Obserwuj nas

Opel

Test – Opel Cascada 1.6 Turbo

Mistrz pierwszego wrażenia

Na pierwszy rzut oka Opel Cascada to bardzo ładny samochód. Sylwetka auta jest co prawda łagodna, ale też jednocześnie bardzo dynamiczna, zwłaszcza w połączeniu z efektownymi, 20 calowymi felgami. Później nie jest już tak kolorowo.

 Silnik: R4 Pojemność: 1598 cm3 Moc: 170 KM/6000 obr./min. Moment: 260 Nm/1650-3200 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 9.9 s Prędkość max. 217 km/h Masa 1768 kg Cena 122 100 PLN

Nie wiem jak Wy, ale ja średnio przepadam za niespodziankami. Przede wszystkim dlatego, że wbrew pozorom najczęściej pojawiają się te mniej przyjemne. Na przykład kiedy wyciągacie ze skrzynki zaadresowaną do siebie kopertę, w której znajduje się zdjęcie z fotoradaru, bądź nieuregulowany rachunek. Spróbujcie sięgnąć pamięcią do tego, co ostatnio Wam się zdarzyło: otrzymanie mandatu, a może znalezienie pieniędzy np. w dawno nienoszonej kurtce. Prawdę powiedziawszy to w ogóle nie pamiętam, bym cokolwiek mógł znaleźć w ubraniach.

To teraz może z trochę innej beczki. Nieskromnie przyznam, że choć nie jestem kinomaniakiem, to mam naprawdę nosa do wybierania dobrych filmów w kinie. Przeglądając zwiastuny konsultuję się z moją ukochaną i segregujemy sobie pozycje na takie, na które warto pójść do kina i na te, które ewentualnie dobrze byłoby obejrzeć w domowym zaciszu. I taka metoda naprawdę działa. Nie sugerujemy się recenzjami filmowymi, bo tam czasami autorzy próbują wybić się ponad poziom dzieła pokazując swój kunszt językowy, a najczęściej nie o to przecież chodzi, by np. w scenie typowej masakry rodem z Niezniszczalnych szukać szekspirowskich głębi i filozofii na poziomie starożytnych myślicieli. Czasami jednak zdarza się, że to właśnie moja ładniejsza połowa sama wybierze sobie film i za wszelką cenę próbuje mnie na niego namówić. Koniec końców i tak ulegam, bo przecież nie pozwolę jej iść do kina samej. Bardzo często po seansie okazuje się, że pomimo „świetnego zwiastuna” film okazuje się być totalną szmirą, czemu towarzyszy uczucie zawodu.

To samo odczuwałem siedząc za kierownicą Opla Cascady z doładowanym silnikiem 1.6. Nie znam żadnej osoby, której nie podobałby się ten samochód, bo prezentuje się naprawdę świetnie. Popatrzcie tylko na reflektory, przetłoczenia na masce, ogromne felgi, czy tylne światła przywodzące na myśl te z odświeżonej Insigni. W dodatku sama linia prezentuje się bardzo dynamicznie, a zarazem elegancko.

Wystarczy jednak wejść do środka, by czar prysł niczym bańka mydlana. Wnętrze to typowy przykład już nieco przestarzałej toporności, gdzie króluje brzydka kierownica oraz przeładowana rozmaitymi guzikami konsola środkowa, której ilość przycisków mógłbym określić za pomocą symbolu „∞”. Jest ich tam tak dużo, że inżynierowie nie zdołali już upchnąć na niej tych, odpowiedzialnych za wentylację foteli (przez co powędrowały na najgłupsze i najmniej logiczne miejsce na świecie – na skraj fotela). A jeśli chodzi o dźwignię zmiany przełożenia jest niemal tak ogromna jak w ciągniku. Szkoda, że w wymazywaniu złego wrażenia nie jest w stanie pomóc nawet ładny wzór skórzanej tapicerki z perforacją w stylu „Union Jacka”.

