzmi to trochę jak podsumowanie i trochę też nim jest. Jak bardzo się starałem, to nie mogłem doszukać się słabych stron. Zużycie paliwa utrzymało się na zadowalającym poziomie, ale nie pytajcie mnie na jakim, bo już nie pamiętam (jakby było inaczej, to na pewno utkwiłoby mi to w pamięci). Już nawet nikt nie przyczepi się do zielonej „kury” na masce, bo ta jest już chromowana i wygląda zdecydowanie godniej. No i cena. Zwykły Superb z tak mocnym silnikiem kosztuje co najmniej 137 tysięcy złotych. Topowy Laurin & Klement wymaga dopłaty 35 tysięcy złotych ekstra, a prezentowane auto, doposażone o m. in. kamerę cofania, okno dachowe, dostęp bezkluczykowy, wentylowane fotele, aktywny tempomat i funkcję rozpoznawania znaków drogowych to wydatek 197 300 zł. Jak na Skodę to ogromne pieniądze, ale jak na bardzo szybki i świetnie wyposażony samochód klasy wyższej (ale nie premium), to cena, obok której nie da się przejść obojętnie.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

ŠKODA

TEST – SKODA KAROQ 2.0 TDI

Nie jestem pierwszą osobą, która uważa, że nowa Skoda Karoq jest świetna. Nie jestem też jedynym, który zwiastuje temu modelowi sukces. Nie wykluczone, że jeszcze większy, niż poprzednika, czyli Yeti. Pytanie, czy Karoq ma jakieś słabe strony i gdzie one są?

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1968 cm3 Moc: 190 KM/3500 obr./min. Moment: 400 Nm/1900-3300 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 7.8 s Prędkość max. 211 km/h Masa ? kg Cena ? PLN

Ostatnio byłem w internecie w poszukiwaniu nowego przepisu na kurczaka. Jako, że tydzień temu wróciłem z Sycylii, postanowiłem znaleźć coś pochodzącego z tej, wulkanicznej wyspy. Receptura, którą ci przedstawię, wydaje się być najlepsza. Musisz przygotować udka kurczaka, duże ziemniaki, cebulę, czosnek, pieprz, oregano, tymianek, Wegetę, pomidory z puszki, groszek, kostkę bulionu grzybowego, wodę oraz margarynę. Udka dzielimy na dwie części, ziemniaki oraz cebulę kroimy w talarki, a czosnek w drobną kostkę. Naczynie żaroodporne smarujemy tłuszczem i warstwowo układamy ziemniaki, cebulę, czosnek, udka i przyprawy. W połowie szklanki rozpuszczamy kostkę bulionu i polewamy po całości. Następnie pieczemy pod przykryciem przez 45 minut, w temperaturze 220o C. Następnie dodajemy pomidory z puszki oraz groszek i już bez przykrycia, zapiekamy potrawę przez kolejne pół godziny. W międzyczasie można też polewać potrawę wytwarzającym się wywarem.

No dobra, ale co z tym wszystkim ma wspólnego Skoda Karoq? Już wam mówię. Właśnie tydzień temu byłem na prezentacji najnowszego samochodu z Mladá Boleslav, pieszczotliwie nazwanej przez mojego kolegę, Marka Adamowicza, „Kurakiem”. I jeśli mam być szczery, Karoq jest naprawdę fajny. Fajniejszy od Kodiaqa. Po pierwsze dlatego, że jest kompaktowych rozmiarów, przez co nadwozie wydaje się być zwarte. Docenisz to zwłaszcza podczas szybszego pokonywania zakrętów, ale nie wszystkich. Kurak ewidentnie nie przepada za ciasnymi nawrotami, a tych na Sycylii jest pełno. Więcej na drogach jest tylko kolein, załamań, pęknięć i dziur, jednak dzięki całkiem miękkiemu zawieszeniu, Karoq całkiem nieźle radzi sobie z odseparowaniem ich od kabiny.

