Obserwuj nas

Mercedes-Benz

Porównanie – Volvo S90 D4 i Mercedes-Benz E220D

Rok 2016 przyniósł dwie, bardzo ważne premiery samochodów. Mercedesa E-klasy oraz Volvo S90. Pierwszy pokazał kierunek rozwoju motoryzacji  w swoim segmencie na najbliższe lata, zaś drugi miał za zadanie konkurować m. in. z „Gwiazdą”, jak równy z równym. To chyba najlepszy moment, aby zrewidować powyższe założenia.  

Volvo S90 D4
Silnik: R4 Pojemność: 1969 cm3 Moc: 190 KM/4250 obr./min. Moment: 400 Nm/1750-2500 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, ośmiobiegowa 0-100 km/h: 8.2 s Prędkość max. 230 km/h Masa 1680 kg Cena 177 600 PLN
Mercedes-Benz E220d
 Silnik: R4 Pojemność: 1950 cm3 Moc: 194 KM/3800 obr./min. Moment: 400 Nm/1600-2800 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, dziewięciobiegowa 0-100 km/h: 7.3 s Prędkość max. 240 km/h Masa 1605 kg Cena 195 500 PLN

Jakiś czas temu Centrum Badań Opinii Społecznej upublicznił raport dotyczący tego, jakie wydarzenie, według Polaków, miało największe znaczenie dla Polski w ubiegłym roku. W sondażu najczęściej pojawiającą się odpowiedzią były Światowe Dni Młodzieży, następnie realizacja programu 500+ oraz „inne” (odpowiednio 14, 10.3 i 4.3 proc.). Co najciekawsze, blisko 43% badanych nie potrafiło wskazać żadnego wydarzenia, a 8.5% stwierdziło, że nie działo się kompletnie nic. Jakbym miał się zastanowić, to wahałbym się pomiędzy odpowiedzią dotyczącą szczytu NATO w Warszawie, a „nie ma takiego wydarzenia”, bo na dobrą sprawę to nie wiem, czy jakiekolwiek inne zdarzenie miało większe znaczenie dla naszego kraju. Zadziwia mnie to, że cudowne ocalenie z wypadku pierwszego narciarza Rzeczpospolitej, Andrzeja Dudy w ogóle nie było wzięte pod uwagę.

Myślę, że Światowe Dni Młodzieży mogły mieć ogromne znaczenie dla mieszkańców Krakowa i okolic, ponieważ praktycznie zostali odcięci w swoich domach, bez możliwości wyjścia choćby do sklepu na rogu po bułki. 500+ dla wielu oznacza płatne bezrobocie, co w sumie pokazuje ilu mamy Ferdków Kiepskich, którym spełniło się marzenie dostawania pieniędzy za nic. I to jest niestety przykre, bo zdecydowanie bardziej wolałbym, jakby państwo nie zabierało ciężko zarobionych pieniędzy. Taki układ byłby znacznie bardziej sprawiedliwy, bo teraz, choć nie mam rodziny, to muszę z moich podatków utrzymać co najmniej jedną.

A skoro jesteśmy już przy rodzinach, to porozmawiajmy o dużych samochodach. Nie są to może SUV-y, ani chociaż kombi, ale limuzyna też od czasu do czasu może pełnić rolę samochodu rodzinnego. Jeśli miałbym wskazać najważniejsze wydarzenie motoryzacyjne 2016 roku, to bardzo poważnie brałbym po uwagę premiery Volvo S90 oraz Mercedesa E-klasy. Już wcześniej miałem okazję jeździć zarówno pierwszym jak i drugim samochodem, czego dowodem są artykuły, w których nie mogło obyć się bez wzajemnego nawiązywania. Tym razem jednak można postawić te auta na przeciw siebie.

Mercedes to interpretacja tego, co zapoczątkowała flagowa S-klasa. W skrócie przeszczepiono tu proporcje nadwozia, wielki grill oraz delikatne linie z mocno podciętym zakończeniem klapy bagażnika. Nie jest to jednak wierne odwzorowanie, jak w przypadku C-klasy, ponieważ światła są tutaj inne, mniej proporcjonalne. Oczywiście przez to E220d wygląda moim zdaniem gorzej od pozostałych modeli z gwiazdą w logo. Odnoszę wrażenie, że panom ze Stuttgartu również zabieg nie do końca przypadł do gustu, ponieważ postanowili ratować się mieniącymi się niczym rubiny, tylnymi światłami oraz wspaniałym koncertem w wykonaniu lamp drogowych. Już w wypadku CLS-a, Mercedes pokazał, że potrafi zrobić coś jedynego w swoim rodzaju, ale tutaj performance jest obłędny, a kurtyna mroku rozsuwana przez LED-y wygląda niesamowicie.

