Obserwuj nas

Renault

TEST – RENAULT ESPACE ENERGY TCE 200

Żeby tylko zdobyć przychylność klientów, producenci  samochodów są w stanie zrobić dla nich naprawdę dużo. Nie inaczej jest w przypadku Renault, gdzie nie dość, że Espace stał się modnym crossoverem, to w dodatku stanął na szczycie drabiny modelowej. Czy auto rzeczywiście jest aż tak dobre?

Silnik: R4 Pojemność: 1618 cm3 Moc: 200 KM/5750 obr./min. Moment: 260 Nm/2500 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 8.6 s Prędkość max. 211 km/h Masa 1684 kg Cena 148 400 PLN

Od dawna utarło się, że flagowym samochodem jest limuzyna. Im większa, tym bardziej przekłada się na prestiż marki. Być może właśnie dlatego myśląc o takim samochodzie, do głowy przychodzą między innymi Audi A8, BMW 7, czy Mercedesie S. Jak już dobrze rozeznasz się z segmentem F, nie znajdziesz w ofercie żadnego producenta, który wystawi kombi, bądź liftbacka. No, chyba, że zechcesz, by do grona dołączyło Porsche Panamera — jedyny przedstawiciel segmentu z liftbackiem i kombi. Dla mnie to fenomen, bo nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny mógł odnieść tak duży sukces sprzedażowy, nie oferując limuzyny. Nawet wiem, jak to wytłumaczyć. Porsche od zawsze było traktowane, jako sportowa marka, a Panamera była (i jest) uznawana za „rozciągniętą” 911.

Porsche, jako jedynemu wolno założyć jeansy, marynarkę i sportowe buty do opery, co też doskonale widać w klasie wyższej-średniej. Renault miało Vel Satisa, który był udanym samochodem, jednak nie limuzyną, dlatego nie odniósł sukcesu sprzedażowego. Podobne wrażenie odnoszę, patrząc na słupki sprzedażowe DS 5, jednak wróćmy do producenta z Boulogne-Billancourt. Po wspomnianym Vel Satisie przyszła pora na bardziej klasycznego Latitude, który tak naprawdę był Samsungiem SM5. Sami widzicie, że Francuzi nieszczególnie chcą ubierać się w stroje wieczorowe. Nie w smak są też im bardziej sportowe kreacje i jeśli mam być szczery, za bardzo zapatrują się w krzykliwe kreacje Tomasza Jacykowa, co nie inaczej jest też tym razem.

Dlaczego? Ponieważ teraz, rolę auta flagowego dostało Espace. Ten jednak nie jest już minivanem, a to dlatego, że to jest już passé. Ludzi znacznie bardziej od minivanów, interesują auta z większym prześwitem i Renault doskonale o tym wie. Większym, czyli 16 centymetrów. Pocieszeniem jest to, że udział plastików w nadwoziu auta zmniejszono do absolutnego minimum, dzięki czemu z jednej strony Espace wyraźnie daje do zrozumienia, że wyprawy w teren w zupełności go nie interesują. Z drugiej zaś podkreślają reprezentacyjny charakter modelu. Dodatkowym wyróżnikiem jest wersja wyposażeniowa. Initiale Paris wnosi trochę inny grill (z oznaczeniem wersji) oraz 19 calowe felgi, które moim zdaniem są trochę za małe do pokaźnej i wciąż „autobusowej”, bryły nadwozia, wizualnie powiększonej dużym prześwitem.

W środku za to wyraźnie widać, że to Renault miało być najlepsze i najładniejsze z całej gamy. Po pierwsze, tylko tutaj masz konsolę środkową, płynnie przechodzącą w wysoki tunel z podłokietnikiem. Mało tego, dźwignia przekładni też jest inna. Bez dwóch zdań ładniejsza, zaś cały panel został oprawiony ambientowym pasem LED. Na tym jednak nie koniec, bo o ile same fotele, jak i kierownica z zegarami są bardzo podobne do tych z Talismana, to materiały wykończeniowe też są wyczuwalnie lepsze. Jedyne, czego mi tutaj brakuje, to większej ilości kolorowych LED-ów (np. na drzwiach) i podświetlenia klamek, ponieważ szukanie wyjścia po zmroku nie do końca jest takie fajne.