Poza tym samochód prezentuje się co najmniej ciekawie. Zwłaszcza w kolorze zielonym Emerald, ale szary Brilliant też nie wygląda źle. To, co zasługuje na uznanie, to przód. Fakt, że podobny do tego z Kodiaqa, ale tutaj, moim zdaniem, wygląda on znacznie lepiej. Nie dostrzegasz różnic? Te są wręcz symboliczne, bo Karoq ma trochę inny grill, światła oraz zderzak. W sumie to najbardziej zauważalne są reflektory o trochę innym kształcie, z LED-ami niezachodzącymi na boki. Z boku, samochód nie szokuje absolutnie niczym. Widać, że postarano się o lepsze proporcje nadwozia z trochę mocniej wyciągniętą maską, ale to dość wyraziste przetłoczenia sprawiają, że całkiem przyjemnie patrzy się na Karoqa.

W środku też nie da się powiedzieć niczego złego. Kokpit jest ładny i przejrzysty. Okno dachowe przyjemnie rozświetla ciemne wnętrze, gdzieniegdzie udekorowane srebrnymi wstawkami, które dodają wnętrzu skromnej elegancji. To, co zasługuje na szczególną uwagę to świetnie wyglądające fotele, które również przyzwoicie trzymają ciało w zakrętach. Bardzo podobają mi się też analogowe zegary ze srebrną obwódką, ale już mniej lubię spoglądać na mocno rozciągniętą podziałkę poziomu paliwa, która praktycznie nieustannie wędruje w stronę czerwonego pola. Nie jestem też przekonany do kształtu dźwigni przekładni DSG, bo choć jest dość wygodna w obsłudze, to jednak wydaje się dominować dolną część kokpitu.

Odnoszę też wrażenie, że zabrakło pomysłu na tył. Mamy tu plastikową wstawkę u dołu zderzaka, wcięcie na tablicę rejestracyjną w klapie bagażnika i w zasadzie to tyle. Co się robi w takim wypadku? Pracuje się nad tylnymi światłami. Tutaj jednak Skoda nie ma zbyt wielkiego pola do manewru, bo charakterystyczne „C” świateł pozycyjnych musi zostać zachowane. Dlatego też górne ramię przeciągnięto na klapę bagażnika.

Sam silnik również nie do końca zachwyca. Kiedy odbierałem auto, byłem przekonany, że 2 litrowy turbodiesel o mocy 190 KM i momencie obrotowym równym 400 Nm, będzie eksplodować entuzjazmem podczas przyspieszania. Nic bardziej mylnego. Auto zachowuje się tak, jakby powyższych cyferek było ledwie wystarczająco dużo. Podobne wrażenie miałem jeżdżąc Kodiaqiem, a to przecież dużo większy samochód. Nie ma więc  po co specjalnie się rozczulać nad tym, co podaje producent, bo choć sprint do 100 km/h trwa tu niespełna 8 sekund, to subiektywnie będziecie przekonani, że zajął ci co najmniej 2 sekundy dłużej. Prędkość maksymalna również wygląda obiecująco, bo przekracza 210 km/h.

I jeszcze jedna rzecz. Zużycie paliwa również nie jest satysfakcjonująco niskie. Znaczy się inaczej. Jeśli będziesz je kontrolować kątem oka, to będzie będzie opadać do zadowalającego wyniku na poziomie około 7 l/100 km, w górzystej trasie, ale jeśli postanowisz jechać, nie interesując się tym, co podaje komputer pokładowy, średnie spalanie będzie wyższe o co najmniej pół litra na setkę. Jeśli mam być szczery to spodziewałem się lepszego wyniku po turbodieslu 2.0 TDI, z napędem na obie osie oraz skrzynią DSG.

