Obserwuj nas

Infiniti

TEST – INFINITI Q50 3.0T

Do niedawna najmocniejszy silnik pod maską Infiniti Q50 był sprzężony z jednostką elektryczną i moim zdaniem, taki układ jest rewelacyjny. Teraz, poszukiwacze mocnych V6, poza hybrydą, mają dodatkowo do wyboru wariant uzbrojony w podwójne turbodoładowanie.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: V6 Pojemność: 2997 cm3 Moc: 405 KM/6400 obr./min. Moment: 475 Nm/1600-5200 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 5.1 s Prędkość max. 250 km/h Masa 1790 kg Cena 224 490 PLN

Innowacyjność nie zawsze musi polegać na tworzeniu czegoś nowego. To też często osiągnięcie rozwiązania w zupełnie inny (łatwiejszy albo mniej pracochłonny), niż dotychczasowy sposób. Przynajmniej takie były założenia, czego jednym z lepszych przykładów jest konstrukcja Ferdynanda Porsche. Zastanawiasz się, czy to Volkswagen Garbus, bądź Porsche 911? Słusznie, lecz to nie o nich mowa, bo bohater jest znacznie cięższego kalibru.

VK 45.01 Tiger, znany jako niejaki „Tygrys” to czołg, którego napęd, nawet obecnie, można potraktować jako coś bardzo ciekawego. Dwa, dziesięciocylindrowe silniki Porsche o mocy 320 KM każdy, połączono z dwiema jednostkami elektrycznymi Siemensa o identycznej mocy. Teoretycznie więc Tygrys mógł dysponować stadem 1280 KM. Sporo, jednak w praktyce rozwiązanie to działało dokładnie tak samo, co w Oplu Amperze. Silniki spalinowe zasilały generatory, które zapewniały kilowatogodziny energii dla jednostek elektrycznych. Takie rozwiązanie pozwoliło też wyeliminować skrzynię biegów.

Mogłoby się wydawać, że pojazd nie tylko był innowacyjny, ale też musiał być niezwykle skuteczny. Nic bardziej mylnego. Napęd okazał się być bardzo awaryjny i nadmiernie czasochłonny w naprawie, zaś samym mechanikom często brakowało kwalifikacji do serwisowania Tygrysów. Mało tego, napęd elektryczny wymagał zastosowania ogromnej ilości, trudno dostępnej miedzi. Na tym jednak nie koniec. Duża masa czołgu (59 ton) oraz jego wymiary, dość skutecznie umniejszały zwrotność oraz użytkowość w terenie, a zużycie paliwa nie pozwalało na przekroczenie 80 km na jednym tankowaniu.

A co z tym wszystkim ma wspólnego Infiniti Q50? Dość sporo. Układ kierowniczy Drive by Wire również jest technicznie ciekawym rozwiązaniem, polegającym na zastąpienie kolumny kierowniczej komputerami, sterującymi skrętem kół. Podobne zastosowanie znajdziecie w lotnictwie. W praktyce jednak rozwiązanie jest zwyczajnie okropne. W trybie Comfort, czyli domyślnym, wyczucie tego, co dzieje się z przednią osią jest sztuczne, częściowo przefiltrowane, a układ kierowniczy ma zbyt silne wspomaganie i braki w precyzji. Jeśli chcesz coś z tym zrobić, ale nie koniecznie chcesz przechodzić w tryb Sport, zawsze możesz zmienić ustawienia na indywidualne z mniejszym wspomaganiem kierownicy. Sztuczne wyczucie zostanie, ale koło kierownicy będzie obracać się z większym oporem.

Innym problemem są zbyt wąskie opony Dunlopa, które piszczą za każdym razem, kiedy mocniej przyspieszysz, zaatakujesz zakręt przy wyższej prędkości czy gwałtowniej zahamujesz. Czego nie zrobisz, to i tak opony, niczym zatroskana super niania, dadzą o sobie znać. Zwłaszcza podczas startu, szersza guma (przynajmniej 255 mm) lepiej radziłaby sobie z zapewnieniem trakcji dla ponad 400, dziko rwących przed siebie koni. A skoro jestem już przy silniku, to ten niestety nie ma w sobie za grosz charyzmy. Owszem, może do ciebie przemawiać i to nawet kręcąc się do 7 tysięcy obrotów, jednak 3 litrowe V6 nie wyda z siebie takich dźwięków, jakich byś się po nim spodziewał. Szkoda.

