Obserwuj nas

Lexus

Test – Lexus GS450h

Wydawałoby się, że próba połączenia luksusowej limuzyny o wysokim komforcie podróżowania, sportowym wyglądzie i umiarkowanym zapotrzebowaniu na paliwo to zadanie karkołomne. Nic bardziej mylnego. Nowy Lexus GS450h jest uosobieniem wszystkich tych cech, a przy tym zapewnia prowadzenie, jakiego pozazdrościłoby mu niejedno auto sportowe.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: V6 Pojemność: 3456 cm3 Moc: 345 KM/6000 obr./min. Moment: 352 Nm/4500 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, bezstopniowa 0-100 km/h: 5.9 s Prędkość max. 250 km/h Masa 1825 kg Cena 363 400 PLN

Sztuka przewidywania tego, co będzie w niedługim czasie, to umiejętność niezwykle ważna i cenna nie tylko w codziennym życiu, ale przede wszystkim biznesie. Doskonałym tego przykładem jest Lexus, który już dawno zrezygnował z inwestowania w jednostki wysokoprężne, a skupił się na technologii hybrydowej łączącej jednostkę benzynową i silniki elektryczne, widząc w tym rozwiązaniu przyszłość. Efekt? Podczas, gdy inni producenci zmagają się z problemami awaryjności filtrów cząstek stałych, wtryskiwaczy czy odczuwają skutki ostatniej afery związanej z fałszowaniem norm emisji spalin, japońska marka jest w doskonałej kondycji. Na tyle, że postanowili nieco zaszaleć wraz z faceliftingiem i dodać pikanterii będącemu przedmiotem testu – modelowi GS.

Gusta w tym przypadku są oczywiście podzielone, ale wybierając testowaną wersję wyposażenia F-Sport zdecydowanie nikt nie zarzuci Wam, że jeździcie nudnym samochodem. To auto z gatunku tych, co przyciągają wzrok jak magnes, nawet gdy stoją. Chcąc nie być gołosłowny postanowiłem przeprowadzić mały test i zostawiłem Lexusa na umowną, warszawską chwilę na jednej z bardziej ruchliwych ulic, w okolicy Ronda ONZ, gdzie co dzień przewija się tysiące osób, a sam mając na niego oko, udałem się na kawę. I wiecie co? Praktycznie nie było osoby, która choćby na sekundę nie podniosła na niego wzroku. A czy wyobrażacie sobie, że w podobny sposób przechodnie reagują na nudne, korporacyjne w głównej mierze, konkurencyjne limuzyny klasy premium?

Oczywiście, że nie, bo i sam Lexus je wręcz pożera swoją potężnych rozmiarów osłoną chłodnicy, która zewsząd została otoczona ostrymi liniami i zestawem świateł na wzór skośnych oczu wściekłego samuraja. Nie zapominając przy tym o dość sporych rozmiarów, 19-calowych felgach aluminiowych obutych w niskoprofilowe opony oraz mrocznym, czarnym kolorze, który w tylnej części nadwozia rozjaśniają przezroczyste lampy wykonane w technologii LED.

Mile zaskakuje również wnętrze pojazdu. Za sprawą dobrze wyprofilowanych foteli, sporych, aczkolwiek odpowiednich rozmiarów kierownicy i wysoko poprowadzonego tunelu środkowego od pierwszych chwili czujemy się tu dobrze. Tym bardziej, że materiały są dobrej jakości i trudno doszukać się tu jakichś niedociągnięć, zarówno jeśli chodzi o spasowanie czy zaniedbania w wykończeniu. Eleganckim akcentem we wnętrzu przypominającym, że nie jest to jednak typowo sportowa limuzyna, ale przede wszystkim auto reprezentacyjne, świadczy umiejscowiony klasycznie na środku analogowy zegarek. Ponadto przyglądając się bliżej konsoli środkowej dostrzeżemy również system audio od firmy Mark Levinson, któremu zdecydowanie należy poświęcić osobny akapit.