Niemniej jednak Skoda Karoq to świetny samochód. Nie tylko zostawia daleko w tyle poprzednika, Yeti, ale też plasuje się w mocnej czołówce w swojej klasie. Kurak świetnie prowadzi się nie tylko na asfalcie, ale też daleko poza nim, gdzie nawet wykrzyż osi nie jest mu straszny. Ponadto auto oferuje przestronne, ładne i dobrze wykończone wnętrze. Szkoda tylko, że układ napędowy nie jest w stanie zagwarantować tyle wrażeń, ile obiecuje na papierze, ale na dobrą sprawę to jedyna rzecz, do której się przyczepię. Ah! Byłbym zapomniał. Jeśli jesteś zainteresowany 190 konnym TDI, to na chwilę obecną nie znajdziesz jej w polskich salonach Skody (w innych z resztą też). Najwięcej, na co możesz obecnie liczyć, to 150 konne jednostki 1.5 TSI i 2.0 TDI, które kosztują odpowiednio 96 100 i 117 100 zł.

Marcin Koński

Czytaj dalej

ŠKODA

Test – Skoda Octavia 1.4 TSI

Skodę Octavię po kuracji odświeżającej trudno uznać za szczególnie urodziwą. Na szczęście to największa wada auta, która zza kierownicy nieszczególnie rzuca się w oczy. Dużo bardziej zainteresuje cię to, że kompaktowa Skoda ma ogromne zadatki do zostania  prawdziwym superbohaterem.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1395 cm3 Moc: 150 KM/5000 obr./min. Moment: 250 Nm/1500-3000 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 8.2 s Prędkość max. 219 km/h Masa 1735 kg Cena 77 310 PLN

Jesienią w kinach pojawi się film Liga Sprawiedliwych. Tą informacją stworzyłem sobie idealną okazję do tego, by przypomnieć, kim są superbohaterowie. Krótko mówiąc, to osoby cechujące się fantastycznymi zdolnościami, które wykorzystują do walki ze złem. Nie, wcale nie chodzi wyłącznie o to, by mieć nadprzyrodzoną siłę. Batman takiej nie posiadał. Bazował na intelekcie, wynalazczości i znajomości sztuk walki. Podobnie — za wyjątkiem tego ostatniego — Iron Man.

Oczywiście nie może zabraknąć też superbohaterów, obdarzonych mocą — jak np. Spider-Man, Capitan America, czy Fantastyczna Czwórka — czy też takich, którzy się z nią urodzili (mutanci) — X-Meni czy Aquaman. Wśród bohaterów znajdziesz też bogów, półbogów i im podobnych (Thor, Hercules, The Mask), magów i czarodziejów (np. Doctor Strange) czy roboty (m. in. Autoboty). I jakby tak się zastanowić, to Skoda Octavia 1.4 TSI musi być jednym z superbohaterów.

Dlaczego? Już wam opowiadam. Niedzielny wieczór, droga pomiędzy Płockiem a Wyszogrodem. Wracam ze zdjęć wspomnianą Skodą. Tempo raczej spokojne. Jadę nie więcej, niż 100-110 km/h. Na leśnym odcinku drogi, w światłach widzę zarys stosunkowo niewielkich zwierząt. Po chwili dochodzi do mnie, że to rodzina dzików. Hamulec w podłodze i awaryjne hamowanie. Na dźwięk piszczących opon, rodzice zostawiają stłoczone ze strachu młode i uciekają do rowu. Skoda zatrzymuje się jakieś 5 metrów przed pasiakami, które jeszcze potrzebowały chwili, by dotarło do nich, że już są bezpieczne. Potem już uciekły za rodzicami do rowu.