Nie oznacza to jednak, że możesz go lekceważyć. 405 KM i 475 Nm tylko czekają na chwilę nieuwagi, którą wykorzystają do wyrwania się spod kontroli. Mało tego, nawet nieprowokowane potrafią wejść w przepychankę z elektroniczną wersją super niani, tak więc ta ma tutaj naprawdę bardzo dużo roboty. Poza tym Q50 3.0t jest niesamowicie szybki! Pierwsza setka pojawia się na prędkościomierzu po 5 sekundach, a ogranicznik prędkości wkracza do akcji niewiele później. Hamowanie też nie jest tutaj problemem, bo pomimo piskliwych Dunlopów, auto praktycznie zatrzymuje się w miejscu. No i to chyba pierwszy przypadek, kiedy czerwone zaciski mnie nie drażnią. Rzekłbym więcej, w połączeniu z lakierem Iridium Blue wyglądają naprawdę ładnie.

Samo zawieszenie też świetnie radzi sobie z szybkim przetransportowaniem 1 800 kilogramów masy, dość neutralnie zachowując się nawet wtedy, kiedy trochę przesadzicie z prędkością podczas wejścia w zakręt. Nie sugerujcie się też piskiem opon, bo nawet wtedy Q50 trzyma się drogi jak przyklejony. Co więcej, nie oznacza to, że sedan Infiniti nie ma nic wspólnego z komfortem. Ono jest wygodne. Nie tak jak Mercedes, ale dokładnie jak przystało na limuzynę ze sportowym zacięciem.

Z resztą gdzie by nie spojrzeć, to nie brakuje mu drapieżności. Wyraziste przetłoczenia znajdziesz praktycznie z każdej strony, a duży grill, połączony z gniewnie łypiącymi światłami nie proszą się długo o wolne miejsce na lewym pasie. Kiedy już delikwent znajdzie się tam, gdzie być powinien, przez chwilę zobaczy profil Q50, z długą maską i szczelnie wypełniającymi nadkola, 19 calowymi felgami oraz szybko znikający tył ze światłami, połączonymi grubą, chromowaną listwą oraz dwiema, sporymi końcówkami wydechu.

Centrum dowodzenia, to trójramienna, niezbyt duża kierownica, za którą chowają się spore, magnezowe łopatki do zmieniania biegów. Na dalszym planie znajdziesz konkretnie wyskalowane zegary, z obrotomierzem kończącym bieg na numerze „9” i prędkościomierzem, którego kres to 280 km/h. Tym jednak nie powinieneś być tak zaskoczony, co dwoma ekranami na konsoli środkowej. Górny służy tylko i wyłącznie nawigacji, co jest bardzo wygodne, jeśli szukasz piosenki w swojej playliście liczącej blisko 600 pozycji. Do znalezienia takiej posłuży ci dolny ekran, jednak ten służy nie tylko temu. Wśród opcji możesz znaleźć też m. in. wskaźniki przeciążeń, których pracę możesz zademonstrować np. lekko przerażonemu koledze na prawym fotelu.

A to wszystko możesz dostać za co najmniej 224,5 tysiąca złotych. Jeśli jednak jesteś zainteresowany prezentowaną konfiguracją, będziesz musiał wybrać najbogatszą wersję wyposażeniową Sport Tech oraz ultradźwiękowy alarm, okno dachowe i lakier metallic. Cena końcowa nie powinna przekroczyć 265 tysięcy złotych, co jak na taki samochód jest prawdziwą okazją. I jeśli chcesz ją nabyć w tej cenie, to lepiej się pospiesz, bo lada chwila wejdzie na rynek odświeżony Q50, który będzie już zauważalnie droższy. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Dlaczego kupujący auto w wersji 2.0t są traktowani ulgowo i dla nich opcje dodatkowe są tańsze, niż dla nabywców turbodiesli albo mocniejszych odmian? Czy to oznacza, że jak ktoś może sobie kupić droższe auto, to musi już więcej bulić na dodatki?