Z drugiej strony jednak myślę, że i tak nie bardzo będziesz chciał wychodzić z auta. Przede wszystkim dlatego, że to, moim zdaniem, najlepiej prowadzący się minivan na rynku. Serio. BMW Active Tourery oraz Grand Tourery mogą Espace-owi z układem 4Control co najwyżej pucować opony. Reakcja auta na ruchy kierownicą jest natychmiastowa, a zwrotności w zakrętach mogą pozazdrościć nie tylko niektóre SUV-y, ale też większe limuzyny, jak na przykład Audi A6, czy Lexus GS. W dodatku samochód potrafi być akceptowalnie oszczędny. W trasie, Espace zadowala się 7 litrami benzyny na każde 100 km, zaś w mieście apetyt rośnie do około 10 l/100 km.

Szkoda, że zbiornik paliwa nie pozwala na wojaże wolne od częstego odwiedzania stacji benzynowych, ponieważ ten liczy tylko 56 litrów. Owszem, to wciąż daje nam całkiem sensowne 800 kilometrów na jednym baku (albo w tempie autostradowym, jakieś 550), jednak Espace to wakacyjny liniowec. W sumie, to porównanie idealnie pasuje do auta, bo 200 konny silnik raczej niewiele ma wspólnego z szybką jazdą, choć broszurka mówi co innego. 100 km/h trwa 8.6 sekundy, a prędkość maksymalna to ponad 210 km/h. W praktyce samochód niezbyt lubi być poganiany. Wciśnij pedał gazu do podłogi a sam się przekonasz, że nie dzieje się zbyt wiele. Trochę szkoda, bo prowadzenie naprawdę zachęca do szybszej jazdy.

Szkoda też, że Espace nie ma napędu na obie osie, bo choć ustaliliśmy, że auto — mimo prześwitu, który jest tu bardziej bajerem na klientów, niż wartością dodaną — nie chce zjeżdżać z asfaltu, to jednak myślę, że świetnie mogłoby się odnaleźć na narciarskim wypadzie w góry. Jeśli mam być szczery, to mimo wszystko uważam, że to najlepsze Renault, jakim jeździłem. Bardzo komfortowe, dobrze wykonane i fantastycznie prowadzące się w zakrętach. Fakt, 200 konny silnik jest tu za słaby, ale Renault ma na to rozwiązanie.

Od niedawna, zamiast prezentowanej wersji, producent oferuje 1.8 litrowy silnik o mocy 225 KM, który na papierze zapowiada się interesująco. A co, jeśli zechcesz kupić Energy TCe200? Pozostają ci egzemplarze oferowane w salonach. Ich ceny powinny zaczynać się od niespełna 150 tysięcy złotych, zaś prezentowany model w wersji Initiale Paris, z kompletem dodatków i lakierem metalicznym, to wydatek 184,5 tysiąca złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

Renault

TEST – RENAULT TALISMAN ENERGY DCI 160

Downsizing ma swoje plusy i minusy. Jedną z największych zalet, z całą pewnością, są niższe stawki podatków oraz ubezpieczenia, za to do najcięższych zarzutów należy właściwie brak różnicy w zużyciu paliwa, w stosunku do poprzednich jednostek, czy coraz mniejsze zbiorniki paliwa. W przypadku Renault Talismana Energy dCi 160 z 4Control, do baku mieści się mniej, niż 50 litrów ropy. Czy to już nie przesada?