W połączeniu ze znakomitym wyciszeniem i przytulnym wnętrzem GS-a, słynny zestaw renomowanej firmy zdaje tu perfekcyjnie egzamin i dostarcza niepowtarzalnych doznań. Niezależnie od tego, czy słuchacie muzyki popularnej, klasycznej, hip-hopu czy jazzu, czystość dźwięku potrafi zwalić z nóg. Tym bardziej, że im głośniej, tym efekt jest jeszcze bardziej odczuwalny. Ograniczeniem jest jedynie granica wytrzymałości naszego słuchu oraz poszczególnych elementów wnętrza, które choć nie odpadają, to uwydatniają wibracje panujące we wnętrzu pojazdu.

Nim przejdę do właściwości jezdnych, to słowa uznania należą się jeszcze Lexusowi za przywiązanie dużej uwagi do komfortu podróżujących, który zapewniają wygodne, elektrycznie regulowane fotele w 16-kierunkach dla kierowcy oraz 10-kierunkach dla pasażera z osobnymi ustawieniami podparcia lędźwiowego. Mnogość ustawień sprawia, że każdy, niezależnie od wzrostu i indywidualnych upodobań, znajdzie odpowiednią dla siebie pozycję. W lato pomoże nam również standardowo montowana dla tej wersji wentylacja przednich siedzeń.

To, co jednak najbardziej nas interesuje w przypadku tego auta, to przede wszystkim niecodzienny zespół napędowy. Lexus GS450h został wyposażony w 3.5-litrową jednostkę V6, która wraz z silnikiem elektrycznym wytwarza łączną moc wynoszącą 345 koni mechanicznych. Przy stosunkowo niewielkiej masie własnej na poziomie 1825 kilogramów rozpędza się do 100 km/h w zaledwie 5.9 sekundy. Nie przeszkadza tutaj również zastosowanie przekładni bezstopniowej, która po latach testów została przez inżynierów Lexusa dopracowana do perfekcji. Przyśpieszenie za każdym razem jest płynne i odbywa się bez znacząco odczuwalnych szarpnięć, a sama skrzynia zmienia biegi z szybkością porównywalną do modeli wyposażonych w tradycyjną przekładnie. Niezależnie od prędkości, otrzymujemy taką samą reakcję na gaz, aż do ograniczonej elektronicznie, prędkości maksymalnej wynoszącej 250 km/h.

Cała zabawa jednak się zaczyna wraz z nadejściem pierwszego zakrętu. Okazuje się wtedy, że ta sporych rozmiarów limuzyna w ciasnych łukach potrafi się poruszać, jak prawdziwe auto sportowe. Nie dziwi więc, że każdy kolejny zakręt to chęć przesunięcia granicy zdrowego rozsądku i próba zrozumienia, co takiego japońscy takumi wymyślili, że tylnonapędowe auto wgryza się w zakręty niczym przyklejone. Otóż sekret tkwi w systemie czterech kół skrętnych, które wspomagają nasze manewry i również skręcają o kilka stopni wraz z kołami przednimi. Rozwiązanie znane z innych modeli, jak chociażby nieprodukowanej już Hondy Prelude czy Renault Laguna, ale jednak to w połączeniu z napędem na tył daje najwięcej frajdy z prowadzenia i najbardziej zaskakuje. No i pomaga w mieście, kiedy przy niższych prędkość koła skręcają w przeciwną stronę i ułatwiają manewry parkowania.

Wspomniałem też na początku, że Lexus jak żadne inne znane mi auto, w fantastyczny sposób łączy komfort podróżowania ze sportowym pazurem. Zmiany te najłatwiej zaobserwować, kiedy żonglujemy pomiędzy poszczególnymi trybami. I tak znajdując się w neutralnym trybie Comfort, zawieszenie w doskonały sposób wybiera nierówności, a napęd stara się pracować głównie w trybie elektrycznym, zapewniając przy tym odpowiednią dynamikę. W momencie jednak, kiedy przełączymy się na tryb Sport lub Sport+ zawieszenie zostaję utwardzone, układ kierowniczy staję się bardziej precyzyjny i stawia pożądany opór, a reakcja na gaz wyostrza. W najwyższym trybie nie ma mowy również o półśrodkach, dlatego do dyspozycji kierowcy cały czas jest oddana pełna moc pojazdu.