Nie jest to sprawiedliwe podejście do klientów. Szkoda, bo Infiniti Q50 3.0t to świetny samochód, który przede wszystkim wymaga od kierowcy respektu i umiejętności. Jeśli z tych dwóch rzeczy brakuje ci chociaż jednej, to lepiej dla ciebie, jakbyś nie dotykał się do guzików kontroli trakcji. W ten sposób będziesz mógł dłużej cieszyć się niezwykle szybką limuzyną. A, i jeśli mam być szczery, to wolałbym ją bardziej od Q60. Nie tylko dlatego, że tu jest napęd na tylne koła, ale przede wszystkim mam więcej miejsca nad głową.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

Infiniti

TEST – INFINITI Q30 1.6T

Infiniti Q30 ze 156 konnym silnikiem 1.6t to świetnie prowadzący się kompakt, przygotowany na wszystkie miejskie przeszkody. Dzięki dość sporemu prześwitowi, nie straszne mu są nawet najwyższe krawężniki w Centrum, a napęd na obie osie sprawdzi się z wygrzebywania się z błotnistych uliczek Białołęki. Szkoda tylko, że pracownicy na stacji benzynowej niemal na pewno zaczną mówić ci na „ty”.

[divider]Specyfikacja[/divider] Silnik: R4 Pojemność: 1596 cm3 Moc: 156 KM/5300 obr./min. Moment: 250 Nm/1250-4000 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 8.9 s Prędkość max. 215 km/h Masa 1470 kg Cena 125 107 PLN

Bycie bliźniakiem musi być ciekawe. Każdy musi cię mylić z bratem/siostrą (jeśli jesteście bliźniakami jednopłciowymi), ponieważ wyglądacie niemal tak samo. Do tej pory nie wiem, który z braci Mroczków jest Rafałem, a który Marcinem, tak samo nie odróżniam od siebie Golców. Jakiś sposób na rozwiązanie tej dość irytującej rzeczy? Można próbować nosić coś charakterystycznego, ale na dłuższą metę to i tak nie zda egzaminu. Można próbować nie chodzić wspólnie na imprezy, czy inne wyjścia, co może dać już jakiś zamierzony efekt, ale co, jeśli — jako rodzeństwo — macie wspólnych znajomych? Dlatego też najskuteczniejszą metodą wydaje się być zmiana płci.

Poważnie! Doskonałym przykładem jest rodzeństwo Roberta i Williama (obecnie Mary) Haddocków. Oczywiście powodem zmiany płci nie było ciągłe mylenie rodzeństwa, mimo, że byli do siebie uderzająco podobni nawet, jak na bliźniaków, jednak jak się domyślacie, obecnie nie sposób pomylić ich ze sobą. Tak samo z resztą jest w przypadku rodzeństwa różnopłcowego. Na wszystkich bliźniaków, jakie znam, tylko jedną parę jestem w stanie odróżnić od siebie. Prawdopodobnie właśnie dlatego, że jedno z nich jest piękną kobietą, a drugie facetem. Niestety Infiniti nie ułatwiło nam tego dylematu. Q30 jest właściwie niemal takie samo, jak QX30.

Szczerze powiedziawszy, kiedy odbierałem auto wieczorem, byłem święcie przekonany, że wsiadam do crossovera. Niewiele mniejszy (jak nie w ogóle taki sam) prześwit i praktycznie brak zauważalnych różnic na pierwszy rzut oka dały mi prawo się mylić. Dopiero, kiedy byłem już w domu, z ciekawości spojrzałem do dowodu rejestracyjnego. Jak nic, zabrało tam „X”. Moja wątpliwość została rozwiana. Rano, przed wyruszeniem do Kamienia Śląskiego, zdążyłem się na szybko przyjrzeć zmianom i to, co w pierwszej kolejności rzuciło mi się w oczy, to brak relingów dachowych oraz plastikowych wstawek w zderzakach i nadkolach.

Cała reszta to właściwie toćka w toćkę to samo. Piękne, wyraziste przetłoczenia, które znajdziesz praktycznie wszędzie poza dachem, duży grill z chromowaną obwódką, pięcioramienne felgi, na które mógłbym patrzeć godzinami, czy słupki C w kształcie bumerangów. Z tyłu zwrócisz uwagę na światła, połączone ze sobą cienką, chromowaną listwą. Na pewno zobaczysz też „ostrzegacza” w postaci dwóch, prostokątnych końcówek wydechu, wkomponowanych w zderzak. Jak do tej pory to jedyny, widoczny element współpracy Infiniti i Mercedesa.

