Obserwuj nas

Ferrari

Test – Ferrari 458 Italia

Amore mio!

[dropcap size=small]T[/dropcap]en samochód jest tak dobry, że nie ma w słowniku języka polskiego odpowiedniego słowa, które wyraziłoby jego wspaniałość, czy też mój stosunek do marki Ferrari. Zapraszam Was na historię pewnego sobotniego popołudnia.

[divider]Specyfikacja[/divider]Silnik: V8 Pojemność: 4499 cm3 Moc: 570 KM/9000 obr./min. Moment: 540 Nm/6000 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa 0-100 km/h: 3.4 s Prędkość max. 325 km/h Masa 1380 kg Cena 1 026 141 PLN

 

Chyba nikt z Was nie lubi pracujących sobót. Ja również za nimi nie przepadam, choćby z tego powodu, iż najczęściej wymuszają u mnie korzystanie z komunikacji miejskiej, która – jak wszyscy wiemy – w tym czasie jest okrojona do absolutnego minimum. Bo przecież ludzie albo wyjechali do swoich miejscowości, albo siedzą w domu, bądź po prostu jadą do centrów handlowych, dlatego też okrojenie linii do autobusu porannego i wieczornego zdaje się być bardzo sensownym rozwiązaniem. Jeśli więc czytasz ten artykuł i jesteś pracownikiem ZTM-u, bądź innego tworu zajmującego się komunikacją miejską, to wiedz, że tak nie jest.

Całe szczęście tego dnia unikałem wszelkich kontaktów z autobusami, pociągami, tramwajami, czy metrem, jak to było tylko możliwe, co nie zmienia faktu, że trochę mogłem się poczuć, jakbym z tego typu transportu korzystał. Dlaczego? Bo przesiadek na trasie Legionowo – Kraków miałem bez liku. Pierwsza miała miejsce na Warszawskim Ursynowie, gdzie z mojej Alfy Romeo przesiadłem się do SEAT-a Leona, którego kolejny test miał pokazać jak bardzo oszczędnie można pokonać odległość między dwoma największymi miastami w Polsce. Podróż była długa i przypominała jazdę pociągiem podmiejskim, zatrzymującym się na każdej stacji. Z resztą tekst możecie przeczytać na naszej stronie internetowej. Po dojechaniu do grodu Kraka, czyli po blisko 5, czy 6 godzinach przyszła pora na spotkanie z wyjątkowym jegomościem.

Gdybym zapytał Was jaki jest najszybszy sportowy samochód świata, zawołalibyście wszyscy chórem Bugatti Veyron, bądź Hennessey Venom, albo Koenigsegg Agera R, ale jeślibym poprosił o podanie marki najlepszych samochodów sportowych tego globu, jedyną słuszną odpowiedzią byłoby Ferrari. Bez względu na to jaką passę miał producent z Modeny. Dla takich ludzi jak ja zobaczenie auta z Cavallino Rampante w logo jest ważniejszą rzeczą od prywatnej audiencji u Papieża, zaś zajęcie miejsca w środku jest jak odwiedzenie przez muzułmanów Mekki i Medyny – to po prostu furtka do spełnienia i gwarantowanego miejsca w raju.

STRONY: 1 2 3 4

Strony: 1 2 3 4

Czytaj dalej
Reklama
Komentarze

Ferrari

Test – Ferrari Testarossa

Logika nakazuje, by kupować wyłącznie to, w czym czujemy się dobrze i komfortowo. Nie od dziś wiem, że nie wszystkie moje zakupy mają cokolwiek wspólnego z logiką, ponieważ jej miejsce z reguły zajmuje serce. Szczególnie może to się tyczyć motoryzacji, czego efektem są późniejsze problemy. Co więc należy wiedzieć, zanim zakupisz Ferrari Testarossę?