Pozostaje zatem najważniejsze pytanie. Czy Lexus GS450h to auto perfekcyjne w pełnym tego słowa znaczeniu? Tutaj bym się poniekąd sprzeczał, bo co do ergonomii nie można mieć zastrzeżeń, to już co do funkcjonowania systemu multimedialnego i bardzo czułej myszki/touchpada, która utrudnia nam jego obsługiwanie już tak. Ma się również wrażenie, że sam system jest nieco archaiczny na tle konkurentów. Na szczęście są to wady z którymi można żyć, a z czasem się nawet przyzwyczaić. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na spalanie, które choć od deklarowanych 5,9 litra/100km przez producenta, wzrosło do średniej z testu na poziomie 8 litrów, to jest to w pełni akceptowalny wynik. Zwłaszcza, że podobne rezultaty osiągają samochody z silnikiem diesla oferowane przez konkurencję, a jednak jak to mówią: benzyna to benzyna, nawet jeśli jest wspomagana silnikiem elektrycznym.

Ceny Lexuas GS450h za wersję podstawową rozpoczynają się od 275 000 złotych, ale decydując się na prezentowaną wersję wyposażenia F-Sport kwota ta wzrasta do 352 700 złotych. Może się to wydawać dużo, ale gdy spojrzymy na listę wyposażenia okazuje się, że na tle niemieckich konkurentów auto wypada tak samo, jak nie lepiej. Za te pieniądze otrzymujemy pełen wachlarz systemów bezpieczeństwa i wspomagających kierowcę, jak asystent utrzymania pasa ruchu z korektą toru jazdy, aktywny tempomat działający niezależnie od prędkości czy radar odczytujący limity prędkości. Do tego dochodzi szereg udogodnień na tle których wyróżniają się elektrycznie regulowane fotele z funkcją pamięci, podgrzewania i wentylacji oraz rozbudowany system multimedialny wraz z nawigacją. Jedyna opcja, której brakuje przy tej wersji, a która jest warta każdych pieniędzy, to wspomniany system audio od Mark Levinson za 5800 złotych. Osobiście gdybym miał wolne około 360 tysięcy złotych, jeśli doliczyć lakier metalik, nie wahałbym się ani chwili.

Maciej Jajszczak

 

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

Lexus

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się coraz więcej, jednak z czasem, te zostały wyparte przez samochody z systemem Plug-In. Czy w takim wypadku, jedyna tradycyjna hybryda w postaci Lexusa RX450h ma jeszcze jakiś sens? 

Silnik: V6 Pojemność: 3456 cm3 Moc: 313 KM/6000 obr./min. Moment: 474 Nm/4600 obr./min. Skrzynia biegów: Bezstopniowa 0-100 km/h: 7.7 s Prędkość max. 200 km/h Masa 2100 kg Cena 307 500 PLN

Jeśli masz mniej, niż 20 lat, to najprawdopodobniej ten artykuł będzie dla ciebie prawdziwą lekcją historii. Zanim jednak od niej zacznę, dodam, że właściwie to nie potrafię wyobrażać sobie, żebyś nie miał pojęcia, czym jest Snake. Mimo, iż logika nakazuje być ostrożniejsza w stawianiu takich wniosków, to nie umiem wyimaginować sobie sytuacji, kiedy pytam kogoś: „grałeś w węża?” i w odpowiedzi dostaję kręcenie głową z pytaniem „a co to?”.

Trzeba pamiętać, że ta gra zawdzięcza swoje istnienie telefonom marki Nokia. Tak, to dokładnie ta firma, od pancernych cegieł z modelami 3210 oraz 3310 (z końca lat 90. XX wieku) na czele, o których mówi cały świat memów. Lata mijały, a telefony zmieniały się tylko o tyle, ile musiały. Pojawiły się kolorowe wyświetlacze, sieć 3G, aparaty fotograficzne, czy system operacyjny Symbian, jednak marka nie wyróżniała się niczym na tle coraz to większej konkurencji. Efektem tego był rok 2009, czyli pierwszy, w którym marka zaczęła odnosić stratę. Powody były dwa. Pierwszym był debiut pierwszego iPhone-a w 2007 r. Drugim, pojawienie się rok później systemu operacyjnego Android.