I teraz, kiedy się zastanawiam, to Octavii najbliżej jest do Supermana. „W cywilu”, nie rzuca się za bardzo w oczy i ma fenomenalny wzrok (czyt. zasięg świateł). Nie oznacza to jednak, że ta Skoda jest doskonała. Facelifting co prawda przyniósł LED-owe reflektory, ale możesz zapomnieć o rozbudowanym asystencie świateł drogowych. Będziesz za to skazany na oglądanie mało urodziwej facjaty. Znaczy się inaczej. Na żywo nowy przód nie jest jakoś niewyobrażalnie brzydki, ale też tak trudno nazwać go ładnym. Sprawa wygląda inaczej, kiedy oglądasz Octavię na zdjęciach. Mogę przysiąc, że powiesz, iż dawno nie widziałeś czegoś równie brzydkiego. I w pełni się z tym zgadzam. Aż boję się pomyśleć, jak groteskowo może wyglądać odświeżona Fabia.

Pocieszeniem jest za to fakt, że siedząc w środku nie oglądamy auta z zewnątrz. Sam kokpit za to prezentuje się po prostu normalnie. Mamy tu tradycyjne, okrągłe zegary z bardzo ładną, srebrną obwódką oraz dość sporą, ale też odpowiednią w chwycie kierownicę. Znajdziesz tu również olbrzymi ekran nawigacji z tak szczegółową mapą, że nawet w trybie „widok 1/16 kraju” da się zobaczyć najmniejsze osiedlowe zaułki. Mniej pociesza za to praktycznie brak podparcia bocznego foteli, bo całkiem nieźle zestrojone zawieszenie będzie od czasu do czasu zachęcać do szybszego pokonywania zakrętów. W tym czasie jednak zamiast się nimi delektować, będziesz niczym ciotka Krysia na wiejskich oczepinach walczyć tyłkiem o miejsce na fotelu.

Jakby tego było mało, zawieszenie nie tylko pewnie trzyma Octavię na drodze, ale też nie pozwoli, byś był zbyt mocno wstrząśnięty nierównościami. Co ciekawe, choć nie jestem zwolennikiem tego typu kompromisów, ten nawet przypadł mi do gustu. Tak samo jak połączenie 150 konnego silnika 1.4 z siedmiobiegową skrzynią DSG. Widać, że tutaj też nie próżnowano i przyłożono się do tego, co było słabą stroną przekładni. Mowa o reakcji na kickdown, który teraz odbywa się znacznie sprawniej. DSG już nie skacze z biegu na bieg, by dobrać ten odpowiedni, tylko zeskakuje o tyle przełożeń, o ile trzeba.

Tak zgrany zespół jest w stanie rozpędzić Octavię do 100 km/h w nieco ponad 8 sekund, zaś prędkość maksymalna to niespełna 220 km/h. Usatysfakcjonowany? 1.4 litrowe TSI nie tylko nieźle wypada na papierze. W rzeczywistości również będziesz zadowolony z tego silnika, bo mocy nie będzie ci brakować nawet podczas przyspieszania z autostradowych prędkości. Mało tego, motor zadowala się stosunkowo niewielkim zużyciem paliwa. W trasie bez problemu zejdziesz w okolice 6 litrów na setkę.

Sam więc widzisz, że nowa Octavia — z punktu widzenia Kowalskiego — to całkiem ciekawy samochód. Z silnikiem 1.4 TSI i skrzynią DSG, auto jest całkiem sprawnie jeździ, a ponadto jest komfortowe i oszczędne. Poza tym jest na tyle bezpieczne, że będziesz w stanie wyhamować przed niebezpieczeństwem, więc nie musisz się za bardzo martwić obecnością poduszek powietrznych (bo tych i tak jest pod dostatkiem). Jedyne „ale”, które wymaga przezwyciężenia to niefotogeniczny przód. Niestety, z której strony do niego nie podejdziesz, to i tak będzie paskudny. Jedyna metoda, to stawiać Octavię przodem do okna sąsiada. Nie tylko będziesz go codziennie straszyć, ale — co ważniejsze — sprawisz, że nie kupi sobie takiego samego auta.