Silnik: R4 Pojemność: 1598 cm3 Moc: 160 KM/4000 obr./min. Moment: 380 Nm/1750 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 9.4 s Prędkość max. 215 km/h Masa 1593 kg Cena 119 400 PLN

Z każdą generacją, producenci samochodów starają się (albo są po prostu zmuszani) by ich pojazdy mogły pochwalić się coraz to niższym zużyciem paliwa. Szczere chęci są przeznaczone dla modeli, które spotykasz na co dzień. Zmuszanie zaczyna się tam, gdzie temat dotyczy samochodów sportowych. To między innymi właśnie dlatego hipersamochody, to przeważne modele hybrydowe, niemal wszystkie modele 911 tak na dobrą sprawę mogą nazywać się Turbo, a SRT Viper, z blisko 8,5 litrowym sercem musiał odejść w zapomnienie, mimo, że ludzkość robi naprawdę wiele, by chronić gatunki zagrożone wyginięciem. Wróćmy jednak do tematu downsizingu. W praktyce, najczęściej jest tak, że zużycie paliwa, pomimo coraz mniejszych silników, nie chce się zmieniać. Nie jest to żadna bzdura, a wynik poparty licznymi testami, które odbyłem.

Owszem, małe silniki potrafią niewiele palić, ale muszą spełnić dwa warunki. Pierwszy, auto nie może być obciążone. Drugi? Silnik też nie może być pod obciążeniem. W praktyce niskie zużycie paliwa otrzymujesz tylko wtedy, kiedy jedziesz pustym samochodem, ze stałą prędkością 80-90 km/h. Oczywiście to już wystarczający powód, by świętować triumf, dlatego producenci, w pogodni za coraz mniejszą masą i zużyciem paliwa, zmniejszają zbiorniki paliwa. Uważasz, że w klasie średniej 52 litry do lekka przesada? To co w takim razie powiesz na 47 litrowy bak? Jeszcze nie tak dawno temu, w samochodach segmentu B wchodziło niewiele mniej „wachy”.

Nie. To nie jest tak, że każdy Talisman ma tak mały bak. Naparstki, zamiast zbiorników paliwa, trafiają wyłącznie do wersji z turbodieslem i układem 4Control. Tak się składa, że testowany model jest wyposażony i w jedno i w drugie. W efekcie czego, jeśli będziesz ostrożnie obchodzić się z pedałem gazu, nie będziesz w stanie zrobić nawet 1000 kilometrów na jednym baku. Nie tylko to cię rozczaruje. Wskazówka poziomu paliwa ma tak długą drogę pomiędzy 1 a 0, że różnicę położenia odnajdziesz nawet po przejażdżce do sklepu za rogiem. A skoro jesteśmy już w środku, to dodam jeszcze, że choć wnętrze jest całkiem schludne, to do ideału trochę mu brakuje. Nie przyczepię się tym razem do wykończenia ekranu środkowego, bo błyszcząca czerń wygląda tu lepiej, niż odmiana bez połysku. Cały czas jednak będę wytykać jakość listw wykończeniowych oraz skóry na desce rozdzielczej. Zbyt dużo plastików, jak na topową wersję wyposażeniową, o której mówi się, że ma sięgać do segmentu premium.

Nie będziesz też zachwycony silnikiem, bo o ile podwójne doładowany 1.6 wyciska z siebie 160 KM, to nie imponuje osiągami. Sprint do setki trwa tu 9.4 sekundy, a prędkość maksymalna to 215 km/h. Jego mocne strony to elastyczność i zużycie paliwa. Pierwsze, szczególnie spodoba ci się podczas przyspieszania z wyższych prędkości. Drugie to konsumpcja paliwa na poziomie 5 litrów na 100 km w trasie, przy spokojnym stylu jazdy. To, za co najbardziej polubisz Talismana, to jednak nie silnik. System obu osi skrętnych 4Control, to jeden z najlepszych tego typu rozwiązań na rynku. W zakrętach, auto urzeka zwrotnością, co oznacza, że możesz je pokonywać szybciej. Czy dużo szybciej? Tutaj radziłbym nie przesadzać, bo zawieszenie i opony nie są dostrojone na tyle, by atakować wiraże z prędkością światła, za to świetnie tłumią nierówności.