Jaka była odpowiedź fińskiej marki? W 2011 r, kierownictwo nawiązało współpracę z Microsoftem, wypierając Symbiana na rzecz systemu Windows Mobile. Zmiany, dla potencjalnych klientów, nie były żadnym argumentem przemawiającym za zakupem nowego telefonu z Espoo, przez co rok później marka przestała być największym producentem aparatów komórkowych na świecie, a w 2013 roku Nokia zostaje wykupiona przez Microsoft. Zastanawiacie się, czemu największy komórkowy gigant trafił do lamusa? Powodem jest „przespanie boomu” na smartfony oraz szereg złych decyzji biznesowych.

Oczywiście nie da się tego powiedzieć na temat Lexusa, chociaż z drugiej strony nie sposób nie odnieść wrażenia, że Japończycy zdecydowanie przespali pewien etap tego typu konstrukcji. W 2005 roku, kiedy to debiutował pierwszy SUV napędzany silnikiem elektrycznym i spalinowym (czyli Lexus RX400h), mieszana hybryda była przyszłością oraz znakiem nadchodzących czasów. I rzeczywiście tak było. Z biegiem lat, na świecie zaczęło przybywać samochodów z „dwoma sercami”. Teraz, 13 lat po debiucie, praktycznie każdy producent SUV-ów na rynku musi mieć w ofercie auto z tego typu napędem. Sęk w tym, że wszyscy inni sprzedają hybrydy typu Plug-in, a rozwiązania znanego z Lexusa nie znajdziesz już nigdzie indziej, poza RX450h.

Czy to źle? Jeśli pominiesz fakt, że przez pierwsze 30-40 km od naładowania akumulatorów, nie będziesz mógł jeździć wyłącznie na prądzie, a średnie zużycie paliwa będzie o około litr wyższe, niż w np. konkurencyjnym Volvo XC90 T8, to raczej nie. Średnie spalanie w RX450h w trasie to niespełna 8 litrów na 100 km, jednak najniższy odnotowany wynik nieznacznie przekraczał 7. Nie są to może wartości, od których dostaniesz oczopląsu, jednak musisz pamiętać, że pod maską jest 3,5 litrowe, wolnossące V6.

Samo w sobie produkuje 263 KM i 335 Nm momentu obrotowego, ale w połączeniu z silnikiem elektrycznym, zespół wyciska z siebie 313 KM oraz 474 Nm. Sprint do 100 km/h? To nie powinno trwać dłużej, niż 8 sekund, ale prędkość maksymalna to równo 200 km/h. Liczyłeś na więcej? Cóż, samochód waży 2,1 tony, zaś możliwości autostradowe, ograniczone są przez zespół hybrydowy. W praktyce i tak będziesz zadowolony, bo auto z entuzjazmem podchodzi do rozpędzania się, a słuchanie brzmienia silnika V6, to coś, czemu z przyjemnością będziesz się oddawać. To tak samo mocna karta RX-a, co nagłośnienie od Marks&Levinsona, które brzmi wspaniale.

A skoro jesteśmy już w środku, warto też wspomnieć o wygodnych siedzeniach, wyściełanych miękką skórą, w których jazda jest prawdziwą przyjemnością. Z resztą widać, że nie szczędzono tu krów, bo szlachetnym materiałem pokryto też boczki drzwiowe oraz dużą część deski rozdzielczej. Na tym nie koniec, bo znajdziesz tu również drewno, którym wyłożono tunel środkowy. Fakt, nie jest to dużo. Zdecydowanie więcej znajdziesz srebrzystych wstawek, które co prawda ładnie wyglądają, jednak pod palcami zbyt mocno „smakują” plastikiem. Rozczarowany? Podgrzewanie kierownicy, bezgranicznie nieocenione zimą (zwłaszcza, kiedy na mrozie myjesz, czy fotografujesz samochód), działa wyłącznie tam, gdzie powinieneś trzymać ręce, a i tam nie urzeka skutecznością. W zasadzie to równie dobrze mógłbyś sam sobie chuchać w dłonie.

