Ani warm, ani hatch

Renault Clio Grandtour GT z założenia miałby być warm hatchem w wersji kombi, ale jeśli coś jest rodzinnym kombi, to nie może być przecież hatchbackiem. To samo z resztą można powiedzieć o pierwszym członie, który został nadany na wyrost. Ten samochód to najlepszy przykład cool (w sensie chłodnego) hatcha.

Silnik: R4 Pojemność: 1197 cm3 Moc: 120 KM/4900 obr./min. Moment: 190 Nm/2000 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 9.4 s Prędkość max. 199 km/h Masa 1261 kg Cena 70 000 PLN

Kiedy temat rozmowy zaczyna się urywać, na ratunek przychodzi temat, bez którego nie można byłoby powiedzieć, że konwersacja jest kompletna. Uwielbiam zaczepki w stylu „Ale dziś gorąco/zimno”, bo kiedy je słyszę, najczęściej chce mi się po prostu przyznać rację i zamilknąć, by tym jeszcze bardziej wkurzyć rozmówcę. Czasami jednak robię wyjątek twierdząc zupełnie co innego, iż w przeciwieństwie do rozmówcy, mnie jest akurat zimno/ciepło, choć jakby się zastanowić, to poza moją inicjatywą podtrzymania rozmowy nie widzę w tym najmniejszego sensu.

Jednakże temat pogody jest dla nas jakby nie patrzeć, dość istotny. Na pewno spore znaczenie ma tutaj pewien fakt, iż w naszej szerokości geograficznej aura jest całkiem zmienna. Mało tego, potrafi być na tyle ironiczna, by przez cały pracujący tydzień smażyć nas na niczym nie przysłoniętym ogniem z piekła rodem, by przy okazji nadchodzącego weekendu (którego każdy oczekuje równie słonecznego, jak w trakcie mijającego tygodnia) zaśmiać się szyderczo zsyłając na nas deszcz rozmiarów tego, który wywołał powódź tysiąclecia w 1997 roku. A i jeszcze jedno – nie ma szans na to, by przy takiej pogodzie moglibyście oczekiwać chociaż letnich temperatur.

I tym akcentem chciałbym przejść do Renault Clio Grandtour GT, któremu w mojej skromnej opinii, dość zobowiązujący skrót „GT” przyznano trochę na wyrost. I wcale nie piję tutaj do wyglądu, ponieważ to małe kombi z srebrnymi wstawkami oraz pięknym, czerwonym lakierem wygląda całkiem atrakcyjnie, zwłaszcza, kiedy z tyłu rzuci się Wam w oczy dyskretnie ukryty, za to pokaźnych rozmiarów wydech, sugerujący, iż pod maską siedzi prawdziwy potwór, który bez większego wysiłku jest w stanie sprać każdego drogowego ancymona na kwaśne jabłko.

Równie poważne wnioski można wyciągnąć przyglądając się wnętrzu, gdzie na pierwszy ogień rzucają się w oczy potężne łopaty przytwierdzone do kolumny kierowniczej, kierownica z „GT” na ramieniu oraz zagłówkach foteli. Siedzenia są zaś dość mocno wyprofilowane, ale za to niezbyt wygodne w trasie. Ponadto znajdziecie też aluminiowe nakładki pedałów oraz najważniejszy z nich, dyskretnie schowany między fotelami przycisk R.S. Drive, który z założenia ma wycisnąć z samochodu więcej emocji. W praktyce emocji, które są chociaż w połowie warte wduszania przycisku jest tyle, ile jest sensu w ergonomii wnętrza.

1 2