Próżno czegoś podobnego szukać w Volvo, co nie oznacza, że S90 jest nudne. Co to, to nie. Proste kształty z długą maską, efektownie wyglądającymi światłami oraz prostokątnym grillem z wklęsłymi żebrami sprawiają, że Volvo jest bardziej wyraziste i wygląda znacznie lepiej od Mercedesa. Dalej jest równie dobrze, bo choć linia boczna cieszy wyłącznie proporcjami oraz wielkimi, szczelnie wypełnionymi przez felgi o rozmiarze 20 cali nadkolami, to tyłu nie pomylicie z żadnym innym samochodem, a powodów jest co najmniej pięć. Pierwszy to  dość spora lotka na klapie bagażnika. Drugim są dziwnie wyglądające na zdjęciach światła, które na żywo robią zdecydowanie lepsze wrażenie. Zwłaszcza po zmroku. Kolejna para to duże, prostokątne końcówki wydechu. Miło, że producent nie bawi się w ściemę, że jak nie widać rury wydechowej, to jest milszy dla niedźwiedzi polarnych, bo i tak robi możliwie jak najwięcej, by im nie szkodzić.

Wszystko za sprawą oszczędnego, 2 litrowego turbodiesla, który wyciska z siebie 190 KM i równo 400 Nm momentu obrotowego. Powyższe liczby przenoszą się na asfalt za pomocą 8 biegowej, automatycznej przekładni. To zaś przekłada się na sprint do 100 km/h w całkiem przyzwoite 8 sekund i prędkość maksymalną, elektronicznie ograniczoną do 230 km/h. Mercedes odpycha się za pomocą bardzo podobnego zestawu, bo różnica polega na 4 KM na korzyść “Gwiazdy”. Inny jest też napęd, który wprawia w ruch tylne koła, a pośrednikiem jest tu 9 biegowa przekładnia. Efekt to blisko sekundę krótsze przyspieszenie do setki i niczym nie skrępowana prędkość maksymalna na poziomie 240 km/h.

Mercedes nie tylko pod względem osiągów mocno przebija Volvo. Z pneumatycznym zawieszeniem trudno o coś bardziej komfortowego i odprężającego w czasie jazdy, a w razie potrzeby E-klasa potrafi też poruszać się w zakrętach szybko i z imponującą gracją. Volvo, choć z tradycyjnymi osprzętem, również może pochwalić się tym, że potrafi ukołysać w trasie, co nie oznacza, że w zakrętach prowadzi się źle. Rezerwy przyczepności są tu naprawdę duże. Zwłaszcza podczas hamowania, bo S90 robi to niesamowicie skutecznie.

Wewnątrz obu samochodów koncert jasnej tapicerki. W Volvo, biała, przyjemna w dotyku skóra została połączona z równie udanym drewnem i znacznie słabszymi listwami z „plastoaluminium”. Na szczęście to jedyny element, który rozczarowuje. Kokpit, poza materiałami, przykuwa również uwagę bardzo ładnymi, elektronicznymi zegarami, oraz dużym ekranem na konsoli środkowej. Same fotele są niezwykle wygodne, zaś komfort podróżowania na tylnej kanapie można porównać do tego, co oferują samochody o klasę wyżej. Prawdziwą wisienką na torcie jest zestaw audio Bowers&Wilkins, który praktycznie nie ma sobie równych pod względem jakości dźwięku.

Jedynie Burmester w Mercedesie brzmi równie wspaniale i moim skromnym zdaniem dużo lepiej słuchać go siedząc z przodu. Dlaczego? Ponieważ z tyłu nie jest już aż tak przyjemnie, i to nie ze względu na ilość miejsca, a przez to, że nie sposób wcisnąć nogi pod fotele. Z przodu za to Mercedes prezentuje się znacznie nowocześniej od Volvo. Pierwsze skrzypce grają tutaj dwa ogromne tablety, wyświetlające zegary oraz mapę nawigacji (ich wygląd oraz konfigurację można sobie dowolnie ustawiać), zaś konsola środkowa stanowi połączenie tego, co znajdziecie zarówno w C-klasie, jak i flagowym S. Innowacją są nowe przyciski na kierownicy z touch padami, które w praktyce okazują się być bardzo wygodne w użytkowaniu.