W środku jest tego znacznie więcej. Już po otwarciu drzwi widzisz fotel, który jest taki sam, co w A-Klasie. Czy to źle? Absolutnie! Nie tylko świetnie wygląda (tapicerka ma trochę inny wzór), ale przede wszystkim nieźle trzyma w zakrętach. Po zajęciu miejsca, najmniejszego z Mercedesów znajdziesz też przed oczami. To lekko przestylizowana kierownica i zegary oraz taki sam włącznik wycieraczek/świateł, tempomatu, kluczyk ze stacyjką, łopatki sekwencyjnej zmiany biegów, pedały, panel klimatyzacji oraz ramka skrzyni biegów. Ba! Ostatnia pochodzi wprost z Affalterbach!

Czy to oznacza, że Q30 ma osiągi z piekła rodem? Jeśli weźmiesz pod uwagę zbiornik paliwa o lekko niepoważnej pojemności 45 litrów oraz apetyt na paliwo w trasie (70% trasy to autostrada) na poziomie 10 litrów benzyny na 100 km, to tak. Turbodoładowany 1.6 z napędem na obie osie, lubi paliwo tak bardzo, jak Ferdynand Kiepski rentę swojej teściowej, zaś skrzynia biegów tak nie znosi pracy, jak Babka Kiepska swojego zięcia. Szczerze powiedziawszy to nie wiem, czy obecnie na rynku jest jakaś inna skrzynia, która równie bardzo uprzykrza życie kierowcy. I to nie tylko niechęcią do zmiany przełożeń, ale też apatią silnika na siódmym biegu.

Zredukuj jednak do szóstki, czy nawet piątki, a będziesz mógł cieszyć się dość przyzwoitym — jak na 156 koni i 250 Nm — przyspieszeniem, zaś napęd na obie osie zagwarantuje idealną trakcję w każdych warunkach. Pierwsza setka pojawia się na prędkościomierzu po niespełna 9 sekundach, a prędkość maksymalna to 215 km/h. Q30 ma też co nieco do powiedzenia w zakrętach. Auto z przyjemnością pokonuje łuki i ma ochotę na więcej, narkotyzując nimi kierowcę. Winny temu jest bardzo bezpośredni układ kierowniczy. To właśnie dzięki niemu masz wrażenie, że auto jest niesłychanie zwinne i zwarte. Nie mała też w tym również zasługa połączenia dość sztywnego zawieszenia oraz opon o szerokości 235 mm.

Pytanie, czy 156 konne Infiniti Q30 jest warte zakupu? Obawiam się, że raczej nie z tym silnikiem, zaś mocniejszy, 2 litrowy wariant jeszcze chętniej pociąga ze zbyt małego zbiornika paliwa. Szkoda, bo to właściwie jedyny słaby punkt samochodu. Kompaktowe Infiniti przekonuje do siebie przede wszystkim designem, świetnym prowadzeniem i prześwitem idealnie dopasowanym do miejskich realiów. Ponadto napęd na wszystkie koła zapewni odpowiednią trakcję w każdych warunkach, tylko czy aby na pewno jest niezbędny? Ceny zaczynają się od 125 107 zł, a jeśli zechcesz wybrać prezentowaną konfigurację w wersji Sport oraz lakierem metallic, musisz przygotować blisko 141 tysięcy złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Infiniti

Test – Infiniti Q60 3.0T

Obecnie rynek coupe klasy średniej jest bardzo trudny dla potencjalnych klientów. Co każde auto, to ładniejsze. Infiniti z nowym Q60 wcale nie pomaga w podjęciu ostatecznej decyzji. Chociaż z drugiej strony bardzo możliwe, że rozstrzygnie wszystkie kwestie sporne na swoją korzyść.

[divider]Specyfikacja[/divider] Silnik: V6 Pojemność: 2997 cm3 Moc: 405 KM/6400 obr./min. Moment: 475 Nm/1600-5200 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 5.0 s Prędkość max. 250 km/h Masa 1874 kg Cena 276 100 PLN

Jeśli miałbym być szczery, a z tego co mi wiadomo, to czasami jestem wręcz szczery do bólu, to jeśli miałby wybrać faceta, który ma największe branie u płci przeciwnej, to zdecydowanym faworytem byłby tu Piotr Adamczyk. Jeśli jesteś mężczyzną i pomyślałeś przez chwilę o sobie samym, to z przyjemnością cię rozczaruję. Nie jesteś. A skoro powiedziałem już, kto jest największym ciachem we wszechświecie, to teraz uzasadnię moje zdanie. Cofnijmy się do 2005 roku, kiedy to Piotr Adamczyk wcielił się w postać Karola Wojtyły. Nie będę już opowiadać całej fabuły filmu, ponieważ biorąc pod uwagę statystyki, do kin wybrało się wtedy jakieś 100 milionów polaków, więc każdy z Was wie, o czym był.