A jeśli chodzi o pieniądze, to Skoda ma bardzo poważne argumenty po swojej stronie. Octavia 1.4 TSI kosztuje co najmniej 77 310 złotych. Jeśli chcesz mieć podobnie skonfigurowane auto, jak to ze zdjęć, musisz wybrać wersję Style, DSG i zdecydowaną większość opcji, czyli m. in. światła LED, nawigację satelitarną, wszystkich możliwych asystentów jazdy, zestaw audio Canton, podgrzewane fotele oraz tempomat. Za wszystko powinieneś zapłacić niemało, bo niespełna 135 tysięcy złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

ŠKODA

Test – Skoda Kodiaq 1.4 TSI 4×4

Skoda do swojego największego SUV-a oferuje turbodoładowane silniki 1.4 TSI w dwóch wariantach mocy: 125 i 150 KM. Testuję mocniejszą wersję, uzbrojoną we wszelkiej maści „ekododatki”, aby sprawdzić, czy aby na pewno downsizing nie zaszedł zbyt daleko.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1395 cm3 Moc: 150 KM/5000-6000 obr./min. Moment: 250 Nm/1500-3500 obr./min. Skrzynia biegów: Manualna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 9.8 s Prędkość max. 197 km/h Masa 1615 kg Cena 108 900 PLN

Dobry przedsiębiorca daje nabywcy to, czego oczekuje. Nie jest w tym nic odkrywczego. Zwłaszcza, że dzięki temu dość szybko można dorobić się sporego majątku. Geniusz potrafi stworzyć coś, na co kreuje potrzebę. Doskonałym przykładem był Steve Jobs, który rozpoczął cyfrową ofensywę z iPodem, robiąc z marki Apple prawdziwego giganta. Zastanawia mnie więc, w jaki sposób rozpętał się prawdziwy boom na SUV-y, bo trudno jednoznacznie stwierdzić, czy są one wytworem producentów, czy bardziej życzeniem klientów.

Raczej stawiałbym na to drugie. Przed modą na samochody z większym prześwitem bez problemu można było znaleźć coś podobnego w salonach np. Jeepa, Mitsubishi, Nissana,  SsangYonga, czy hmm… rumuńskiego Aro. Tak. To, o czym mówię, to samochody terenowe z prawdziwego zdarzenia. Trochę bardziej surowe i bardziej ociężałe od normalnych aut, ale dające to, czego oczekuje się od współczesnych crossoverów i SUV-ów. Prześwitu i — niestety coraz rzadziej — napędu na obie osie. Czasy jednak się zmieniają, bo poza wyżej wymienionymi życzeniami, oczekuje się od auta odpowiednich osiągów oraz odpowiednio dobrego prowadzenia. Mało tego, normy emisji spalin, które z roku na rok są coraz ostrzejsze, wymagają od producentów coraz to drastyczniejszych działań.

Najlepszym przykładem szczytu takiej walki jest Skoda Kodiaq 1.4 TSI 4×4. Takie auto musi sprostać naprawdę trudnemu zadaniu, bo nie dość, że wymaga się od niego prześwitu oraz napędu na obie osie, to musi być też wielki. W sumie to nie jest wielki, bo to za małe słowo. Kodiaq ilością miejsca w środku dorównuje powierzchni województwa świętokrzyskiego. Wyobrażacie sobie, by coś tak wielkiego było wprawiane w ruch za pomocą silnika o pojemności 1 395 centymetrów sześciennych? Mało tego, ten motorek jest wyposażony w system odłączania cylindrów, tak więc jeśli jedziesz spokojnym jednostajnym tempem, to poruszasz się za pomocą połowy tego silnika!

Szczyt ekologii i radość dla portfela? Wcale nie, bo średnie zużycie paliwa w mieście oscyluje wokół 10 litrów na sto kilometrów, czyli mniej więcej tyle, ile zużywałby wolnossący, 2 litrowy silnik o podobnej mocy. Sami więc widzicie, że SUV-y i ekologia nie mają za wiele ze sobą wspólnego. Dlatego też jestem zdania, że albo powinniśmy przestać kłaść aż tak duży nacisk na zużycie paliwa oraz emisję szkodliwych gazów, albo ograniczmy produkcję samochodów, które nie są do końca przychylne naszemu środowisku.