I w ten sposób zbliżyliśmy się do najtrudniejszego pytania, co jest lepsze? Volvo to przede wszystkim fantastyczny design, pełno dyskretnych, ale też pięknych detali oraz niepowtarzalny klimat wnętrza. Mercedes to high-techowe dzieło sztuki. Niesamowicie komfortowy mistrz performance-u, który świetnie łączy ze sobą świetne osiągi i nieprzyzwoicie niskie zużycie paliwa. Jeśli miałbym kierować się rozumem, bez zastanowienia wybrałbym Mercedesa, jednakże przy wyborach najczęściej kieruję się sercem. Wtedy mimo rozczarowań (ojca XC90 psuje się rozczarowująco często), potrafię dochować wierności marce, dlatego chyba zostałbym przy S90. Zrozumiem też każdego, kto wybierze tak, jak ja, choćby ze względu na cenę. Ta, w wypadku S90 D4 zaczyna się od 177 600 złotych, zaś prezentowany egzemplarz w wersji Inscription, wyposażono dodatkowo w m. in. automatyczną skrzynię biegów, 20 calowe felgi aluminiowe, zestaw audio Bowers&Wilkins, nawigację satelitarną, wyświetlacz Head-Up, okno dachowe, podgrzewane i klimatyzowane siedzenia z funkcją masażu, podgrzewaną kierownicę oraz system kamer 360o. Cena końcowa? 314 690 złotych.

Mercedes już wyjściowo jest zauważalnie droższym wyborem. E220d na „dzień dobry” kosztuje już blisko 200 tysięcy złotych. Wyposażcie auto do poziomu prezentowanego modelu, tj. w między innymi reflektory LED z asystentem świateł drogowych, pakietem wspomagania bezpieczeństwa jazdy oraz parkowania z kamerami 360o, panoramicznym dachem, wielokonturowymi, podgrzewanymi i klimatyzowanymi fotelami, systemem Command Online oraz zestawem audio Burmester a podniesiecie wartość do ponad 408 tysięcy złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama
Kliknij aby skomentować

Mercedes-Benz

TEST – MERCEDES-BENZ GLC250D COUPE

Przez długi czas, mieszanka SUV-a i coupe była domeną BMW. Dopiero po 8 latach od debiutu pierwszego X6, znalazł się pierwszy producent, chcący powalczyć o coraz atrakcyjniej wyglądający rynek tych aut. Między innymi właśnie dlatego, Mercedes wypuścił niemal jednocześnie oba modele. Pytanie, czy mniejszy GLC Coupe będzie lepszy od swojego rywala? 

Specyfikacja
Silnik: R4 Pojemność: 2143 cm3 Moc: 204 KM/3800 obr./min. Moment: 500 Nm/1600-1800 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, dziewięciobiegowa 0-100 km/h: 7.6 s Prędkość max. 222 km/h Masa 1770 kg Cena 235 800 PLN

Jest jedna, zadziwiająca rzecz, której producenci samochodów zdają się do końca nie rozumieć. Jakiś czas temu została odkryta nisza, będąca połączeniem sedana oraz coupe. Pierwszym tego typu autem był Mercedes CLS. Jak na swoje czasy dość futurystyczny i niezwykle odcinający się od ówczesnej stylizacji producenta. W sumie to śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z niewielu wyjątkowych Mercedesów, bo w żadnym innym modelu nie ma tych samych detali. Nawet obecny CLS nie jest już taki sam. Szczerze powiedziawszy jest mocno ugrzeczniony, za to koncepcyjny model, zwiastujący trzecią generację, zdaje się być zapowiedzią nowej stylizacji Mercedesa, więc i w tym wypadku nie znajdziesz niczego wyjątkowego.

Przejdźmy jednak do innego segmentu, będącego krzyżówką coupe i SUV-a. Tutaj pierwszym był BMW i długo panował niepodzielnie, zgarniając coraz to większą część modnego rynku. Po ośmiu latach pojawił się Mercedes, niemal jednocześnie pokazując dwa modele. GLE Coupe i GLC Coupe. Tutaj również postanowiono zaczerpnąć się jedynie opadającą linią dachu. Nie ma bezramkowych szyb, ani jednej pary drzwi. A szkoda i szczerze to dziwię się, dlaczego żaden z producentów nie wykazał się odwagą, produkując coś, co ma więcej wspólnego z coupe, niż nazwę i opadający dach. W tym miejscu pojawia się rosyjska firma Armotech, która przekształca nadwozie BMW X6 w coupe z prawdziwego zdarzenia. I to mi się podoba! Tak właśnie powinna wyglądać mieszanka SUV-a i coupe. Wróćmy jednak do samochodów Mercedesa. GLE Coupe to pierwsze auto, które ma rywalizować z bawarskim SUV-em. Nie jest jednak tak zgrabny, a tył jest zdecydowanie zbyt krótki i wygląda za ciężko. Zupełnie jak pośladki Jessici Simpson.