STRONY: 1 2

Strony: 1 2

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

Opel

TEST – OPEL ASTRA 1.0 TURBO

Bardzo duży, kompaktowy samochód z ekonomicznym, benzynowym silnikiem i rewelacyjnym zawieszeniem za rozsądne pieniądze. Czyżby marzenie „Grażyn” i „Januszy” tak realne, jak tygodniowy wyjazd do Egiptu z All Inclusive za 1200 zł? Niezupełnie, jednak przy wyborze Opla Astry z bazowym silnikiem, trzeba liczyć się z pewnymi wyrzeczeniami. 

Silnik: R3 Pojemność: 998 cm3 Moc: 105 KM/5500 obr./min. Moment: 170 Nm/1800-4250 obr./min. Skrzynia biegów: Manualna, pięciobiegowa 0-100 km/h: 11.2 s Prędkość max. 200 km/h Masa 1240 kg Cena 64 700 PLN

Nie wiem, czy wiecie, ale Księga Rekordów Guinessa wcale nie powstała po to, by gromadzić najdziwniejsze, najgłupsze albo najbardziej nieprawdopodobne osiągnięcia ludzi. Owszem, bardzo nam zależy na tym, byśmy zostali zapamiętani. Jednocześnie też zdecydowana większość zdaje sobie sprawę, że nie trafi na karty historii dzięki przyznanej nagrodzie Nobla, albo odkryciu planety, która mogłaby być drugą Ziemią. Niektórzy na przykład trafiają tam, ponieważ potrafią w ciągu minuty zgnieść głową 80 jajek, albo hodują tak długie włosy w uszach, że mogą zaplatać warkocze. Początkowo jednak książka z najdziwniejszymi rekordami miała służyć jako zbiór ciekawostek ze świata przyrody. Przynajmniej takie założeniem kierował się sir Hugh Beaver. Jego na przykład niezwykle trapiło to, że nigdzie nie mógł pozyskać informacji o najszybszym ptaku Europy. Co ciekawe, tego typu zagwostki, swego czasu były niezwykle popularne w angielskich i irlandzkich pubach.

Z czasem pomysłów na nowe rekordy zaczęło się pojawiać coraz więcej, a co za tym idzie, te stały się coraz bardziej absurdalne. Jakiś przykład? Proszę bardzo! Rekord na ciągnięcie za koniem podpalonej osoby? 470 metrów. Największa odległość tryśnięcia mlekiem z oka? 279,5 cm. To są tylko pierwsze z brzegu przykłady, którymi księga jest wręcz wypchana. Nie oznacza to jednak, że owe osiągnięcia nie są do pobicia. Jeśli nie wiesz jak zabłysnąć, a ewidentnie masz parcie na szkło, to spróbuj swoich sił. Odnoszę wrażenie, że ktoś przede mną, kto jeździł Oplem Astrą 1.0 Turbo już próbował wspiąć się na rekord zużycia paliwa, bo wynik 8,6 litra, był po prostu nie do osiągnięcia.

Dlaczego? Kiedy na autostradzie wyciskałem z tego auta wszystko, co się da, komputer nie chciał wskazywać więcej, niż 8 litrów na setkę. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy będzie jechać Astrą z szybkością równą kogoś, komu zapłonęły spodnie w kroczu, dlatego też dodam, że autostradowa jazda z prędkością 110-130 km/h to już około 5.7 l/100 km. Na normalnej drodze, bez trudu będziecie mogli zejść ze spalaniem poniżej „trójki”. I to byłoby na tyle z dobrych wieści, jeśli chodzi o osiągi. W trasie, litrowy silnik jest stanowczo za słaby, toteż nie zalecam przymierzać się do wyprzedzania na drodze dwukierunkowej, kiedy nadjeżdżający znad przeciwka samochód nie jest dalej, niż w sąsiednim województwie. Samo przyspieszenie do 100 km/h trwa ponad 11 lat za to prędkość maksymalna jest na nieprawdopodobnym poziomie 200 km/h, do których rozpędzenie się trwa tyle, co paleozoik.