Druga część, opowiadająca o pontyfikacie naszego Papieża, zebrała do kin co najmniej taką samą ilość widzów i przysporzyła aktorowi status niemal równy Janowi Pawłowi II. Poważnie. Nie znam babci, czy nawet kobiety ówcześnie w wieku mojej mamy, która nie wybrałaby się z Adamczykiem na kremówkę. Powiem więcej, o ile pamiętam, aktor kilkukrotnie był zapraszany do mediów jako specjalista od spraw kościelnych. Paranoja! I żeby nie było, lubię Piotra Adamczyka i szanuję go za to, jak dźwignął rolę Papieża Polaka. Mój podziw budzi też to, jaką złość wywołał w swoich miłośniczkach w 2011 roku, po premierze Och Karol 2. I choć sam film nie wyróżnia się kompletnie niczym na tle jemu podobnych produkcji, to jeśli jesteś facetem, musisz ślinić się na obsadę.

Gosia Socha, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Kasia Glinka, Gosia Foremniak, Ania Mucha. Na pewno wybrałbyś się z co najmniej jedną z nich na kawę. Mało realne? Może i tak, ale podobny dylemat można przełożyć na trochę inny grunt. Na przykład zakup średniej wielkości coupe, więc co my tu mamy. BMW 4, Mercedes C Coupe, Lexusa RC. Wszystkie piękne i każdego chciałbyś mieć. Pytanie tylko, które z nich jest „naj”? Nie wiem, bo ostatnio do zestawienia dołączył Infiniti Q60 i już na samą myśl o tym pytaniu dostaję zawrotów głowy.

Nie pytajcie nawet dlaczego. Wystarczy spojrzeć. Już z daleka zauważysz zjawiskowy, brylantowo-czerwony lakier Dynamic Sunstone Red. Z całą szczerością. Nie widziałem jeszcze równie pięknego, wyjątkowego, fantastycznego, wspaniałego, niesamowitego, rewelacyjnego, wręcz perfekcyjnego czerwonego. Poważnie. Nie dość, że odcień świetnie uwydatnia wszelkie przetłoczenia, to jeszcze — moim skromnym zdaniem — lepiej prezentuje się w nocy, niż za dnia. A jak już zacząłem mówić o przetłoczeniach, to te znajdziesz niemal na każdym elemencie karoserii. Chaos? Ależ skąd! Tylko popatrz jak wszystko ze sobą współgra. Maska, zderzaki, błotniki, drzwi, progi, klapa bagażnika. Zapomniałem tylko dodać, że jedynie dach jest gładką powierzchnią. I wcale mi to nie przeszkadza.

Przetłoczenia jednak to nie wszystko. Samochód wzbudza zachwyt LED-owymi światłami, wylotem powietrza za przednimi kołami, czy wielkim, chromowanym grillem, który przywodzi na myśl Bentleye i Rolls-Royce-y. +50 do prestiżu. Z tyłu oczywiście nie mogło zabraknąć dwóch, dość sporych końcówek wydechu. Ciekawą opcją byłaby paleta kolorów zacisków hamulcowych, bo czerwone, „sportowe”, zdążyły już dorobić się łatki taniego tuningu dla typowego “Sebixa” z BMW.

Deska rozdzielcza mocno przypomina to, co zobaczycie w Q50. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Ta została wykonana z bardzo dobrej jakości materiałów, a wszechobecną czerń próbują ożywić listwy o fakturze szarego i niebieskiego włókna węglowego. Konsola środkowa to dwa ekrany, z czego jeden obsługuje wyłącznie nawigację, co jest przydatne, kiedy namiętnie przekopujesz swoją bogatą playlistę w poszukiwaniu konkretnej piosenki. Pozostała część centrum dowodzenia to bogato wyskalowane zegary, bardzo ładna kierownica i dobrze wyprofilowany fotel.

Szkoda tylko, że pozycja za kierownicą nie mogła być niższa, dość mocno ograniczając miejsce nad głową mi (187 cm) i praktycznie uniemożliwiając jazdę mojemu bratu (197 cm). Nie jest to jedyna rzecz, jaką wytknę Q60. Zestaw audio Bose gra naprawdę fajnie, jednak zdecydowanie brakuje mu środkowych tonów, za to nawigacja satelitarna nie zna lokalizacji stacji benzynowych. Znaczy się zna. Możesz znaleźć je na mapie, jednak kiedy tej pilnie potrzebujesz, najczęściej dojeżdżasz na puste pole, albo miejsce, które było stacją benzynową jakieś 15 lat temu. Nie radzę również szukać lokacji do tankowania 10 kilometrów przed opróżnieniem baku do cna, bo komputer pokładowy ma problemy z oszacowaniem zasięgu. Często bywało tak, że mimo spokojnego, jednostajnego trybu jazdy, po pokonaniu kilometra, z komputera ubywało 5-10 km zasięgu.