Jeśli więc będziesz chciał kupić sobie tego typu samochód, zdecydowanie bardziej poleciłbym ci GLC Coupe. Dlaczego? Przede wszystkim jest trochę zgrabniejszy, ale kiedy przyglądam się zdjęciom obu Mercedesów, nie jestem w stanie stwierdzić, dlaczego tak jest. Być może powodem jest to, że oba auta są niemal identyczne, a różni je kształt tylnego zderzaka. Wprawne oko zauważy też trochę inaczej zarysowaną lotkę na klapie bagażnika. Z profilu, GLC prezentuje się tak, że zdecydowanie przyznałbyś mi rację, że tylna klapa powinna unosić się bez szyby. Zapomnij o tym. Tak samo, jak o braku tylnej pary drzwi. Spodobają ci się za to 20 calowe, szprychowe felgi, nierozłączne z pakietem stylizacyjnym AMG. Z nim otrzymasz również ciekawsze zderzaki i grill, składający się z chromowanych punkcików, przywodzących na myśl konstelację gwiazd.

Wnętrze niemal do złudzenia przypomina to, co znajdziesz w każdej C-klasie. Identyczne zegary i kierownica. Taki sam, brzydko wyglądający tablet oraz piękna, carbonowa konsola, płynnie spływająca na tunel środkowy. Fotel nie musi długo zapraszać do zajęcia miejsca. Wszak jest bardzo ładny, świetnie wyprofilowany, a jeśli obawiasz się, że GLC Coupe w praktyce jest dwuosobowe, to jesteś w błędzie. Z tyłu, miejsca nad głową jest wystarczająco dużo, tak samo jak na kolana, więc będzie ci się bardzo przyjemnie podróżować. Zwłaszcza, kiedy za zestaw audio odpowiada świetne nagłośnienie od Burmestera.

Myślę, że nie będziesz go oszczędzać, bo pod maską siedzi 2.1 litrowy turbodiesel o niezbyt porywającym brzmieniu, za to o mocy ponad 200 KM. Znacznie lepiej wygląda tu moment obrotowy. Równy 500 Nm, dzięki którym sprint do setki trwa 7.6 sekundy. Jeśli masz trochę więcej czasu, możesz przechylić wskazówkę prędkościomierza w rejony 222 km/h. Jest jeszcze jedna rzecz, za którą polubisz ten silnik. Racjonalnie gospodarowanie powierzonym paliwem. Przy całkiem żwawym tempie jazdy, w trasie, GLC250d zadowala się spalaniem na poziomie około 7 litrów ropy na 100 km.

Jakieś dodatkowe atuty? Układ kierowniczy niezwłocznie wykonuje wszelkie komendy, zaś za bardzo świetny balans pomiędzy komfortem a prowadzeniem odpowiada bardzo dobrze zestrojone zawieszenie oraz opony o rozmiarze 255/45 z przodu i 285/40 z tyłu. Nawet na hamulce nie da się powiedzieć złego słowa, jednak jeśli jesteś dynamicznym kierowcą, będziesz wieszać psy na przekładni. W trybie komfortowym (czyli zwykłym), skrzynia nieszczególnie przepada za redukcjami, toteż obchodzi się z nimi dość powściągliwie. Owszem, można przejść w tryb sportowy, który znacznie ożywia jej temperament, jednak kosztem niepotrzebnego hałasu silnika i przeciągania przełożeń. Szkoda, że wraz z nową, dziewięciobiegową skrzynią, producent postanowił zachować stare przyzwyczajenia.

Mimo tego jednak GLC250d Coupe to bardzo ciekawa propozycja dla poszukiwaczy SUV-a, który będzie leczyć kryzys wieku średniego. Z jednej strony otrzymują dynamicznie wyglądającą sylwetkę, odpowiednio wysoko zawieszoną nad ziemią. Z drugiej zaś, całkiem obszerne wnętrze, bez trudu mieszczące całą rodzinę. Do tego ekstra, całkiem niezły silnik o zdroworozsądkowym zapotrzebowaniu na paliwo. W efekcie czego, nadzorująca wydatki żona, również nie powinna kręcić nosem.