Na drodze, gdzie jest więcej pasów ruchu, jest już trochę prościej, bo silnik, który zaczyna żyć powyżej 3 tysięcy obrotów na minutę może wreszcie pokazać, na co go stać. Nie zmienia to jednak faktu, że szybka jazda np. autostradą nie wymaga pewnej wiedzy. Przede wszystkim zapomnijcie o tym, że macie piąty bieg. Inaczej cała para z rozpędzania się pójdzie w gwizdek i jeśli w ogóle o tym myślicie, to nie osiągniecie na nim prędkości maksymalnej. Tak w sekrecie zdradzę Wam przy okazji, że ta jest wyższa od deklarowanej, bo wskazówka prędkościomierza zatrzymuje się dopiero przy numerze „210”. Jak na ważącego ponad 1200 kg cherlaka to wręcz zadziwiająco dużo.

Jednak nie tylko „piątka” na autostradzie może stać się twoim wrogiem. Używanie hamulców — notabene bardzo skutecznych, ale późno “łapiących” — na krętej drodze powoduje ciągłe powtarzanie takiego samego, długotrwałego procesu rozpędzania „Asteroidy”. Na szczęście na to też jest pewna metoda, za którą musisz być ogromnie wdzięczny inżynierom odpowiedzialnym za zawieszenie. Kompaktowy Opel ma nieprawdopodobnie ogromne pokłady przyczepności i wręcz kocha pokonywać zakręty z szybkością, którą każdy posiadacz Astry uznałby za zarezerwowaną dla samochodów sportowych.

W środku, kompaktowy Opel wygląda po prostu rewelacyjnie dobrze, a jakość materiałów nie budziłaby zastrzeżeń nawet w klasie premium. Wreszcie nie znajdziecie tutaj wielkiej, przeładowanej przyciskami konsoli środkowej. Tej miejsce zajął całkiem duży wyświetlacz, pod którym jest dosłownie kilka przycisków, a trochę niżej, kolejna grupa przełączników. Tym razem od klimatyzacji. Czytelnie i schludnie. Znacznie bardziej zagęściło się za to na kierownicy, co nie oznacza, że poszukiwania regulacji głośności będą trwać godzinami, bo wszystko w miarę intuicyjnie pogrupowano. Najważniejsze tutaj jest to, że nie tylko kierowca będzie się dobrze czuć w Astrze. Miejsca jest bardzo dużo również z tyłu, a beżowe wstawki w tapicerce znacznie umilają klimat wnętrza.

Z zewnątrz trudno uznać stylizację za rewolucyjną, choć nie sposób nie przyznać, że teraz auto wygląda znacznie dynamiczniej. Duży grill, ostro zarysowane światła, pochylona linia dachu i wyraźne przetłoczenia nadają drapieżności. Głęboka, perłowa zieleń oraz klasyczne, szprychowe felgi dodają za to Astrze punkty do elegancji. Szkoda tylko, że nie ma tu dodatków do koni mechanicznych pod maską, bo to jest największa bolączka najsłabszej Astry. Sam silnik lubi wysokie obroty i wyraźnie budzi się do życia po przekroczeniu „3” na obrotomierzu. Jednocześnie też stroni od przesadnie dużej konsumpcji paliwa.