Nie licz też na niezapomniane wrażenia akustyczne od Infiniti. 3 litrowe V6 brzmi bardzo nijako, a najlepszą częścią całego soundtracka jest 4,5-5 tysięcy obrotów na minutę. Wtedy to można dosłuchać się nawet czegoś przyjemnego dla ucha. Tryb sport dorzuca do zestawu podbicie dźwięków z głośników i to byłoby na tyle. Jestem tym mocno nieusatysfakcjonowany, biorąc pod uwagę brzmienie poprzednich V6. Na koniec pozostawiłem system, który zapamiętałem na długo. Drive By Wire jest układem kierowniczym, w którym kierownica nie ma bezpośredniego połączenia z kołami, a siłę skrętu kierownicy przekłada na przednią oś komputer. Infiniti jest pierwszym i jak na razie jedynym producentem stosującym tego typu rozwiązanie. Do momentu testu Q60 uważałem je jako fatalne, jednak od ostatniej mojej jazdy Q50 minęło mniej więcej 2,5 roku.

Trzeba przyznać, że inżynierowie nie próżnowali, bo Drive By Wire w Q60 jest znacznie ulepszony. Można byłoby powiedzieć wręcz, że statystyczny Kowalski nie znajdzie teraz większej różnicy między tym, a konwencjonalnym rozwiązaniem układu kierowniczego. Owszem, zdarzały się momenty, kiedy odczyt sytuacji na drodze był zbyt „komputerowy”, tępiąc wyczucie jezdni i obnażając lekkie luzy. Przy każdej innej sytuacji masz wrażenie, jakby Q60 było niesamowicie zwartym samochodem. Przynajmniej o klasę mniejszym, a dzięki 405 konnemu potworowi pod maską nie przestaniesz dociskać gazu. Serio. Trudno tutaj utrzymać spokojne tempo jazdy, a na prostej, auto jest niesamowicie szybkie i ciągle woła o więcej. 5 sekund po starcie, wskazówka prędkościomierza mija „100”, a parę chwil później już „200”. Kto wie, gdzie zatrzymałaby się strzałka, gdyby nie elekrokaganiec ustawiony przy 250 km/h.

Nie mała w tym zasługa również przekładni, która bardzo szybko żongluje przełożeniami. Zawieszenie za to zaskakuje sprężystością. Fakt, jest komfortowe, ale w żadnym stopniu nie umniejsza to właściwościom jezdnym. Q60 prowadzi się świetnie. No i jeśli obawiasz się zużycia paliwa 3 litrowego, 400 konnego V6 Twin Turbo, to odpuść. 13,5 litra na setkę przy dosyć szybkiej jeździe to naprawdę nieźle. Tak więc krótko mówiąc, na rynku pojawiło się naprawdę ciekawe coupe, które utrudniło dylemat, jakie auto wziąć.

Tym bardziej, że przemawia do siebie jednym z najpoważniejszych argumentów. Ceną. Ta zaczyna się od 276 tysięcy złotych, co jest poziomem nie do przeskoczenia dla Audi S5 i Mercedesa C43 AMG 4MATIC. Lexus RC350 kosztuje przynajmniej 226 tysięcy złotych, jednak najbliższy salon jest w New Jersey, w USA (cena obejmuje wszystkie opłaty). Jedyną sensowną — i też tańszą — alternatywą dla Infiniti jest BMW 440i xDrive, które nie zrobi na ulicy takiego „wow” i nie ma 400 KM pod maską (co nie znaczy, że będzie wolniejsze). A co i za ile ma do zaoferowania Infiniti Q60? Prezentowany model, wyposażony m. in. w pakiet Sport Tech, alarmem i lakierem Dynamic Sunstone Red kosztuje już blisko 315 tysięcy złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Infiniti

Test – Infiniti QX30 2.0T

Choć wygląd może tego nie sugerować, Infiniti QX30 2.0t to tak naprawdę Mercedes GLA250 z napędem na obie osie. Czy to może oznaczać, że za ponad 5 600 zł mniej otrzymujecie auto ze wszystkimi zaletami i wadami niemieckiej bazy?