RX450h nie tylko tutaj rozczarowuje. Pomimo napędu na obie osie, auto, na śniegu, okazuje się być potwornie podsterowne. Zapomnij o jakiejkolwiek zabawie, zarzucaniu tyłem i tym podobnych rozrywkach. Odnosiłem wrażenie, jakby tylna oś nie miała nic wspólnego z układem napędowym. Problem jednak okazuje się być poważniejszy, bo przednia oś nie umie utrzymać się w ryzach nawet na suchym asfalcie i jak na moje oko, problem nie leży wyłącznie w oponach Yokohama, w rozmiarze 235/55R20. Ktoś oczywiście zaraz powie: „przecież zawieszenie w Lexusach mają komfortowe nastawy (z wyjątkiem wersji F Sport), więc nie wymagaj od nich wyścigowego prowadzenia!”. Owszem, nie wymagam, ale np. równie komfortowy Mercedes prowadzi się znacznie lepiej. Nawet pomimo tego, iż musisz zaakceptować układ kierowniczy, który działa z podobnym opóźnieniem, co w Lexusie. Nie jest to jeszcze nic złego. Nadal nie mogę zapomnieć, jak koszmarną reakcję na ruch kierownicą zaoferowało Audi w Q7.

Z resztą, jeśli chcesz mieć fajnie prowadzącego się SUV-a, który potrafi niewiele palić i jest Lexusem RX450h, to zjedź szczebel niżej w tabelce wersji wyposażeniowych i wybierz odmianę F Sport. Ten ma sztywniejsze zawieszenie oraz bardziej bezpośredni układ kierowniczy. Ponadto, jeśli może to być argumentem, również ciekawsze zegary. I jeszcze jedno. Hybrydowy RX450h jest też ciekawszą propozycją od benzynowego RX300, do niedawna znanego pod nazwą RX200t, bo jest szybszy i pali mniej. Jeśli więc chcesz mieć takiego, musisz przygotować co najmniej 307,5 tysiące złotych. Prezentowany samochód, w wersji Prestige z lakierem metallic oraz pakietem Exclusive to wydatek 428 100 zł.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Lexus

TEST – LEXUS GS200T

Jeśli mam być szczery, to przed testem Lexusa GS200t, moje podejście do auta nie miało nic wspólnego z entuzjazmem. Wszystko przez to, że jeździłem już każdym innym modelem japońskiego producenta, gdzie występowała ta jednostka i byłem nią szczerze rozczarowany. Tymczasem tutaj, 2 litrowa turbo-benzyna wydaje się wręcz stworzona do napędzania GS-a. 

Silnik: R4 Pojemność: 1998 cm3 Moc: 245 KM/5800 obr./min. Moment: 350 Nm/1650-4400 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, ośmiobiegowa 0-100 km/h: 7.3 s Prędkość max. 230 km/h Masa 1665 kg Cena 199 600 PLN

Jednym z najbardziej istotnych elementów każdej marki jest rozpoznawalność. W czasach, kiedy na dobrą sprawę wszystko jest zunifikowane i właściwie identyczne, indywidualizm jest ostatnią rzeczą, która pozwala producentom wyróżnić się na tle rywali, czy bliźniaczych konstrukcji. Co dziwne, nie wszyscy są w stanie to zrozumieć, dlatego też Toyota GT86 i Subaru BRZ wyglądają na tyle podobnie, że — jeśli zasłonić loga — odróżni je od siebie tylko prawdziwy koneser japońskiej motoryzacji.