Trzeba za to przyznać, że ceny Astry z litrowym silnikiem są bardzo rozsądnie skalkulowane i zaczynają się od niespełna 65 tysięcy złotych. Doposażcie auto na wzór prezentowanego modelu, tj. wybierzcie wersję Elite, dodajcie m. in. lakier perłowy, szprychowe felgi, beżową, materiałową tapicerkę, matrycowe reflektory LED, 8 calowy ekran dotykowy z nawigacją oraz kamerę cofania, a zapłacicie niespełna 93 tysiące złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Opel

Test – Opel Adam Rocks 1.0 Turbo Ecotec

Co prawda Opel ADAM Rocks ma plastikowe nakładki na dole nadwozia, aluminiowe wstawki w zderzakach i zwiększony prześwit, jednak nie zmienia to faktu, iż trzeba uważać na ten samochód. Poza tym jest w nim coś, co zachwyca i sprawia, że można poczuć się lepiej.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R3 Pojemność: 999 cm3 Moc: 115 KM/5000-6000 obr./min. Moment: 170 Nm/1800-4500 obr./min. Skrzynia biegów: Manualna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 9.9 s Prędkość max. 196 km/h Masa 1037 kg Cena 76 400 PLN

Kiedy w 2004 roku zaprezentowano Morgana Roadster, nikt nie spodziewał się stylizacyjnej awangardy – w końcu dla tej marki czas zatrzymał się zaraz po II Wojnie Światowej, co dla przemysłu motoryzacyjnego oznacza mniej więcej tyle, co dla typowego dzieciaka, przyspawanego do smartfona spotkanie z Jezusem. Po prostu nie dogadają się. Mimo tego, że Morgan Roadster może pełnić rolę świadka bitwy o Anglię, pod maską skrywa już coś bardziej współczesnego – 3.7 litrowe V6 produkcji Forda, który legitymuje się mocą 280 KM i momentem obrotowym równym 380 Nm. A jeśli dodacie do tego masę 950 kg, otrzymacie rakietę zdolną przebić się przez barierę 100 km/h w 5.5 sekundy. Śmiało mogę też przypuścić, że skoro Roadster jest tak szybki, to na pewno musi przy tym prowadzić się co najmniej bardzo dobrze.

Sami więc widzicie, że choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, to Morgan jest świetnym autem. Jeśli zaś mowa o Oplu ADAM-ie, to (przynajmniej do tej pory) było zgoła odwrotnie. Mały miejski samochód, który wygląda tak dobrze, że przy nim MINI robi się trochę nudne, zdecydowanie lepiej wyglądało, niż jeździło. Jeśli macie jeszcze trochę czasu, to polecam Wam poszukać testu wersji 1.4 z 5 biegową, manualną skrzynią biegów, ale jeżeli nie grzeszycie nadmiarem czasu, pokrótce powiem, że trudno teraz o coś bardziej ślamazarnego, paliwożernego i tak bezsensownego jak to zestawienie. Wierzcie mi, że jakakolwiek jazda tym autem okupiona została walką z samym sobą, ponieważ coś mi w środku przypominało, że nie jestem masochistą. Mimo tego, iż wcale tak dużo nim nie jeździłem, musiałem go zatankować, co wywołało we mnie wściekłość. Napadu furii za to dostałem w momencie, kiedy okazało się, że ADAM wymaga paliwa 98 oktanowego. Wierzcie, że jak sobie tak przypominam tę sytuację, w usta ciśnie mi się słowo na „k” i bynajmniej nie chodzi mi o zwrot „kapitalnie”.

Co dziwniejsze, Opel produkuje ten silnik i skrzynię, zamiast zrzucić je ze swojego wieżowca. Na szczęście w ich miejsce obsadził nowy, litrowy, 3 cylindrowy silnik z turbo, o mocy 115 KM, którzy przenosi moc na przednie koła za pośrednictwem 6 biegowej skrzyni biegów. Co prawda taki zestaw nie napędza „normalnego” ADAM-a, a jego „uterenowioną” (o tym później) wersję Rocks, jednak mimo tego samochód nie tylko swobodnie się rozpędzał, ale też zużywał zdecydowanie mniej paliwa. Jednocześnie też 100 km/h pojawiało się już po niespełna 10 sekundach, zaś prędkość maksymalna to blisko 200 km/h.