Z resztą widać, że Talisman nie jest z tych, którzy mają szybko wozić z puntu A do B. To bardzo ładna limuzyna, pełna charakterystycznych elementów. Pierwszym z nich są ogromne światła LED do jazdy dziennej, w kształcie litery „C”. Te zaczynają się na górze reflektorów i kończą głęboko w zderzakach. Między nimi znalazł się stosunkowo niewielki grill oraz logo, zajmujące większą część przodu. Dynamiki w tym wszystkim nadaje wypełniona przetłoczeniami maska i to w zasadzie byłoby na tyle. Linia boczna to właściwie gładka powierzchnia, z wysoko poprowadzoną linią okien i 19 calowymi felgami. Z tyłu, pierwsze skrzypce grają światła, które oddziela od siebie logo (przynajmniej 3 razy mniejsze od tego z przodu). Potem zwrócisz uwagę na dość wyraziście podciętą od dołu lotkę oraz dwie imitacje końcówek układu wydechowego. Całość moim zdaniem wygląda jeszcze lepiej, niż z przodu.

Za to w środku, pierwsze skrzypce gra ambientowe oświetlenie, dość mocno ożywiające wnętrze po zmroku. W kolorze oświetlenia utrzymane jest też menu na konsoli środkowej, zegary oraz przełącznik systemu Multi-Sense, odpowiedzialny za sterowanie nie tylko trybami jazdy, ale też poszczególnymi opcjami na centralnym wyświetlaczu. Na wysokie noty zasługują również fotele. Bardzo wygodne i obite przyjemną w dotyku skórą, za to zestaw audio Denon oceniłbym co najwyżej przeciętnie. Nie ma tu niczego, co sprawiłoby, że z przyjemnością utonąłbym w jego brzmieniu.

Jaki więc jest Talisman z topowym turbodieslem? Dość oszczędny, bardzo komfortowy i dający mnóstwo przyjemności z jazdy w zakrętach. Wybierając wersję Initiale Paris, nie nastawiaj się na wrażenia wprost z segmentu premium, bo tak nie jest. Owszem, znajdziesz tu bardzo przyjemną w dotyku skórę, ale tylko na fotelach, za to ilość plastikowych wstawek udających aluminium, czy skórzaną tapicerkę na desce rozdzielczej wręcz przytłacza. Czy to faktycznie będzie drażnić? Oko na pewno nie będzie narzekać. Nie tak, jak na wskaźnik poziomu paliwa, sukcesywnie pikujący w kierunku zera. Pod tym względem Talisman Energy dCi 160 z 4Control na pewno nie będzie twoim ulubionym samochodem.

Jeśli jednak jesteś pod tym względem masochistą i zdecydujesz się jednak kupić takiego Talismana, musiałbyś przygotować się na wydatek co najmniej 120 tysięcy złotych. Auto w prezentowanej konfiguracji, w wersji Initiale Paris, lakierem metallic, szklanym dachem, podgrzewaną kierownicą, systemem wspomagania parkowania i aktywnym tempomatem, kosztuje już blisko 162 tysięcy złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Renault

Test – Renault Talisman Grandtour

Panowie z Renault bacznie analizowali, w czym mogą być najlepsi. Zbudowali naprawdę dobre auto, które mogłoby być w środku wykończone lepszymi materiałami, ale najwyraźniej zupełnie im o to nie chodziło. Odnoszę za to wrażenie, że Francuzi postanowili spróbować z kamuflowaniem.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1598 cm3 Moc: 160 KM/4000 obr./min. Moment: 380 Nm/1750 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 9.6 s Prędkość max. 213 km/h Masa 1593 kg Cena 123 400 PLN

Nie trzeba studiować historii Japonii, by słyszeć o wojownikach, którzy specjalizowali się w szpiegowaniu, zamachach oraz sztukach walki. Ich działalność notuje się między XII a XVII wiekiem, a sami shinobi-no mono charakteryzowali się nie tylko ciemnym ubiorem, okrywającym wszystko, prócz oczu, ale także doskonałą znajomością fauny i flory. Jeśli dodałbym do tego, że jedną z ich ulubionych broni były shurikeny i miecze ninja-tō, a umiejętność bezgłośnego poruszania się była absolutną podstawą do opanowania, to bez problemu powinniście domyślić się, że chodzi mi o wojowników ninja.