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1991 cm3 Moc: 211 KM/5500 obr./min. Moment: 350 Nm/1200-4000 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 7.3 s Prędkość max. 230 km/h Masa 1545 kg Cena 158 876 PLN

Wbrew pozorom, co się mówi, lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku były jednym z najciekawszych okresów naszej historii. To był czas, kiedy po ponad 40 latach puszkowania za żelazną kurtyną, przeciętny Janusz Kowalski zaczął łapać w płuca powietrze kapitalizmu i wolnorynkowości. Fakt, że dla jednych było to tak przyjemne uczucie, jak uderzenie krystalicznie czystego, morskiego powietrza w nozdrza mieszkańca Krakowa. Dla drugich zaś, całkowicie nowa rzeczywistość była jak złapanie powietrza, pędząc ponad 100 km/h z wystawioną głową.

Jednak szczerze powiedziawszy nie o tym chciałem rozmawiać. Transformacja systemowa wywarła też ogromne znaczenie na kinematografii, która w swojej lwiej części była nastawiona na wyśmiewanie otaczającej rzeczywistości, w czym niekwestionowanym liderem był Stanisław Bareja. Bardzo możliwe jednak, że gdyby nie śmierć w 1987 roku, twórca nadal mógłby pochwalić się doskonałą formą, piętnując to i owo w ostatniej dekadzie XX wieku. Na jego miejsce pojawili się jednak inni reżyserzy, którzy zdecydowanie bardziej woleli skupić się na kreowaniu różnego rodzaju komedii sensacyjnych i im podobnych. Te również mają w sobie coś charakterystycznego dla swojego czasu, bowiem próba odtworzenia podobnego filmu dziesięć lat później przez Cezarego Pazurę skończyła się totalnym fiaskiem.

Jedną z takich, niemal kultowych pozycji jest Poranek Kojota i prawdę powiedziawszy wyszukiwanie w nim czegokolwiek wybitnego jest jak udział w maratonie. Można, tylko po co? Pomijam już to, że film jest bardzo śmieszny, pod jednym warunkiem. TVN nie emituje go częściej, niż swoich parainteligentnych paraprogramów paradokumentalnych. A co to wszystko ma wspólnego z Infiniti QX30 2.0t? W filmie była scena w której Brylant był z Dominiką w klubie, gdzie doszło do oświadczyn, a piękną mowę zwieńczył słowami: „Cały czas byłaś blisko, a ja tego nie dostrzegałem. Spotykałem się z nie tą siostrą”.

I dokładnie do takiego samego wniosku doszedłem po jeździe japońskim Mercedesem GLA. Poważnie. Jeśli przyjrzycie się z zewnątrz, QX30 ma dokładnie taki sam dół zderzaka z końcówkami wydechów, co najmniejszy crossover Mercedesa. Co więcej, w środku otrzymujecie taki sam zestaw zegarów, włącznik świateł, przycisk startera oraz przełączniki otwierania szyb, panel klimatyzacji i jak sobie przypomnę to również klamki. Oczywiście żeby nie było, że siedzicie w Mercedesie, lekko zmodyfikowano kierownicę oraz kluczyk. Ba! Znajdziecie tu ramkę skrzyni biegów, zarezerwowaną wyłącznie dla wersji AMG!

Dużo podobieństw, prawda? Nie oznacza to jednak, że przesiadając się z Mercedesa, nie znajdziecie tu ani jednej różnicy. Pomijając już dodatek zarezerwowany dla AMG i lekko przestylizowaną kierownicę, na pewno stwierdzicie, że tutaj kokpit prezentuje się znacznie bardziej konserwatywnie. I nie piję tu do wyglądu radia, bo z niego korzystałem wyłącznie z poziomu ekranu multimedialnego, który nomen omen nie jest już tanim tabletem z sieciowego dyskontu. Szkoda tylko, że jakość interface-u nie może się bronić tym samym.

Co innego prowadzenie. To nie pozostawia miejsce nawet na odrobinę luzu, natychmiastowo przekazując na koła nawet najdrobniejsze komendy wydawane nadgarstkiem. Oczywiście może to drażnić, jeśli masz problem z drżącymi dłońmi, ale jeśli cenisz sobie prowadzenie i wyczucie auta, to będziesz w niebo wzięty. Frajdę z jazdy spotęguje wrażenie zwartości całego samochodu. Czuć stąd do Boston w Massachusetts jak auto angażuje się całym sobą w prowadzenie, zupełnie zapominając o zużyciu paliwa i zmienianiu biegów.