To wszystko możesz mieć za co najmniej 236 tysięcy złotych, ale jeśli interesuje cię prezentowana konfiguracja, to z listy wyposażenia dodatkowego będziesz musiał odhaczyć m. in. pakiet AMG, wszelkiej maści asystentów jazdy, zestaw kamer 360o, lakier metallic, 20 calowe felgi, szklany dach, reflektory LED i zestaw audio Burmester. Za wszystko powinieneś zapłacić dokładnie 341 427 złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Mercedes-Benz

Test – Mercedes-Benz E220D Kombi

Możesz się z tym zgadzać, bądź nie, ale czytasz test Mercedesa E w najlepszej dostępnej wersji nadwoziowej. Czy silnik jest równie dobry? Jeśli lubisz spokojnie przemierzać kilometry, to bardzo dobry wybór. Osobiście wybrałbym E63 AMG S 4MATIC, albo co najmniej E350d, ale jeśli nie ma tego, co się lubi…

Specyfikacja
Silnik: R4 Pojemność: 1950 cm3 Moc: 194 KM/3800 obr./min. Moment: 400 Nm/1600-2800 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, dziewięciobiegowa 0-100 km/h: 7.7 s Prędkość max. 235 km/h Masa 1705 kg Cena 210 900 PLN

Nie da się ukryć, że segment samochodów klasy wyższej średniej to zdecydowana dominacja sedanów. Najbardziej konserwatywnych ale też prawdopodobnie najbardziej reprezentatywnych aut, na jakie można sobie pozwolić. Może się wydawać, że oferowane kombi w tym segmencie, są skierowane wyłącznie dla dziwaków. W końcu jeśli ktoś potrzebuje dużego auta, ale nie koniecznie limuzyny, z pewnością zainteresuje się modnym SUV-em. Wybór takowych jest przeogromny i praktycznie każdy jest w stanie znaleźć coś na swoją kieszeń. Pod warunkiem, że jest na tyle głęboka, że zmieści co najmniej 200 tysięcy złotych.

Oczywiście, jeśli komuś zależy na większym prześwicie, ale nie koniecznie chce kupować SUV-a, może wybrać „uterenowione” kombi, jednak w tym wypadku wachlarz możliwości jest już znacznie skromniejszy, a i nie każda propozycja prezentuje się na tyle dobrze, by warto było po nią sięgać. Moim zdaniem Mercedes E All-Terrain zalicza się do takiej grupy. Zwiększony prześwit i plastikowe nakładki wcale nie poprawiają wyglądu auta. Powiem nawet więcej. All-Terrain wygląda z nimi po prostu brzydko. Jak Keira Knightley z bez dwóch jedynek.

Nie ukrywam, że sam chętnie zainteresowałbym się samochodem z tego właśnie segmentu, jednak jeśli miałbym szukać czegoś, co jeździ bliżej ziemi, zdecydowanie wybrałbym klasyczne kombi. Reprezentatywne, bo z klasy wyższej średniej, ale jednak kombi, bo zdecydowanej większości przypadków po prostu bardziej podoba mi się bardziej od sedana. Innym powodem jest też mniejsze zainteresowanie tego typu autami. Właściwie poza paroma wyjątkami, kombi klasy wyższej jest gatunkiem skazanym na zagładę. Jedynie Audi A6 Avant jeszcze się broni. Jeśli miałbym ogromny budżet i chciał kupić tego typu samochód, zdecydowałbym się na Mercedesa E63 AMG S, w brązowym kolorze, czarnymi, szprychowymi felgami, szklanym dachem i ceramicznym układem hamulcowym. Pięknie brzmi a w konfiguratorze wygląda jeszcze lepiej!

W sumie to i E220d Kombi prezentuje się godnie. Jeśli mam być szczery, jest dużo ładniejszy od sedana, a testowy egzemplarz pokryto lakierem „Srebrny Diament” i wyposażono w panoramiczny dach oraz pakiet AMG, z 20 calowymi felgami. Jeśli mam być szczery, to taką konfiguracją również bym nie pogardził. Sportowe zderzaki nadają wyrazu. Zwłaszcza z tyłu, gdzie „seria” ze schowanymi końcówkami wydechów prezentuje się moim zdaniem zbyt spolegliwie. Duże, szprychowe felgi za to idealnie wypełniają nadkola i sprawiają, że ciężko oderwać wzrok z profilu auta. Za to prawdziwym smaczkiem są światła LED. Przednie, dzienne, zapalają się na niebiesko i stopniowo przechodzą w standardową biel, zaś z tyłu nie będziesz mógł oderwać oczu od „błyskotek” mieniących się niczym rubiny.