Jeśli jesteście fanami Krystyny Czubówny (nie, ona nie ma nic wspólnego z ninja), to na pewno widzieliście przynajmniej jeden film przyrodniczy. Być może nawet o zwierzętach, które świetnie potrafią się maskować z otoczeniem. Spróbujcie znaleźć gekona liścioogonowego albo cytarę plamistą w swoim naturalnym otoczeniu. Na pierwszy rzut oka byście ich nawet nie zauważyli. To i tak nic w porównaniu z gekonem uroplatusem, który siedzi na pniu. Od kilku dni przyglądam się zdjęciu tego zwierzaka i praktycznie w ogóle go nie dostrzegam. Przypuszczam, że inżynierowie z Renault też go szukali. Dlatego postanowili, że przebiją biednego gada pod kątem niewidzialności.

I dopięli swego. Zrobili przycisk do automatycznego zamykania bagażnika, którego na pierwszy, drugi, czy też pięćdziesiąty rzut oka nie widać, gdyż za każdym razem będziesz przekonany, że jest to gumowe zabezpieczenie przed obiciem klapy. Sam kufer za to ma bardzo regularne kształty a wielkością będziesz mógł go porównać z niewielką kawalerką. Szkoda tylko, że Grandtour z tyłu nie wygląda już tak dobrze jak sedan. Właściwie to jedyny element, jaki przykuwa uwagę, to światła. Sama bryła już nieszczególnie chce być tak designerska, jak choćby przód auta z maską włącznie. Tam jest najciekawiej. Mocno wyciągnięte LED-owe światła, niczym bokobrody komisarza Ferdynanda Jelinka, wyraziście narysowana maska oraz logo widoczne z księżyca to elementy, które zapadną wam w pamięć od pierwszego wejrzenia.

W środku, na pierwszy rzut oka, jest równie ciekawie. Po pierwsze, ambientowe oświetlenie, z którym postanowiłem sobie poszaleć, robiąc w samochodzie klimat rodem z wieczoru panieńskiego. Wszystko było podświetlone na różowo. Sam kokpit sprawia wrażenie solidnego i dobrze spasowanego, zaś listwy z jasnego drewna przyjemnie odcinały się od jednolitej czerni kokpitu. Centrum dowodzenia kierowcy to wyświetlacz z analogowym obrotomierzem (tych do wyboru jest 3 i jeden prędkościomierz), niewielka kierownica oraz całkiem pokaźnych rozmiarów ekran multimediów na konsoli środkowej. I tutaj kończą się mowy pochwalne, bo o ile skóra na fotelach, kierownicy czy dźwigni zmiany biegów jest miękka, tak czego nie dotknę na konsoli środkowej, to wydaje się być zrobione z jednego materiału. Plastiku. Dotyczy to nie tylko przełączników, ale przede wszystkim skórzanego obicia deski rozdzielczej, drewna, wstawek z aluminium oraz obramowania ekranu środowego.

Mimo wszystko jest tu jedna rzecz, która sprawia, że serce się raduje. Tabliczka 4Control już na wejściu dodaje 10 punktów do radości z jazdy, a po ruszeniu jest już tylko lepiej. Talisman Grandtour, choć jest słusznych wymiarów, to okazuje się być zaskakująco zwrotny, a na krętych drogach jest już tylko lepiej. Auto wybornie się do nich składa, co nie oznacza, że będziecie mogli napadać w zakręty z prędkością asteroidy nad Czelabińskiem. Raczej z szybkością lądującego promu kosmicznego Endeavour, co — jak na wielkie kombi — i tak jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Nie oznacza to jednak, że przy tak szybkiej jeździe samochód pokonuje zakręty zupełnie jak po szynach, bo do zabawy lubi dołączać się bardzo delikatna podsterowność.

Żeby jednak nie było, że 4Control to same plusy, to ma też wadę. I to dość poważną, bo w wersji z turbodieslem, układ kurczy zbiornik paliwa o 5 litrów do śmiesznych 47. Konsekwencje? Raczej zapomnijcie o zasięgu przekraczającym 1000 km. Przy zupełnie spokojnej jeździe, podwójnie doładowane 1.6 spala około 5,1 litra ropy na 100 km. Jeszcze ciekawsze jest to, jak motor radzi sobie z dużym kombi. Doskonale czuć to nie tyle po sprincie do setki (to robi w niespełna 10 sekund), co w elastyczności oraz rozpędzaniu się z wyższych pułapów. Prędkość maksymalna? 213 km/h. Jeśli jesteś nim zainteresowany, to powinno ci w zupełności wystarczyć. Bardziej za to usatysfakcjonuje adaptacyjne zawieszenie, które w trybie komfortowym sprawia wrażenie, jakby zamiast niego, znalazły się poduszki wypchane kaczym pierzem, przy czym autem nie buja tak, jak starym kutrem na wzburzonym morzu. W trybie sport za to amortyzatory twardnieją do poziomu żelbetonu, co w pierwszej kolejności odczują plecy.