Sam Rocks podoba mi się jeszcze bardziej od nowego silnika. Typowo mieszczuchowy charakter ADAM-a został tu efektownie załamany plastikowymi wstawkami w zderzakach, nadkolach i progach nie niszcząc tym samym wyjątkowo udanej już w standardowym modelu całości. W środku za to jest jeszcze ciekawiej – nie ma tu mowy o hegemonii czerni. Ta skutecznie przełamywana jest białym kolorem o nazwie Pearl White, którą znajdziecie na fotelach. I jakby tego było mało, w razie jakby było Wam za mało słońca, zawsze możecie rozsunąć dach. Czad!

Jednakże niech Was nie zwiodą przypakowane plastikami nadkola, przyozdobione srebrnymi wstawkami zderzaki i zwiększony o półtora centymetra prześwit, bo ADAM Rocks poza asfaltem jest tak beznadziejny, jak beznadziejny był poprzedni ADAM, którego testowałem. Sypki piach, błoto, koleiny – to wszystko jest w stanie już poważnie wytrącić małego Opla z równowagi, więc naprawdę zalecam poważne przebadanie drogi, po której chcecie przejechać. Może się okazać, że przez większą kupę piachu możecie utknąć na amen w szczerym polu. Tak na dobrą sprawę, to zalecałbym również uważać na niego w mieście, przy wyższych krawężnikach, bo i tam bez trudu będziecie mogli w najlepszym wypadku przyszorować gumową nakładką zderzaka.

Sami więc widzicie, że poza rewelacyjnym wyglądem i wreszcie działającym jak trzeba silnikiem, Opel ADAM Rocks nie daje z siebie zupełnie niczego. Zapomnijcie o poczuciu bezpieczeństwa podczas pokonywania choćby progu zwalniającego, a już na pewno nie wypuszczajcie się na wiejską drogę, która pomimo braku asfaltu nie jest ani szeroka, ani równa, ani co najważniejsze, ma choćby odrobinę za dużo piasku. Gwarantuję, że niemal z całą pewnością zakopiecie się. Jeśli jednak chcecie jeździć w czymś małym, co groźnie wygląda i pozwala cieszyć się wiatrem we włosach, to trudno o coś bardziej oryginalnego.

Wystarczy tylko, że zainwestujecie minimum 76 tysięcy złotych. Dużo? To poczekajcie. Prezentowany samochód w wersji ADAMYOURSELF ROCKS, doposażony w m. in. ambientowe oświetlenie wnętrza, elementy indywidualizacji modelu, Opel OnStar, czujniki zmroku, deszczu, parkowania oraz LED-owe światła dzienne kosztuje już 87,8 tysiąca złotych, co oznacza, że jest to już szaleństwo bliskie poziomowi MINI.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Opel

Test – Opel Astra 1.4 Turbo

Jeśli szukasz normalnego, kompaktowego auta, którym przy okazji mógłbyś utrzeć nosa kilku szpanerom w sportowych samochodach, to Opel ma bardzo ciekawą propozycję. Gwarantuję, że warto ją rozważyć nawet, jeśli pierwsze wrażenie nie należy do najlepszych. 

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1399 cm3 Moc: 150 KM/5000 obr./min. Moment: 245 Nm/2000-4000 obr./min. Skrzynia biegów: Manualna, sześciobiegowa 0-100 km/h: 8.5 s Prędkość max. 215 km/h Masa 1278 kg Cena 72 800 PLN