A w najgorszym wypadku niech producenci przestaną oferować zbyt małych silników do zbyt dużych samochodów, bo 1.4 TSI jest stanowczo za słaby, by dźwigać wielkiego SUV-a o masie przekraczającej 1700 kg. Zwłaszcza wtedy, kiedy silnik pracuje na dwóch cylindrach, bo reszta aktywuje się natychmiast po pogłaskaniu pedału gazu (co też dość wyraźnie czuć). Owszem, przy spokojnej jeździe w trasie, spalanie wyniesie nieco ponad 6 litrów na setkę, ale taki wynik okupiony jest absolutnie defensywnym stylem jazdy, pozbawionym podjeżdżania pod wzniesienia, czy nawet mocniejszego wciskania gazu. Wedle tego, co jest napisane w broszurze, deptanie prawego pedała skutkuje sprintem do 100 km/h w niespełna 10 sekund, zaś prędkość maksymalna to 197 km/h. Subiektywnie jednak pierwsza czynność trwa jakieś dwa tygodnie, zaś na sprawdzenie drugiej nie wystarczyło mi już czasu.

Jako takim pocieszeniem jest precyzyjna, manualna skrzynia biegów z krótkim skokami oraz adaptacyjne zawieszenie, które pewnie trzyma Kodiaqa w ryzach podczas szybko pokonywanych zakrętów. I to bez względu na obrany tryb, bo zdecydowana większość czasu minęła mi w ustawieniu najbardziej komfortowym. Nie oznacza to jednak, że cały czas było mi jak w siódmym niebie, bo bywały momenty, kiedy największa ze Skód nawet wtedy okazywała się dość sztywna.

Na pewno za to nie sposób nie zaznaczyć tego po raz drugi, ale macie do czynienia z ogromnym samochodem. Ilość miejsca, zwłaszcza z tyłu, naprawdę potrafi przytłoczyć. W sumie to mógłbym zaryzykować stwierdzeniem, że jest go co najmniej tyle, co w Superbie. Z przodu, każdy znajdzie dla siebie odpowiednią pozycję. Kierowca zaś ma dodatkowo do dyspozycji ładny i czytelny zestaw zegarów oraz duży wyświetlacz na konsoli środkowej. I nie byłoby w tym zupełnie niczego zaskakującego, gdyby nie fakt, że ulepszona mapa nawigacji nie skrywała niezwykle istotnych dla kierowcy informacji. Na przykład o miejscach chętnie wykorzystywanych przez mundurowych do kontroli radarowej, czy też z numerami rejestracyjnymi nieoznakowanych radiowozów. Na pewno przyjemnym akcentem są bardzo przyzwoitej jakości materiały oraz oświetlenie ambiente, które mogłoby być trochę szerzej wykorzystane w środku.

Jeśli zaś chodzi o oświetlenie na zewnątrz, to jestem trochę rozczarowany nowymi, LED-owymi reflektorami. O ile w przypadku świateł mijania, plama na jezdni jest delikatna, ale też wyrazista, tak przy światłach drogowych robi się dziwna aureola, która rozprasza uwagę. Co więcej, asystent świateł drogowych działa tylko na zasadzie włączenia i wyłączenia „długich”, więc w praktyce to rozwiązanie okazuje się być średnio użyteczne. Szczerze powiedziawszy liczyłem przynajmniej na to, co oferuje Superb.