[divider]Specyfikacja[/divider] Silnik: V12 Pojemność: 4973 cm3 Moc: 390 KM/5750 obr./min. Moment: 480 Nm/4500 obr./min. Skrzynia biegów: Manualna, pięciobiegowa 0-100 km/h: 5.3 s Prędkość max. 295 km/h Masa 1506 kg Cena 12 572 350 PLN (w 1985 roku)

To nie będzie tekst dla każdego. Raczej skieruję go do tej części z Was, która jest w stanie pogodzić się z nawet daleko idącymi ustępstwami, jeśli tylko znajdziecie coś naprawdę interesującego. Co? Najłatwiej zobrazować to za pomocą odzieży, choć właściwie jak się chce, to można podciągnąć problem pod każdą inną rzecz, którą kupujecie, tylko dlatego, że Wam się podoba. Nie wiem jak Wy, ale ja mam tak, że jak zapragnę mieć coś, na co mnie zwyczajnie stać, to jestem w stanie w parę godzin objechać całą Warszawę. Poważnie. W swojej garderobie mam koszulkę, za którą przeleciałem kilka największych galerii handlowych w Warszawie, a ostatecznie zakupiłem ją w małym centrum handlowym na Bródnie.

Nie wystarczająco dziwne? Macie rację, ale co powiecie, kiedy jesteście skłonni kupić mniejszą rzecz, tylko dlatego, że nie jest dostępna w Waszym rozmiarze? Nie chodzi mi o bluzki, koszule, czy spodnie, bo sam tak czasami robię, jeśli chcę się zmotywować do odchudzania, ale co, jeśli chcecie wziąć sobie mniejsze buty, tylko dlatego, że nie ma innych rozmiarów? Muszę Wam przyznać ze wstydem, że sam tak zrobiłem. Różnica nie była duża. Nie większa, niż pół numeru, ale wierzcie mi, że trudno jest znieść w tym obuwiu cały dzień. Jakiś czas temu oprowadzałem po Warszawie moich znajomych ze Słowacji i pod koniec dnia miałem ochotę cisnąć butami do najbliższego kosza na śmieci zarzekając się, że nigdy więcej nie zrobiłbym tak głupiego zakupu.

Najwidoczniej skłamałbym, bo obecnie na mojej liście zakupowej znajdują się przynajmniej trzy auta, o co najmniej rozmiar za małe dla mnie (wiem, bo już się do nich przymierzyłem). Pierwszym z nich jest Lotus Esprit. Drugim Morgan 3 Wheeler, zaś numerem trzy jest Ferrari Testarossa, do którego pałałem afektem od najmłodszych lat i chętnie widziałbym go w swoim garażu w jednym z trzech kolorów — czarnym, żółtym albo białym. Takiego, jakiego miał Sonny Crockett z Miami Vice. Jeśli sami poszukujecie supersamochodu spod znaku czarnego konia, a jeszcze nie mieliście przyjemności pocierpieć za jego kierownicą, to bądźcie przygotowani na to, że po pierwsze: musicie ćwiczyć nogi i ogólną sprawność fizyczną, bo tego będzie od Was wymagało auto. Dobrze też nie błaźnić się przed śliniącą się na widok Testarossy gawiedzią wysiadając z auta na czworaka.

Zanim jednak wyjdziecie z Testy, musicie tam wejść, co też nie jest takie łatwe. Pamiętajcie również, że to Ferrari pochodzi z czasów, kiedy nikt nie myślał o wspomaganiu kierownicy w samochodzie sportowym (wyjątkiem jest tu chyba właściwie tylko Porsche), dlatego aby życie z tym autem miało jakąkolwiek rację bytu, wolant musi mieć rozmiary Plutona. Jeśli jesteście w stanie spełnić warunek szczupłości, by kręcąc nią nie odparzyć sobie nóg, musicie też przejść znacznie trudniejszy, niezależny już od Was egzamin. Wzrostu. Niby można powiedzieć, że ciasnota w samochodzie sportowym jest czymś oczywistym. Nawet nowa Mazda MX-5 oferuje tyle miejsca, że czułem się w niej, jak w skórzanym kondomie, inaczej zwanym kombinezonem motocyklowym.