Odnoszę wrażenie, że kadra managerska wreszcie doczekała się auta, którym bez specjalnego męczenia będzie można pędzić nie tylko na autostradzie, ale również na krętych drogach. Co więcej, Talisman jest całkiem ładny, komfortowy, ale jeśli trzeba, bezlitośnie twardy. Właściwie tylko jedna rzecz mnie trapi. Skoro przy 4Control, zbiornik benzyny pozostał na tym samym, przykro małym poziomie 52 litrów, to czemu bak diesla nie mógł być taki sam? Montowanie coraz mniejszych zbiorników w pogoni za redukcją kilogramów to nie jest dobre wyjście. No chyba, że inżynierowie chcą, byśmy w przyszłości zalewali baki wielkości naparstków.

Zanim to jednak nastąpi, kadra managerska ze służbowymi kartami paliwowymi będzie mogła cieszyć się Talismanem Grandtour Energy dCi 160 za co najmniej 123 400 złotych. Dodajcie do wersji Initiale Paris m. in. system wspomagania parkowania, panoramiczny dach, lakier metallic, podgrzewaną kierownicę oraz kamerę cofania a przyjdzie wam zapłacić niecałe 135 tysięcy złotych. Musicie przyznać, że to całkiem uczciwe pieniądze.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Renault

Test – Renault Megane GT

Nowe Renault Megane GT na tle poprzednika odznacza się mniejszym silnikiem, z mniejszą mocą oraz momentem obrotowym. Z drugiej strony producent dodaje rewelacyjny system 4Control. Pytanie tylko, czy bilans zysków zrekompensował straty?  

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1618 cm3 Moc: 205 KM/6000 obr./min. Moment: 280 Nm/2400 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 7.1 s Prędkość max. 230 km/h Masa 1392 kg Cena 103 100 PLN

Producenci przyzwyczaili nas już do tego, że można zjeść ciastko i mieć ciastko. Inaczej mówiąc, zmniejszać pojemność silników, jednocześnie utrzymywać moc przynajmniej na tym samym poziomie, co przy poprzedniej generacji samochodów. Tak na przykład miało Renault z Clio R.S.. Poprzednia generacja, jeszcze z wolnossącym, 2 litrowym silnikiem, rozwijała całe 200 KM. Obecnie 1.6 litrowa jednostka z doładowaniem legitymuje się takim samym stadem i podobnych przykładów ze świata motoryzacji mogę przytaczać dziesiątki.

Modny downsizing ma jednak też drugą stronę. Dwa lata temu jeździłem innym modelem Renault. Megane GT, który okazał się być niezwykle dobrym hot hatchem. Turbodoładowany silnik o pojemności 2 litrów rozwijał 220 KM oraz słuszne 340 Nm momentu obrotowego, dzięki którym auto przekraczało setkę w 7.4 sekundy, by po dłuższej chwili pędzić 240 km/h. Co więcej, Megane wyróżniało się niesamowicie przyczepną przednią osią, która pozwalała wjeżdżać w zakręty z oszałamiającymi prędkościami. Przy tym wszystkim, samochód zadowalał się bardzo przyzwoitym zużyciem paliwa. Krótko mówiąc, był naprawdę dobry.