W środku jest równie smacznie. Wszechstronnie regulowane fotele pokryto pięknie obszytą, brązową skórą Nappa. Zajmij miejsce na jednym z nich i popatrz, jak dobrze można połączyć klasykę z nowoczesnością. Dwa, bardzo duże tablety służą za zestaw zegarów, oraz ekran, albo cokolwiek, co tylko zdołasz sobie skonfigurować. Zbyt elektronicznie? Poczekaj, jest jeszcze miejsce na analogowy zegarek pod panelem klimatyzacji. Na pewno nie można odmówić mu eleganckiej skromności. To nie koniec smaczków. Wnętrze zostało wykończone pięknie ozdobionymi listwami, pokrytymi lakierem fortepianowym. Nawet głośniki naprawdę świetnego zestawu audio Burmester zostały wspaniale oprawione. Prawdziwą wisienką na torcie jest jednak oświetlenie ambientowe. Mogę się założyć, że długo będziesz się zastanawiać nad ostatecznym kolorem podświetlenia, bo do wyboru masz ponad 60 różnych wariantów!

Kiedy już rozwiążesz wszystkie problemy pierwszego świata, nie pozostaje nic innego, jak oddanie się jeździe. 2 litrowy turbodiesel produkuje 190 KM oraz równo 400 Nm, dzięki którym jest w stanie rozpędzić się do 100 km/h w niespełna 8 sekund. Jeśli dalej postanowisz trzymać pedał gazu w podłodze, wskazówka prędkościomierza powinna zatrzymać się na pomiędzy 230, a 240 km/h. Znacznie bardziej zainteresuje cię zapewne zapotrzebowanie E220d na paliwo. W trasie, przy dość szybkim tempie jazdy, zużycie ropy wahało się w granicach 7.2 l/100 km.

Miłą niespodzianką jest układ kierowniczy, który natychmiastowo odpowiada na komendy wydawane kierownicą. Na uwagę zasługuje tu również zawieszenie. Pneumatyka nie tylko fantastycznie wybiera nierówności, topiąc ciebie i współpasażerów w komforcie po uszy, ale też sprawia, że wielkie kombi zaskakująco zwinnie pokonuje zakręty. Jeśli zaś z jakiś powodów przeholujesz z prędkością przed dojazdem do łuku, z pomocą przyjdzie ci bardzo skuteczny układ hamulcowy, z nawiercanymi tarczami z przodu.

Nie oznacza to jednak, że Mercedes E220d Kombi jest samochodem sportowym. Owszem, ma jakieś aspiracje, ale te również nie zawsze ma ochotę okazać. Z pewnością to megawygodny pożeracz międzymiastowych kilometrów, dla którego odległość nie ma większego znaczenia. Dla ciebie również, bo pneumatyczne zawieszenie, nastrój panujący w kabinie oraz wyposażenie skutecznie separują od znużenia jazdą.

Żeby stać się właścicielem rodzinnego wydania E220d, trzeba przygotować co najmniej 211 tysięcy złotych. Prezentowany model jest sowicie wyposażony i ma m. in. system bezkluczykowy z otwieraniem klapy bagażnika za pomocą nogi, pakiet stylizacyjny AMG, światła LED, zestaw kamer 360o, 20 calowe, aluminiowe felgi, skórzaną tapicerkę Nappa, panoramiczny dach, trójstrefową, automatyczną klimatyzację, nawigację satelitarną oraz pneumatyczne zawieszenie. Cena? 369 340 złotych.

Marcin Koński

Czytaj dalej

Mercedes-Benz

TEST – MERCEDES-BENZ E400 COUPE

Mercedes E Coupe nigdy wcześniej nie trafiło na korepetycje do Affalterbach. Nie inaczej jest też z obecnym modelem, jednak na tle poprzednika, tutaj na otarcie łez pozostaje co najwyżej E400 z 3 litrowym V6 o mocy 333 koni mechanicznych. Czy to trochę nie za mało?

Specyfikacja
Silnik: V6 Pojemność: 2996 cm3 Moc: 333 KM/5250-6000 obr./min. Moment: 480 Nm/1600-4000 obr./min. Skrzynia biegów: Automatyczna, dziewięciobiegowa 0-100 km/h: 5.3 s Prędkość max. 250 km/h Masa 1770 kg Cena 321 815 PLN

Od kilku lat w Polsce panuje moda na mopsa. Nie do końca wiem dlaczego, bo nie jest to pies, który wygrałby jakikolwiek konkurs piękności. Nawet, jeśli dotyczyłby wyłącznie mopsa. To, co mówi mi o nim internet, to, że jest to zwierze towarzyskie, uparte ale też uległe, ciche i czujne. Nie jestem też do końca pewny, czy są ciche, bo właściwie bez przerwy chrumkają. Cóż, to cecha charakterystyczna. Podobnie jak brak szczeku i brzydki wygląd. Nie potrafię też zrozumieć, dlaczego tak dużo pięknych kobiet ma słabość do małych, niezdarnych i chrumkających psów. Czyżby to dlatego, że przeciwieństwa lubią się przyciągać?