Nie wszyscy producenci z „Kraju kwitnącej wiśni” mają z tym problem, bo nie sposób pomylić np. Nissana Qashqaia, Quashkaia, Qaszkieta, czy po prostu Kaszkaja z Renault Kadjarem, który moim zdaniem, stylizacyjnie wyprzedza Japończyka o całe lata świetlne. To, czemu Francuzi zawdzięczają sukces (przynajmniej biorąc pod uwagę wygląd), to charakterystyczne elementy, jak np. wielkie logo, czy światła LED albo to mocno wyciągnięte do dołu, w zderzak, albo praktycznie łączące się ze sobą z tyłu. Inni producenci świetnie to rozumieją, dlatego próbują za wszelką cenę poszukać swoich wyjątkowych wyróżników. Audi ma wielki grill Single Frame, Volvo światła LED, tzw. „Młoty Thora” a Maserati potrójne nerki w błotnikach.

Czasami producenci ze swoimi wyróżnikami są źle rozumowani, a tego najlepszym przykładem jest Skoda. Kogo bym nie zapytał, to odpowiedział mi, że ta marka ma w logo kurę albo kalafiora. Całkiem niedawno, czeski producent zrobił w internecie kampanię przedstawiającą, co tak naprawdę oznacza jego logo, jednak z perspektywy czasu nie zmieniło to praktycznie nic. Obawiam się, że z podobnym problemem będzie borykać się Lexus. Dlaczego?

Odkąd testuję Lexusy, niemal zawsze pisałem coś na temat przodu tych aut. Na początku wyjaśniam, że grill ma przypominać klepsydrę. Po co? Przypuszczam, że tego nie wie nawet osoba, która zaprojektowała tę atrapę chłodnicy, jednak za każdym razem, kiedy tylko pomyślę o niej, jedyne skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, to paszcza Predatora. To samo światła dzienne. Z założenia mają symbolizować groty strzał, jednak moim zdaniem to Nike musiał maczać w tym palce.

Czytaj dalej

Lexus

Test – Lexus IS200T

Jeśli nie możesz sobie wyobrazić tego, jak mógłby wyglądać obecny Lexus IS F, popatrz na IS200t z pakietem F Sport. Zmień końcówki wydechu, dodaj pokaźniejsze tarcze hamulcowe, lekko uwydatnij przednie błotniki i voilà! A i bez tego wszystkiego auto w tylnym lusterku potrafi wzbudzi przerażenie.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: R4 Pojemność: 1998 cm3 Moc: 245 KM/5800 obr./min. Moment: 350 Nm/1650-4400 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, ośmiobiegowa 0-100 km/h: 7.0 s Prędkość max. 230 km/h Masa 1680 kg Cena 162 900 PLN

Lexus IS F był prawdziwą niespodzianką dla miłośników marki, czy w ogóle szybkich samochodów. Dlaczego? Do momentu premiery, japoński producent był kojarzony z nudnymi limuzynami, które niewiele robiły sobie z mocą, jaką potrafiły wykrzesać silniki pod ich maskami. Nie wspomnę tu nawet o prowadzeniu, bo te, poza tym, że w ogóle było, nie zasługiwało na większą uwagę. Te samochody przede wszystkim miały zapewnić komfort. No w sumie to jedynym wyjątkiem byłby pierwszy IS, którego ochrzczono mianem japońskiego BMW serii 3. Ten jednak nie oferował niczego na miarę topowego M.

Aż wreszcie przyszedł rok 2007, kiedy to podczas targów w Detroit zaprezentowano katanę na niemiecką trójcę. Do stosunkowo niewielkiego, czterodrzwiowego nadwozia wciśnięto wolnossący, pięciolitrowy silnik o mocy 423 KM i momencie obrotowym równym 505 Nm. Taki zestaw wprawiał w ruch tylne koła, przerzucając auto przez granicę 100 km/h w niespełna 5 sekund. Prędkość maksymalna? Niczym niezmącone 270 km/h. I żeby nie było, że IS F był w stanie dogonić Niemców wyłącznie na prostej, tylko dlatego, że nie miał założonego elektrokagańca. W zakrętach można było polegać nie tylko na fantastycznym podwoziu i odpowiednio szerokich oponach, ale również na zaawansowanej elektronice, odpowiadającej nie tylko za utrzymanie samochodu w torze jazdy, ale również za jak najszybsze pokonanie zakrętów.