Czy nowe Megane jest równie dobre? Moim zdaniem nie. Za sprawą słupków emisji spalin, świetny, 2 litrowy silnik musiał ustąpić miejsca jednostce z Clio R.S. o mocy 205 KM i momencie obrotowym równym 280 Nm. Te trafiają na przednią oś za pośrednictwem 7 biegowej skrzyni dwusprzęgłowej, dzięki której setka na prędkościomierzu pojawia się po 7 sekundach. I to właściwie jedyny plus tego transferu, bo przekładnia — choć szybka w trybie ręcznym — rozczarowuje ospałością przy automatycznej zmianie biegów. Poza tym prędkość maksymalna stopniała do 230 km/h. A jeśli jesteśmy już przy topnieniu, to wbrew pozorom, lodowce wcale nie będą miały lżej z nowym GT, ponieważ w praktyce, silnik okazuje się być znacznie bardziej paliwożerny od poprzedniego. Zużycie paliwa na poziomie 20 litrów na 100 km nie jest wyczynem. Wyczynem jest za to osiągnięcie wyniku poniżej 11 l/100 km przy zupełnie normalnej jeździe.

Szkoda też, że Renault nie przyłożyło się bardziej przy budowie zawieszenia, ponieważ to, zamiast oferować komfort, powinno bardziej przyłożyć się do zapewniania przyczepności. Dlaczego? Auto, mimo świetnego układu czterech kół skrętnych, ma wyczuwalną tendencję do szukania przyczepności na przedniej osi, a to dość złudne uczucie, ponieważ 4Control sprawia, że Megane GT jest niesamowicie zwinne. Co więcej, granice możliwości samochodu w zakręcie sięgają znacznie dalej, niż twoje. Szczerze powiedziawszy to nie pamiętam już, kiedy ostatni raz jeździłem innym przednionapędowym autem, które tak dobrze składałoby się w zakrętach!

I tutaj rodzi się dość niebezpieczny paradoks. Z jednej strony system czterech kół skrętnych sprawia, że Megane GT jest jednym z najlepiej prowadzących się samochodów z napędem na przednią oś. Z drugiej zaś, szybkie pokonywanie zakrętów owocuje szukaniem przyczepności przedniej osi. Prawdę mówiąc nie wiem, kiedy przekracza się granicę, w której auto staje się kompletnie podsterowne, ale przypuszczam, że ta musi być bardzo subtelna. I choć nie jestem przekonany do zmian technicznych w nowym modelu, tak co do wyglądu trudno mi cokolwiek zarzucić.

Samochód jest naprawdę ładny i z której strony by nie spojrzeć, to prezentuje się bardzo dynamicznie. Zwłaszcza z przodu, gdzie pierwsze, co rzuca się w oczy, to zmieniony zderzak oraz grill z charakterystyczną siatką. Na tym jednak nie koniec, ponieważ dodatkowego pazura dodają również dość mocne przetłoczenia na masce, 18 calowe felgi z oponami o rozmiarze 225/40, które szczelnie wypełniają nadkola oraz podwójne końcówki wydechu, wkomponowane w zderzak. Poza tym Renault niemal z każdej strony przypomina, że masz do czynienia z wersją GT. Literki znajdziesz  nie tylko pod logiem z przodu, ale też na felgach. Poza tym producent zadbał również, by nie sposób było pomylić Megane z żadnym innym samochodem za sprawą charakterystycznego oświetlenia, do którego mam ogromną słabość (zwłaszcza z tyłu).

W środku jest jeszcze ciekawiej. Po pierwsze, fotele. Piękne kubełki nie tylko cieszą oko, ale przede wszystkim świetnie trzymają w zakrętach, a zajmowanie na nim miejsca bardziej przypomina wpadanie, niż wsiadanie. Po drugie, więcej niebieskich akcentów. Te znajdziesz nie tylko na siedzeniach. Błękitną nicią obszyto piękną kierownicę oraz meszek dźwigni skrzyni biegów, która dodatkowo została przyozdobiona wstawkami z tego samego koloru. Królewskie barwy znajdziecie z resztą też na łopatkach, kierownicy oraz na listwie — o fakturze włókna węglowego — przed pasażerem. Zachwycony jestem również sportowymi zegarami na wzór samochodów wyścigowych, które poza podstawowymi informacjami, podają również dane odnośnie aktualnym momencie obrotowym oraz mocy. Szkoda tylko, że poza zmieniającym się kolorem obrotomierza, po najechaniu na czerwone pole, nie otrzymaliśmy też Shift Lighta, wcześniej informującego o zmianie biegu na wyższy. Ten mógłby wyświetlać się nawet na szybce systemu Head-up, jednak inżynierowie z Renault, nie wiedzieć czemu, zdecydowanie bardziej wolą informować o odległości od poprzedzającego auta. Wygląda to tak, jak buty do biegania, założone do garnituru.