W Testarossie było mi już trochę ciaśniej. O jakieś 2 centymetry za ciasno nad głową. 2 centymetry (przy moich 187), które mogłyby sprawić, że idealnie pasowałbym do jednego z moich samochodów marzeń, bo z nogą zakleszczoną pomiędzy kierownicą, a dźwignią zmiany biegów jeszcze coś można zrobić. Odchudzić na przykład, bo amputacja raczej nie wchodziłaby w grę, choćby z powodu możliwości muskania pedału mocy i arii granej na 12 cylindrów, której decybelomierz z entuzjazmem hasa sobie po skali. A żeby nie było, że krytykuję marzenia, kierownica MOMO jest cudowna w swojej prostocie. Długa jak piszczel dźwignia zmiany biegów wraz ze skrzynią typu „open gate” to kolejne dzieło sztuki użytkowej, a jej klikanie działa na mnie jak szeptanie na ucho sprośnych słów. Nawet dziwacznie wyglądające siedzenia z ogromnymi zagłówkami mają coś w sobie, tak jak kokpit kompletnie pozbawiony przycisków i pokręteł. Te znalazły się za to na konsoli środkowej mając za nic porządek i ergonomię (tak trzymać!).

Prawdziwego ślinotoku można dostać za to oglądając te piękne, kanciaste kształty. Klinowaty dziób z chowanymi reflektorami (swego czasu atrybut każdego, szanującego się samochodu sportowego), olbrzymia żaluzja bocznych wlotów powietrza, szerokie biodra, które wcale nie chowają przerażająco wielkich kół. 225 milimetrów to rozmiar, który spotkacie w pierwszym lepszym sedanie. Nie zobaczycie za to wszechobecnych żaluzji, którymi poszatkowano tylny pas oraz pokrywę silnika. Nic dziwnego, bowiem skrywają serce czerwonej piękności. Wielkie i niezwykle temperamentne.

To, że jest słusznych rozmiarów, to nikogo nie powinno dziwić. Już przecież wspomniałem, że bije w nim 12 cylindrów (ale chyba każdy o tym wie), a łączna pojemność sięga słusznych 5 litrów. Jedynie moc może nie robi już takiego wrażenia, bo to raptem 390 KM. Obecnie podobnym stadem może pochwalić się Mercedes A45 AMG. Co smutniejsze, do 100 km/h również będzie szybsze i to o pół sekundy. Jedyne, co może jeszcze ratować Testarossę, to prędkość maksymalna. Ta, nieskrępowanie sięga 295 km/h ciągle budząc szacunek, ale nie tylko tym Ferrari może imponować. Brutalność, z jaką ten samochód potrafi obchodzić się z kierowcą i pasażerem można porównać wyłącznie do tratowania rozwścieczonego ogiera. Z tym, że ogier robi to delikatniej, za to Testarossa oczarowuje liniowością rozwijanej mocy. Nie ma tu żadnych przeskoków, ani niczego innego, co mogłoby wpłynąć na buksowanie niezbyt szerokich, tylnych kół. Jeśli sami jej do tego nie sprowokujemy, „czerwona głowa” (bo tak tłumaczy się z włoskiego “Testarossę”) okaże się być wyjątkowo łaskawa zarówno dla opon, jak i kierowcy, mimo, że ten nie ma do dyspozycji żadnych elektronicznych pomocników.

Czy w takim razie Testarossa może być samochodem dla każdego? Jeśli chcesz ją mieć, by o nią dbać, wyprowadzać na letnie, weekendowe spacerki, nie narażają jej ani siebie na szpanerskie wybryki na skrzyżowaniach, to jak najbardziej tak. W każdym innym przypadku lepiej, aby prowadzeniem zajęła się osoba, która potrafi ujarzmić jej bojowy temperament, bo tego jej z całą pewnością nie brakuje, mimo, że najstarsze egzemplarze mają już 32 lata. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że choć miałem wszelkie powody, by nienawidzić Testarossy, ponieważ była ciasna, szybko grzała się w środku i była ciasna, to jednak z każdym kilometrem pałałem do niej coraz gorętszym uczuciem. Po jakimś czasie nawet nauczyłem się żyć ze zbyt niskim dachem, ogromną kierownicą oraz drążkiem zmiany biegów, który na wstecznym oraz pierwszym biegu dość mocno ocierał się o moją nogę, co tylko jeszcze bardziej skłania mnie ku wpisaniu auta na moją listę „must have”.