I wszystko byłoby naprawdę wspaniałe, gdyby nie to, że zapewne zastanawiacie się, o jakim samochodzie miałem tak naprawdę pisać. IS F-a zaprzestano produkować po siedmiu latach, a niewiele później zaprezentowano jego następcę, dwudrzwionego RC F-a. Nie. Wcale nie chodzi mi o to, że RC F nie jest ciekawy, bo auto mi się podoba pod pewnym warunkiem. Nie jest wyposażony w pakiet Carbon. Ja z kolei mam pewien niedosyt, bo bardzo chętnie zobaczyłbym nową generację IS F-a. Zwłaszcza, że po liftingowemu IS-owi z pakietem F-Sport naprawdę bardzo niewiele brakuje do tego, by wyglądać odpowiednio. A już na pewno w płomiennej czerwieni.

Przede wszystkim zwróćcie uwagę na przód IS-a. Klepsydra, czy też jak kto woli, paszcza predatora, stała się jeszcze bardziej wyrazista i z jeszcze większą łatwością wyprasza towarzystwo z lewego pasa. Nie wykluczone, że niemała w tym zasługa również bardzo zadziornych, pionowych wlotów powietrza po bokach zderzaka, bądź reflektorów, które naprawdę zjawiskowo prezentują się po zmroku. Z resztą to z tyłu również wygląda bardzo interesująco za sprawą potrójnych, nakładających się na siebie LED-ów w kształcie litery „L”. Pomiędzy nimi uwagę przykuwają kute felgi o rozmiarze 19 cali oraz progi, zawijające się do góry przy tylnych kołach.

W środku trudno o bardziej sportowy klimat. Kierowca jest ciasno obudowany wysokim tunelem środkowym i masywną deską rozdzielczą, a za nieszczególnie dużą i świetnie trzymającą się w dłoniach kierownicą macie absolutnie najfajniejszy zestaw zegarów, jaki możecie znaleźć w tej klasie. Bo w sumie trudno o coś lepszego, co praktycznie jest żywcem wyciągniętego z Lexusa LFA. Co prawda tutaj obrotomierz jest wyskalowany do 7 tysięcy obrotów, a wskazówka nie wspina się na czerwone pole z takim impetem, jak przy epickiej V10, ale ten zegar potrafi się przesuwać! No i wygląda dokładnie jak w LFA! I uwielbiam go ze wszech miar! Nie ma w tym samochodzie niczego lepszego, choć fotel naprawdę fajnie trzyma ciało w zakrętach, a nić pięknie odcina się bielą na wszechobecnych połaciach czerni. Sam lifting też wiele tu zmienił. Znajdziecie lepszej jakości listwy wykończeniowe, a większy ekran nawigacji oczarowuje rozdzielczością.

Oczarowanie nie opuści Was jeszcze na długo. Jeśli postanowicie zacząć jazdę od krętego odcinka za miastem. IS200t fantastycznie układa się do zakrętów, sprawiając wrażenie niebywale zwartego. Szkoda tylko, że opony zimowe Bridgestone nie dorównują możliwościom zawieszenia, wpędzając auto w raptowną podsterowność, a układ kierowniczy stał się lekko kluchowaty. W sumie to nie miałbym nic przeciwko, gdyby kierownica kręciła się z trochę większym luzem i szybciej zlecała komendy przedniej osi. Tak samo, jak bardzo chętnie widziałbym tu znacznie bardziej żywiołową skrzynię biegów, bo ta w standardowym ustawieniu jest szybka jak pędzący z prędkością maksymalną walec drogowy.

Poważnie. Skrzynia jest tak powolna, że na autostradzie najlepiej jest jechać w trybie sportowym. No, chyba, że ogarniasz przerzucanie łopatkami ośmiu biegów. Wtedy te okażą się być nawet na coś przydatne. Być może to właśnie przez przekładnię, Lexus IS200t rozpędza się do 100 km/h w 7 sekund (dla porównania BMW 330i robi to samo w mniej, niż 6). Prędkość maksymalna? 230 km/h, czyli mniej, niż oferuje konkurencja. Zużycie paliwa? Jeśli nieszczególnie cię ono obchodzi, to na pewno możesz zapomnieć o wyniku poniżej 12 litrów na setkę, co oznacza, że Lexus też więcej pali od swoich rywali. Czy w takim razie Lexus naprawdę nie ma żadnych dobrych stron? Ma. Przede wszystkim jest tu trochę charakteru, bo auto lubi zamiatać biodrami (zwłaszcza na mokrej nawierzchni), no i mimo mizernego przyspieszenia do setki, dość szybko osiąga 200 km/h i więcej.