Podsumowując. Obawiam się, że nowy Renault Megane GT to bezsprzeczny postęp stylizacji i regres jeśli chodzi o wrażenia z jazdy. Samochód jest wyraźnie słabszy i zużywa więcej paliwa. Ma też wyraźnie gorsze zawieszenie, które w pierwszej kolejności stawia na komfort, co w przypadku hot hatcha jest mało logicznym podejściem. Owszem, system 4Control to skuteczne pocieszenie, ale wyobraźcie sobie, jakiego potwora zbudowałoby Renault, jakby to rozwiązanie połączyło z zawieszeniem i układem napędowym poprzednika. Powstałby absolutnie fantastyczny samochód.

Na koniec przejdę do cen. Nowe Megane GT jest już wyraźnie droższe od poprzednika i kosztuje 103 100 zł (starszy model można było kupić już od 88 tysięcy złotych). Jeśli chcielibyście skonfigurować samochód na wzór prezentowanego modelu, musielibyście doposażyć go w m. in. system audio Bose, nawigację satelitarną, system Head-Up, aktywny tempomat, 18 calowe felgi, lakier metallic oraz tapicerkę z alcantary z niebieskimi wstawkami. Całość powinna wynieść niespełna 125 tysięcy złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Hyundai9 godzin temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Ford2 tygodnie temu

Test – Ford Edge Vignale

Ford Edge Vignale to obecnie najdroższy model w gamie amerykańskiego producenta. Kusi ekskluzywnym wykończeniem i wysokiej jakości obsługą serwisową porównywalną...

Audi2 tygodnie temu

Porównanie – AUDI A8 50 TDI, BMW 750 LI XDrive I MERCEDES-BENZ S400D 4MATIC LONG

Nie od dziś wszyscy powtarzają, że niemieckie limuzyny można stawiać za wzór. Dzisiaj jednak nie będę sprawdzać prawdziwości tej tezy,...

Testy3 tygodnie temu

TEST – VOLVO V40 CROSS COUNTRY T5

Coraz częściej zdarza się, że face lifting danego samochodu jest okazją do zmienienia nie tylko kilku detali z zewnątrz czy...

DS4 tygodnie temu

TEST – DS 4 BLUEHDI 180

To, że moc wcale nie musi iść w parze ze sportem, to wiemy nie od dziś. Nie wszędzie jednak jest...

Peugeot4 tygodnie temu

TEST – PEUGEOT 2008 1.2 PURETECH

Peugeot 2008 to w koncernie PSA, bardziej elegancka wizja miejskiego crossovera. Nie sposób nie odnieść też wrażenia, że najbardziej wszechstronnie...

Testy4 tygodnie temu

Test – 60 tysięcy kilometrów z Volvo XC90

Producenci samochodów hybrydowych przyzwyczaili nas do tego, że tego typu auta nie tylko pozwalają zachować pieniądze w portfelu, ale też...

Renault1 miesiąc temu

TEST – RENAULT ESPACE ENERGY TCE 200

Żeby tylko zdobyć przychylność klientów, producenci  samochodów są w stanie zrobić dla nich naprawdę dużo. Nie inaczej jest w przypadku...

Renault1 miesiąc temu

TEST – RENAULT TALISMAN ENERGY DCI 160

Downsizing ma swoje plusy i minusy. Jedną z największych zalet, z całą pewnością, są niższe stawki podatków oraz ubezpieczenia, za to...

Honda1 miesiąc temu

TEST – HONDA HR-V 1.6L i-DTEC

Choć trudno mi to przechodzi przez myśl, to Honda HR-V z wysokoprężnym silnikiem jeszcze do niedawna mogła uchodzić za prawdziwą...

Najpopularniejsze