Muszę się tylko pośpieszyć, bo obecnie Testarossa na rynku samochodów używanych kosztuje w granicach od około 330-550 tysięcy złotych, a w perspektywie najbliższych pięciu lat auto ma podrożeć o drugie tyle, więc właściwie to jest najlepszy moment na zakup tego modelu. Czy to dużo? Przekopując historyczne kursy walut, udało mi się oszacować, że w 1985 roku, za nową Testarossę trzeba było przygotować równowartość ponad 12,5 miliona ówczesnych złotych. Doskonale pamiętam słowa, które powiedział mi tata, kiedy byłem mały, że aby kupić Ferrari, trzeba być milionerem. Do dziś nic się tu nie zmieniło, ale jeśli dysponujesz euro albo dolarami, to jedynka i sześć zer na koncie wcale nie są koniecznością do zakupu Cavallino Rampante.

Serdeczne podziękowania dla Japan Car Direct oraz Piotra Tuory za umożliwienie realizacji materiału.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Testy5 dni temu

Test – Toyota GT86

Mogłoby się wydawać, że Toyota GT86 to samochód, w którym będziesz mógł zabrać co najwyżej jedną osobę i to co maksymalnie na...

Mitsubishi6 dni temu

TEST – MITSUBISHI ASX 2.2 4WD RALLIART

Jeśli jesteś fanem kultowych marek, o których od jakiegoś czasu wiadomo bardzo niewiele, to Mitsubishi w swoich salonach ma jeszcze...

Mitsubishi4 tygodnie temu

TEST – MITSUBISHI ASX 1.6

Mitsubishi ASX jest na rynku już od 8 lat. To bardzo dużo, zważywszy, że obecnie, producenci w tym czasie zdążyliby...

Opel4 tygodnie temu

TEST – OPEL ASTRA 1.0 TURBO

Bardzo duży, kompaktowy samochód z ekonomicznym, benzynowym silnikiem i rewelacyjnym zawieszeniem za rozsądne pieniądze. Czyżby marzenie „Grażyn” i „Januszy” tak...

Lexus1 miesiąc temu

TEST – LEXUS RX450H

Lexus RX był pierwszym SUV-em na rynku, który miał w ofercie napęd hybrydowy. Z biegiem lat, podobnych konstrukcji pojawiło się...

Renault1 miesiąc temu

TEST – RENAULT MEGANE GRANDTOUR GT

Topowy, rodzinny kompakt od Renault charakteryzuje się fantastycznym systemem 4Control i ponad 200 konnym silnikiem z turbodoładowaniem. O ile pierwsze jest...

Jeep2 miesiące temu

TEST – JEEP COMPASS 1.4 MULTIAIR

Po niezbyt udanym poprzedniku, Jeep postanowił nie składać broni i zbudował nowy model kompaktowego SUV-a. Aby Compass numer dwa miał...

Hyundai2 miesiące temu

TEST – HYUNDAI TUCSON 1.7 CRDI

Hyundai Tucson to całkiem ładny, nieźle wyposażony i atrakcyjnie skalkulowany SUV, który najprawdopodobniej przypadnie do gustu zdecydowanej większości poszukujących tego...

Ford2 miesiące temu

Test – Ford Edge Vignale

Ford Edge Vignale to obecnie najdroższy model w gamie amerykańskiego producenta. Kusi ekskluzywnym wykończeniem i wysokiej jakości obsługą serwisową porównywalną...

Audi3 miesiące temu

Porównanie – AUDI A8 50 TDI, BMW 750 LI XDrive I MERCEDES-BENZ S400D 4MATIC LONG

Nie od dziś wszyscy powtarzają, że niemieckie limuzyny można stawiać za wzór. Dzisiaj jednak nie będę sprawdzać prawdziwości tej tezy,...

Najpopularniejsze