O ile pierwsze jeszcze jakoś można przeboleć, biorąc pod uwagę osiągi QX30, tak niechęć najmniejszego Infiniti do przekładania odpowiednich zębatek można porównać jedynie do mojego zainteresowania smakiem mleka. Możesz tutaj deptać pedał gazu. Możesz po nim skakać do woli. Nawet przebić nim podłogę, ale i tak nawet o odrobinę nie zmotywuje to skrzyni (w trybie „e”) do tego, by zredukowała choć o jeden bieg. Bardzo możliwe, ze gdyby inne oprogramowanie przekładni, QX30 osiągałoby pierwszą setkę znacznie szybciej, niż po ponad 7 sekundach. Na większą prędkość maksymalną nie liczę, bo i tak 230 km/h brzmi i wygląda odpowiednio.

Czy w takim razie, jeśli mamy dwa, niemal identyczne auta, to może warto pójść zasadą „jeśli nie widać różnicy…” i sięgnąć po cenniki? Proszę bardzo. Infiniti ze swoją ceną niespełna 159 tysięcy złotych jest tańsze od Mercedesa o 5 624 zł. To dużo? Bardzo, zważywszy na to, że możliwości skonfigurowania sobie QX30 są dość ograniczone, za to Mercedesa zbudować można właściwie niemal dowolnie, bezwiednie przekraczając 230 tysięcy złotych. Za Infiniti, mające w wyposażeniu praktycznie to samo (biorąc pod uwagę systemy bezpieczeństwa, bo skórzanej tapicerki… nie da się zamówić dla tego silnika) zapłacicie 174 082. Jeśli miałbym sugerować się wyłącznie wyglądem, bez wahania wziąłbym QX30, ale jeśli mógłbym stworzyć auto skrojone pode mnie, wybrałbym się do salonu Mercedesa ze świadomością, że tak głupia zachcianka będzie kosztować mnie dodatkowe 60 tysięcy.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Testy2 miesiące temu

TEST – VOLVO V90 CROSS COUNTRY D4

Wydaje mi się, że uterenowione kombi powstały z dwóch powodów. Pierwszy, aby pomimo większego prześwitu nadal prowadziły się jak normalne...

Testy2 miesiące temu

TEST – VOLKSWAGEN SCIROCCO R CUP

Szczerze przyznam, że nigdy nie byłem fanem ostatniej odsłony Volkswagena Scirocco z jednego prostego powodu. Nie podoba mi się, a...

Testy3 miesiące temu

Test – Toyota GT86

Mogłoby się wydawać, że Toyota GT86 to samochód, w którym będziesz mógł zabrać co najwyżej jedną osobę i to co maksymalnie na...

Mitsubishi3 miesiące temu

TEST – MITSUBISHI ASX 2.2 4WD RALLIART

Jeśli jesteś fanem kultowych marek, o których od jakiegoś czasu wiadomo bardzo niewiele, to Mitsubishi w swoich salonach ma jeszcze...

Mitsubishi4 miesiące temu

TEST – MITSUBISHI ASX 1.6

Mitsubishi ASX jest na rynku już od 8 lat. To bardzo dużo, zważywszy, że obecnie, producenci w tym czasie zdążyliby...

Opel4 miesiące temu

TEST – OPEL ASTRA 1.0 TURBO

Bardzo duży, kompaktowy samochód z ekonomicznym, benzynowym silnikiem i rewelacyjnym zawieszeniem za rozsądne pieniądze. Czyżby marzenie „Grażyn” i „Januszy” tak...

Lexus4 miesiące temu

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się...

Renault4 miesiące temu

TEST – RENAULT MEGANE GRANDTOUR GT

Topowy, rodzinny kompakt od Renault charakteryzuje się fantastycznym systemem 4Control i ponad 200 konnym silnikiem z turbodoładowaniem. O ile pierwsze jest...

Jeep5 miesięcy temu

TEST – JEEP COMPASS 1.4 MULTIAIR

Po niezbyt udanym poprzedniku, Jeep postanowił nie składać broni i zbudował nowy model kompaktowego SUV-a. Aby Compass numer dwa miał...

Hyundai5 miesięcy temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Najpopularniejsze