Trudno jednak przy wyborze IS200t kierować się wyłącznie rozumem i chłodną kalkulacją, bo poza zachwycającym designem oraz śmiałym nawiązywaniem do najlepszego Lexusa w historii, nie znajdziecie tu zbyt wiele ostatnich krzyków innowacji. Fakt, wyposażenie jest tu przebogate, ale ciągle brakuje mi rozbudowanego asystenta świateł drogowych. No bo w sumie to po co mi taki, działający na zasadzie „włącz-wyłącz”, skoro sam mogę być przynajmniej równie skuteczny? W dodatku snop światła dość słabo doświetla to, co znajduje się powyżej linii oczu. Szkoda, że Lexus nie zdecydował się na bardziej wydajne rozwiązanie, które jest bezpieczniejsze przy szybkiej jeździe autostradą po zmroku.

Mimo wszystko i tak bardzo chętnie zainteresowałbym się Lexusem IS200t. Cena? Katalogowo to co najmniej 163 tysiące złotych, ale w promocji możecie dorwać auto już za 30 tysięcy zł mniej. Prezentowany model, z pakietem F Sport, lakierem metallic i skórzanymi siedzeniami to wydatek 191 400 zł. Jak za możliwie maksymalnie wyposażone auto, cena wydaje się być całkiem atrakcyjna.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Lexus6 dni temu

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się...

Renault6 dni temu

TEST – RENAULT MEGANE GRANDTOUR GT

Topowy, rodzinny kompakt od Renault charakteryzuje się fantastycznym systemem 4Control i ponad 200 konnym silnikiem z turbodoładowaniem. O ile pierwsze jest...

Jeep3 tygodnie temu

TEST – JEEP COMPASS 1.4 MULTIAIR

Po niezbyt udanym poprzedniku, Jeep postanowił nie składać broni i zbudował nowy model kompaktowego SUV-a. Aby Compass numer dwa miał...

Hyundai4 tygodnie temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Ford1 miesiąc temu

Test – Ford Edge Vignale

Ford Edge Vignale to obecnie najdroższy model w gamie amerykańskiego producenta. Kusi ekskluzywnym wykończeniem i wysokiej jakości obsługą serwisową porównywalną...

Audi1 miesiąc temu

Porównanie – AUDI A8 50 TDI, BMW 750 LI XDrive I MERCEDES-BENZ S400D 4MATIC LONG

Nie od dziś wszyscy powtarzają, że niemieckie limuzyny można stawiać za wzór. Dzisiaj jednak nie będę sprawdzać prawdziwości tej tezy,...

Testy2 miesiące temu

TEST – VOLVO V40 CROSS COUNTRY T5

Coraz częściej zdarza się, że face lifting danego samochodu jest okazją do zmienienia nie tylko kilku detali z zewnątrz czy...

DS2 miesiące temu

TEST – DS 4 BLUEHDI 180

To, że moc wcale nie musi iść w parze ze sportem, to wiemy nie od dziś. Nie wszędzie jednak jest...

Peugeot2 miesiące temu

TEST – PEUGEOT 2008 1.2 PURETECH

Peugeot 2008 to w koncernie PSA, bardziej elegancka wizja miejskiego crossovera. Nie sposób nie odnieść też wrażenia, że najbardziej wszechstronnie...

Testy2 miesiące temu

Test – 60 tysięcy kilometrów z Volvo XC90

Producenci samochodów hybrydowych przyzwyczaili nas do tego, że tego typu auta nie tylko pozwalają zachować pieniądze w portfelu, ale też...

Najpopularniejsze