Sam wygląd też jest sprawą mocno dyskusyjną. Raczej nie przekonam się do wyglądu przodu największej Skody i wcale nie chodzi mi o grill, a bardziej o kształt świateł, który delikatnie mówiąc, jest trochę dziwaczny. Proporcje nadwozia również nie sprawiają, że patrzę na sylwetkę z uznaniem, ale to jeszcze jakoś można tłumaczyć. Tył z kolei prezentuje się najzwyczajniej, co nie oznacza, że nudno. Owszem, brak tutaj końcówek wydechu, bo te są schowane za zderzakiem, jednak tylne światła mogą się podobać. Zwłaszcza, kiedy patrzysz na nie z boku.

To, co przychodzi mi do głowy na temat Kodiaqa, to powiedzenie, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Dziwny design z przodu na pewno będzie nie do pomylenia, za to tył zbyt mocno przypomina SEAT-a Altecę. W środku auto jest po prostu ogromne, a materiały są naprawdę dobrej jakości. Jeśli jesteś zainteresowany zakupem Kodiaqa, to na pewno nie ze 150 konnym 1.4 TSI (a o 125 konnym silniku nawet nie myśl), bo w praktyce okazuje się być zdecydowanie za słaby.

Chyba, że bardziej kierujesz się ceną. Ta rozpoczyna się od niespełna 109 tysięcy złotych, a jeśli chcesz zbudować coś na wzór prezentowanej konfiguracji, to musisz wybrać wersję Style i dodać z listy dodatków m. in. wszelkiej maści asystentów jazdy, system bezkluczykowy, okno dachowe, adaptacyjne zawieszenie, elektrycznie regulowany fotel kierowcy, system kamer 360o, oraz nawigację satelitarną z systemem Bluetooth. Cena końcowa powinna wynieść niespełna 170 tysięcy złotych, co jak na dużego SUV-a jest dość atrakcyjna.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Testy4 tygodnie temu

TEST – VOLVO V90 CROSS COUNTRY D4

Wydaje mi się, że uterenowione kombi powstały z dwóch powodów. Pierwszy, aby pomimo większego prześwitu nadal prowadziły się jak normalne...

Testy1 miesiąc temu

TEST – VOLKSWAGEN SCIROCCO R CUP

Szczerze przyznam, że nigdy nie byłem fanem ostatniej odsłony Volkswagena Scirocco z jednego prostego powodu. Nie podoba mi się, a...

Testy2 miesiące temu

Test – Toyota GT86

Mogłoby się wydawać, że Toyota GT86 to samochód, w którym będziesz mógł zabrać co najwyżej jedną osobę i to co maksymalnie na...

Mitsubishi2 miesiące temu

TEST – MITSUBISHI ASX 2.2 4WD RALLIART

Jeśli jesteś fanem kultowych marek, o których od jakiegoś czasu wiadomo bardzo niewiele, to Mitsubishi w swoich salonach ma jeszcze...

Mitsubishi3 miesiące temu

TEST – MITSUBISHI ASX 1.6

Mitsubishi ASX jest na rynku już od 8 lat. To bardzo dużo, zważywszy, że obecnie, producenci w tym czasie zdążyliby...

Opel3 miesiące temu

TEST – OPEL ASTRA 1.0 TURBO

Bardzo duży, kompaktowy samochód z ekonomicznym, benzynowym silnikiem i rewelacyjnym zawieszeniem za rozsądne pieniądze. Czyżby marzenie „Grażyn” i „Januszy” tak...

Lexus3 miesiące temu

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się...

Renault3 miesiące temu

TEST – RENAULT MEGANE GRANDTOUR GT

Topowy, rodzinny kompakt od Renault charakteryzuje się fantastycznym systemem 4Control i ponad 200 konnym silnikiem z turbodoładowaniem. O ile pierwsze jest...

Jeep4 miesiące temu

TEST – JEEP COMPASS 1.4 MULTIAIR

Po niezbyt udanym poprzedniku, Jeep postanowił nie składać broni i zbudował nowy model kompaktowego SUV-a. Aby Compass numer dwa miał...

Hyundai4 miesiące temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Najpopularniejsze