Może coś w tym jest, ale jeśli taki tok myślenia byłby prawdziwy, to na moim podwórku powinien stać dokładnie taki Mercedes, jak na zdjęciach. Piękne nadwozie pokrywa metalizowany lakier ze specjalnej serii Designo, o nazwie Czerwień hiacyntu. Z której strony podoba mi się najbardziej? Chyba jednak z tyłu, gdzie najbardziej rzuca się w oczy kształtna sylwetka ze zgrabnie zarysowanymi biodrami i delikatnie zadartym kuperkiem. Mercedes osiągnął też chyba mistrzostwo w dbałości o detale. Spójrz tylko na tylne światła. Te nie tylko świecą zwykłym, LED-owym światłem, ale też błyszczą się niczym rubiny. Absolutnie przepiękna rzecz!

Równie urodziwy może być jedynie grill, którego konstelacja składa się z 255 (policzyłem) chromowanych punkcików, ale to niejedyny efekt „wow”. Po otwarciu auta, LED-owe pasy świateł dziennych zaczynają palić się na niebiesko, by potem stopniowo przechodzić w zimną biel. Idealnym uzupełnieniem jest długa maska z charakterystycznym, podwójnym przetłoczeniem. A skoro jesteśmy już przy proporcjach nadwozia, to moim zdaniem tył mógłby być odrobinę dłuższy, ale to szczegół tak nieistotny jak wałeczki Tyry Banks. Zwłaszcza, kiedy spoglądasz ukradkiem na wspaniałe, szczelnie wypełniające nadkola, szprychowe felgi o rozmiarze 20 cali, albo na szyby, które nie dzieli żaden słupek. Nie tylko pięknie wyglądają i dostarczają jedynych w swoim rodzaju wrażeń podczas jazdy (oczywiście z opuszczonymi szybami), ale też dają podobne możliwości sfotografowania wnętrza, co w kabriolecie.

A skoro zaglądamy już do środka, to szczerze powiedziawszy trudno tu o lepiej wyglądające biuro, do którego zaprasza multikonturowy, superwygodny, czarno-biały fotel. Kiedy już wślizgniesz się do środka, jako pierwsze zwrócą na siebie uwagę dwa potężne wyświetlacze LCD, pełniące rolę zegarów oraz olbrzymiej nawigacji. Z resztą, wedle uznania, możesz dowolnie skonfigurować swoje centrum dowodzenia. Tak samo, jak ambientowe podświetlenie, bo kolorów do wyboru jest dokładnie 64! Dopiero, kiedy skończysz rozglądać się za elektronicznymi fajerwerkami, dostrzeżesz piękno drewna, którym wyłożono wnętrze. Czarne, niedoszlifowane, z wyraźnie wyczuwalnymi porami. Chyba nie da się lepiej oddać prawdziwości tego szlachetnego materiału. Nie poskąpiono też aluminium. Nawet na pedałach, choć E400 wcale nie chce zdradzać swojego sportowego potencjału.

Przyciśnij jednak prawy, szczupły, a zobaczysz jak szybko zbliża się do ciebie horyzont. 333 konie mechaniczne oraz 480 niutonometrów przelewają się na wszystkie koła za pośrednictwem dziewięciobiegowej przekładni, bez najmniejszego zawahania katapultując blisko 1800 kilogramów blach, skóry i wszechobecnej elektroniki. Wystarczy niewiele ponad 5 sekund, by E400 przekroczyła na prędkościomierzu 100 km/h i w równie szalonym tempie goni rejon 200+. Dopiero elektropastuch kończy ten bieg, wkraczając do akcji, kiedy Mercedes pędzi 250 km/h. Z drugiej jednak strony, przy spokojnej jeździe, 3 litrowe V6 potrafi zadowolić się średnim zużyciem paliwa na poziomie zdrowo poniżej 10 litrów na 100 km.

Najlepsze jednak przed tobą. E400 nie tylko potrafi jechać na wprost. Świetnie radzi sobie również tam, gdzie byś się tego nie spodziewał. Pneumatyczne zawieszenie sprawia, że w zakrętach, auto trzyma się nawierzchni jak przyklejony. Układ kierowniczy za to jest na tyle komunikatywny, że pokonanie przełęczy Salmopolskiej będzie czystą przyjemnością. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy rzeczywiście będziesz chciał szukać granic przyczepności Mercedesa. Przypuszczam, że bardziej wolałbyś pokonać drogę spokojnie i bez niepotrzebnego szaleństwa, słuchając swojego ulubionego kawałka z fantastycznego zestawu audio od Burmestera. Po prostu będziesz rozpływać się przy niewyobrażalnym komforcie jazdy, bo przy całym swoim stadzie 333 koni, E400 wcale nie pogania.