Coaching to dla mnie prawdziwy fenomen. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, by legalnie zarabiać na ściemnianiu i wciskaniu motywacyjnych głupot, a co gorsza, że ludzie dobrowolnie chcą tego słuchać. Przynajmniej chcieli, bo obawiam się, że najlepsze czasy dla tego typu działalności są już za nami. „Wyjdź ze swojej strefy komfortu. To czerwone Ferrari tam na ciebie czeka”. Ta, jedna z najbardziej oklepanych głupot jest chyba moją ulubioną, bo jakby nie patrzeć, już samo wyjście do pracy jest opuszczeniem strefy komfortu. Bez względu na to jak bardzo lubimy to, co robimy, czy nie. To stwierdzenie brzmi tak głupio, jak uwiebienie dla bycia obdzieranym ze skóry. Trudno jednak stwierdzić, by zarabiając np. dwa tysiące złotych netto można było sięgnąć po Ferrari, które stoi w salonie przy rondzie Charlesa de Gaulle-a. Prędzej dorobisz się odpowiednika z pobliskiego sklepu z zabawkami.

Tym bardziej zdziwiony jestem, że przeczytałem jakikolwiek artykuł ze strony o tematyce coachingu. Dotyczył on pierwszego wrażenia, a właściwie tego, co zrobić, by to było pozytywne. Okazuje się, że wszystko zależy od dwóch czynników budujących relację. Od tego, jak bardzo jesteś sympatyczny i przy tym wiarygodny. Na ile te czynniki okazują się być miarodajne, pokazuje czas. W praktyce oznacza to, że często nasze wrażenie trzeba zweryfikować. Dlatego zmierzam do tego, że nie należy poddawać się naszym wyobrażeniom i szacunkom. Ktoś, kto jest miły, sympatyczny, czy też wygadany może się okazać osobą, która nie dość, że obrabia tyłek jak tylko się odwróci plecami, ale też kopie pod tobą dołki.

Innym przykładem, dla którego nie warto poddawać się pierwszemu wrażeniu jest Opel Astra Turbo 1.4. Wbrew temu, w jakiej kolejności pojawiły się artykuły o kompaktowym samochodzie z piorunem w logo, to właśnie ten był pierwszy, którym jeździłem. A wracając do odczuć, to w tym wypadku pierwsze wcale nie było jakieś szczególnie przyjemne. Po zajęciu miejsca za kierownicą jedyne, co pamiętam, to bardzo charakterystyczna mieszanka zapachów uryny i naftaliny. Co gorsze, odór był na tyle intensywny, że właściwie przyćmił to, jak dobrze się to wszystko prezentuje. Materiały, spasowanie, ogólny wygląd wnętrza. Jest tu nie tylko lekko i przyjemnie. Przede wszystkim taki kokpit, bez wstydu mogłoby znaleźć się w klasie premium. I to jest wrażenie numer dwa. Ogromny postęp względem poprzednika.

Z zewnątrz trudno uznać stylizację za rewolucyjną. Zdecydowanie bliżej jej do ewolucji poprzedniego wcielenia, co doskonale widać choćby po światłach. Jednak nie tylko one nadają dynamiki nadwoziu kompaktowego Opla. Do listy warto dodać jeszcze duży grill, przetłoczenia biegnące wzdłuż auta oraz pochyloną linię dachu. 18 calowe felgi z oponami o rozmiarze 225/40 i brylantowy, czerwony lakier to elementy, które naprawdę warto wziąć pod uwagę przy zamawianiu własnej Astry, bo wyglądają naprawdę zacnie.

Nie bez powodu mówi się, że czerwony jest najszybszym kolorem, ale nie przypuszczałem, że aż tak! (to jest już trzecie wrażenie). Trudno było mi znaleźć kogokolwiek, kto byłby w stanie dotrzymać tempa Astrze na krętych, mazurskich drogach. Samochód ma nieprawdopodobne pokłady przyczepności i naprawdę trzeba starać się, by wymusić jakikolwiek poślizg. Mnie udała się jedynie nadsterowność, ale ta nie była poważniejsza od kichnięcia, za to miny kierowców sporo mocniejszych aut, którym kompaktowy Opel bez problemu uciekał w zakrętach były bezcenne. Sam silnik nie jest co prawda aż tak fenomenalnie szybki, co zawieszenie, ale do codziennej jazdy okazuje się być całkowicie wystarczający. Zwłaszcza, że paliwożernością nie grzeszy, za to przyspieszenie do 100 km/h w 8.5 sekundy i prędkość maksymalna na poziomie 215 km/h powinny być wystarczająco satysfakcjonujące.

Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to skrzynia biegów. Nie, nie jest zła. Jest dobrze zestopniowana i co ważniejsze dość precyzyjna, ale tak fantastyczne zawieszenie aż prosi o duet czegoś tak dobrego, jak robot chirurgiczny Da Vinci. Sami więc widzicie, że nie zawsze warto ulegać pierwszemu wrażeniu. W przeciwnym wypadku szybko zarzucilibyście pomysł zakupu naprawdę świetnego samochodu, tylko dlatego, że na „dzień dobry” coś w nim zaśmierdziało. Tymczasem auto robi naprawdę wiele, by do siebie przekonać. Nawet ceną, która wyjściowo wynosi niespełna 73 tysiące złotych.

Jeśli chcielibyście zbudować auto na wzór prezentowanego modelu, musielibyście dodać to powyższej kwoty ponad 33 tysiące złotych, co przekładałoby się na wersję wyposażeniową Elite, okraszoną całą górą wyposażenia dodatkowego. Między innymi nawigacją satelitarną, systemem automatycznego parkowania, całą górą innych systemów jazdy, matrycowymi światłami LED, podgrzewanymi siedzeniami oraz kierownicą, oknem dachowym i tempomatem. Za całość powinniście zapłacić dokładnie 106 250 zł.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Testy5 dni temu

Test – Toyota GT86

Mogłoby się wydawać, że Toyota GT86 to samochód, w którym będziesz mógł zabrać co najwyżej jedną osobę i to co maksymalnie na...

Mitsubishi6 dni temu

TEST – MITSUBISHI ASX 2.2 4WD RALLIART

Jeśli jesteś fanem kultowych marek, o których od jakiegoś czasu wiadomo bardzo niewiele, to Mitsubishi w swoich salonach ma jeszcze...

Mitsubishi4 tygodnie temu

TEST – MITSUBISHI ASX 1.6

Mitsubishi ASX jest na rynku już od 8 lat. To bardzo dużo, zważywszy, że obecnie, producenci w tym czasie zdążyliby...

Opel4 tygodnie temu

TEST – OPEL ASTRA 1.0 TURBO

Bardzo duży, kompaktowy samochód z ekonomicznym, benzynowym silnikiem i rewelacyjnym zawieszeniem za rozsądne pieniądze. Czyżby marzenie „Grażyn” i „Januszy” tak...

Lexus1 miesiąc temu

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się...

Renault1 miesiąc temu

TEST – RENAULT MEGANE GRANDTOUR GT

Topowy, rodzinny kompakt od Renault charakteryzuje się fantastycznym systemem 4Control i ponad 200 konnym silnikiem z turbodoładowaniem. O ile pierwsze jest...

Jeep2 miesiące temu

TEST – JEEP COMPASS 1.4 MULTIAIR

Po niezbyt udanym poprzedniku, Jeep postanowił nie składać broni i zbudował nowy model kompaktowego SUV-a. Aby Compass numer dwa miał...

Hyundai2 miesiące temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Ford2 miesiące temu

Test – Ford Edge Vignale

Ford Edge Vignale to obecnie najdroższy model w gamie amerykańskiego producenta. Kusi ekskluzywnym wykończeniem i wysokiej jakości obsługą serwisową porównywalną...

Audi3 miesiące temu

Porównanie – AUDI A8 50 TDI, BMW 750 LI XDrive I MERCEDES-BENZ S400D 4MATIC LONG

Nie od dziś wszyscy powtarzają, że niemieckie limuzyny można stawiać za wzór. Dzisiaj jednak nie będę sprawdzać prawdziwości tej tezy,...

Najpopularniejsze