Jakieś słabe strony? Na dobrą sprawę znalazłem tylko dwie. Hamulce rozczarowują skutecznością podczas wytracania dużych prędkości, co jest dość dziwne, biorąc pod uwagę to, że Mercedes pochodzi z kraju, gdzie nie ma limitów na autostradach. Druga rzecz, jakiej nie lubię, to podświetlenie podłoża z logo producenta. Szczerze powiedziawszy to takim bajerem zrobisz wrażenie wyłącznie na odpuście w Kutnie. Poza tym otrzymujesz naprawdę wspaniałe auto. Przyspiesza jak złe i należycie skręca, chociaż tak naprawdę nie musi tego nikomu udowadniać. Z przyjemnością za to owinie cię w perzynę wszechkomfortu i utopi we wspaniałym brzmieniu zestawu audio Burmestera.

Żeby jednak móc cieszyć się tym wszystkim, wcale nie wystarczy przygotować 322 tysięcy złotych, tylko więcej. Znacznie więcej. Prezentowany model kosztuje 501 084 zł. Co zostało odhaczone z listy dodatków? Między innymi pakiet AMG, pakiet wyposażenia Premium Plus, dwubarwna, skórzana tapicerka, podgrzewane i wentylowane fotele, zestaw audio Burmester High-End 3D Surround Sound oraz pneumatyczne zawieszenie. W sumie tak się zastanawiam, że skoro w E Coupe nie ma wersji AMG, to może miło byłoby wyposażyć tego Mercedesa w silnik V8.

Marcin Koński

Czytaj dalej
Reklama

Facebook

Reklama

Testy

Mitsubishi12 godzin temu

TEST – MITSUBISHI OUTLANDER 2.0 4WD

Mitsubishi, wraz z pakietem Calligraphy, postanowił wnieść do Outlandera powiew luksusu na miarę klasy premium. Dbałość o materiały oraz staranne...

Lexus7 dni temu

TEST – LEXUS GS200T

Jeśli mam być szczery, to przed testem Lexusa GS200t, moje podejście do auta nie miało nic wspólnego z entuzjazmem. Wszystko...

Mitsubishi2 tygodnie temu

TEST – MITSUBISHI PAJERO

Mitsubishi Pajero w obecnej formie jest na rynku już od 12 lat. W tym czasie rynek zalały samochody, które z...

Jaguar2 tygodnie temu

Test – Jaguar XF Sportbrake 25T

Kompletnie nie rozumiem, dlaczego wersje kombi w segmencie E są tak mało popularne. Przecież takie samochody doskonale łączą rodzinny charakter,...

Mercedes-Benz1 miesiąc temu

TEST – MERCEDES-BENZ GLC250D COUPE

Przez długi czas, mieszanka SUV-a i coupe była domeną BMW. Dopiero po 8 latach od debiutu pierwszego X6, znalazł się...

Abarth1 miesiąc temu

TEST – ABARTH 124 SPIDER

Jeśli nie wierzysz w istnienie prawdziwej symfonii, granej na cztery cylindry, albo twierdzisz, że Mercedes A45 AMG jest najlepszy w...

Honda2 miesiące temu

TEST – HONDA HR-V 1.5L I-VTEC

Honda HR-V z 1.5 litrowym silnikiem to najprawdopodobniej jedna z ostatnich okazji, by móc cieszyć się wolnossącym silnikiem benzynowym japońskiego producenta....

Land Rover2 miesiące temu

TEST – RANGE ROVER VELAR D300

Nie ma co się oszukiwać. Range Rovera Velara kupuje się wyłącznie oczami. Bez względu, czy patrzysz na niego z zewnątrz, czy w...

Porsche2 miesiące temu

TEST – PORSCHE 911 CARRERA 2

Jeśli marzysz o samochodzie sportowym z prawdziwego zdarzenia, z manualną przekładnią i bez długiej listy wszelkiej maści wspomagaczy jazdy, raczej...

MINI2 miesiące temu

TEST – MINI COOPER S E COUNTRYMAN

Hybrydowe MINI Countryman jest najszybszym modelem z „Cooper S” w nazwie. Do 100 km/h, auto przyspiesza niewiele wolniej, od topowego...

Najpopularniejsze